URODZINOWY PREZENT
2 października 1929 r., w osiemdziesiąte drugie urodziny Paula von Hindenburga, w pobliżu leśniczówki Hinterdamerau (obecnie Leśnictwo Jęczniki) miejscowi leśnicy ustawili głaz pamiątkowy, nazwany później „Kamieniem Hindenburga”.
Kamień z jednej strony posiadał wygładzoną powierzchnię, na której na białym tle znajdował się napis:
Die Treue ist das Mark der Ehre. Zum Andenken an den 82. Geburtstag des Reichspräsidenten von Hindenburg 2.10.1929.
Z drugiej strony przytwierdzona była do niego metalowa tablica, która zaginęła. Podobno ktoś widział ją gdzieś w Niemczech, ale nie wiadomo, czy to nie kolejna dotycząca tego obiektu plotka. Na kamieniu zobaczyć nadal można inskrypcje związane najprawdopodobniej z osobą, która pomnik wykonała. „H. Hefcholz Ortelsburg” i „FM”.
Miejsce, w którym głaz się znajduje obsadzone zostało w okresie międzywojennym czerwonym dębem. Obecnie dęby i głaz są ciekawym elementem przyrodniczej ścieżki edukacyjnej.
SPRZECZNE RELACJE
Opublikowane relacje na temat tego, co się stało z głazem po wojnie, są sprzeczne. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Okazuje się jednak, że głaz stał sobie spokojnie jeszcze wiele lat po wojnie. Według relacji nieżyjącego już leśniczego Miklasa z Jęcznika, kamień przewrócili w latach sześćdziesiątych żołnierze KBW z Olsztyna, którzy przebywali w tym rejonie w okresie letnim. Głaz został częściowo przysypany ziemią, ale miejscowi leśnicy cały czas o nim wiedzieli. Nie trzeba go było szukać i odkrywać. Po prostu okres PRL-u i pierwsze lata po 1989 r. to nie był czas sprzyjający tego typu pamiątkom historycznym. Leśniczy Miklas rozmawiał też z byłym niemieckim leśniczym Desenzem, który w latach siedemdziesiątych przyjechał odwiedzić swoje stare leśnictwo. Od niego dowiedział się, że głaz wyciągnięty został z Jeziora Gromskiego.
FAŁSZYWE TEORIE
Wokół tego kamienia narosło sporo nieporozumień. W pamięci ludzi zatarło się to, w jakim celu go postawiono. Pojawiły się teorie, które zagościły również w prasie i w Internecie, że kamień upamiętniał miejsce dowodzenia, czy postoju Hindenburga. W tym rejonie niemiecki dowódca nigdy nie przebywał, nie toczyły się też tu podczas I wojny światowej żadne walki. Podczas wojny Hindenburg był w Szczytnie tylko raz i to przejazdem. 15 lipca 1915 r., jadąc pociągiem z Wielbarka do Giżycka, zatrzymał się na krótko na szczycieńskim dworcu. 27 sierpnia 1914 r. wzdłuż zachodniego brzegu jeziora Sasek Wielki po przegranej bitwie pod Zerbuniem wycofywała się spod Biskupca część oddziałów VI Korpusu generała Błagowieszczenskiego. To właśnie żołnierze tego korpusu podpalili 27 sierpnia Szczytno, a 3 dni później ostrzelali je z artylerii. Drogę tę przeszła również część podążających za Rosjanami żołnierzy XVII korpusu niemieckiego generała Augusta von Mackensena.
WYRAZ KULTU
Po co więc głaz ten postawiono? Był on po prostu wyrazem kultu, jakim Hindenburg cieszył się na Mazurach. Gdyby rzeczywiście z jakiegoś istotnego powodu w tym miejscu Hindenburg się zatrzymał, to bez wątpienia wiedzielibyśmy o tym, a ranga tego miejsca byłaby o wiele większa. Zachowało się tylko kilka zdjęć archiwalnych z tym głazem i nawet byli mieszkańcy powiatu szczycieńskiego nie wiedzą co on upamiętniał. Z czasem większość ludzi zapomniała gdzie kamień stał. Jedni twierdzili, że w Jęczniku, inni – że w Gromie, a jeszcze inni, że w Leleszkach (przynajmniej tak podpisywano publikowane archiwalne zdjęcia z wizerunkiem tego głazu).
OFICJALNE ODNALEZIENIE
To, jak doszło do „oficjalnego odnalezienia” kamienia, też nie jest do końca jasne. Osoby zaangażowane w jego powtórne postawienie, pomimo tego, że od wydarzenia nie upłynęło jeszcze 20 lat niewiele pamiętają, a ich relacje są częściowo sprzeczne. W 2001 r. w trakcie prowadzonych w pobliżu prac leśnych zauważono, że kamień jest podkopany. Wyglądało to tak, jakby był przygotowany do zabrania. Prawdopodobnie podkopał go Szymon Drej, wówczas student historii, który później w „Gazecie Olsztyńskiej” nagłośnił odnalezienie kamienia. Miejscowi leśnicy zgodzili się go bez zbędnego rozgłosu postawić. Chodziło im o to, by głaz w ten sposób zabezpieczyć przed zabraniem. W tamtym czasie nie wiadomo też było z jakim odbiorem może spotkać się ponowne ustawienie kamienia. Niestety zarówno leśnicy, jak i Szymon Drej nie przypominają sobie współpracy przy ustawianiu tego kamienia, a jednocześnie jedni i drudzy twierdzą, że to z ich inicjatywy go ustawiono. Pomimo kilkukrotnych rozmów z osobami zaangażowanymi w ustawianie głazu nie udało mi się ustalić jednej wersji wydarzeń. Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, by ktoś prywatnie odważył się zlecać w państwowym lesie roboty ziemne z użyciem ciężkiego sprzętu. Coś takiego wymagałoby pewnej fantazji i odwagi.
(zdjęcia ze zbiorów autora){/akeebasubs}
