Zajmujący się lokalnym folklorem Wirgiliusz Lipko z Wielbarka udał się do miejscowej biblioteki w poszukiwaniu śpiewników z kolędami. Okazało się jednak, że te już nie najnowsze wydawnictwa zostały usunięte z księgozbioru. Mieszkaniec nie może się z tym pogodzić i zastanawia się, dlaczego w miejsce starych śpiewników nie postarano się o nowe.
Wirgiliusz Lipko z Wielbarka zajmuje się muzyką etniczną i folklorem. Wraz z kolegą grającym na harmonii pedałowej postanowił w okresie przedświątecznym opracować kilka kolęd do wspólnego muzykowania. W tym celu udał się do Gminnej Biblioteki Publicznej w Wielbarku po potrzebne do tego śpiewniki. Pan Wirgiliusz korzystał z nich już kilka lat temu i bardzo je sobie chwalił. - Były tam przepięknie opracowane kolędy z nutami, rozpisane na głosy – wspomina. W bibliotece spotkał go jednak zawód.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Sprawą zainteresował wielbarskich radnych. Jak nam mówi, przewodniczący Rady Miejskiej Robert Kwiatkowski miał mu zasugerować, aby swoje uwagi przedstawił podczas najbliższego posiedzenia członkom komisji kultury. Nasz rozmówca ma taki zamiar.
Dyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej w Wielbarku Weronika Olech potwierdza, że śpiewniki zostały wyłączone z księgozbioru. Dodaje, że to standardowa procedura w przypadku starych wydawnictw, z których prawie nikt nie korzysta. - Zgodnie z wymogami stawianymi przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną, musimy robić selekcję książek, nie możemy ich gromadzić w nieskończoność. Jeśli z danej pozycji nikt nie korzysta przez dłuższy czas, mamy prawo zaliczyć ją do ubytków, a tak właśnie było w tym przypadku – tłumaczy dyrektor. Zapewnia, że biblioteka zamierza odtworzyć swój zasób śpiewników, ale już nie w tym roku, bo na to nie ma środków.
(ew){/akeebasubs}
