Problem estetyki miasta jest bardzo skomplikowany, a „estetycznych grzechów” cała masa. Zacznę od ogólników, czyli od zdefiniowania problemów, z którymi borykają się w większym bądź mniejszym stopniu właściwie wszystkie miasta w naszym kraju, które może często nie są zauważane przez władze czy szarych obywateli, ale wręcz „kaleczą” wzrok estetów oraz znawców przestrzeni publicznej.
SZPETNE REKLAMY
Pierwszym grzechem jest JAKOŚĆ oraz ILOŚĆ najróżniejszych nośników reklam. Pod płachtami reklam giną setki metrów kwadratowych budynków, płotów, niszczony jest ład i porządek. Jednakże problemem nie są tylko owe „szmaty” wieszane gdzie popadnie, problemem są także telebimy. Gdzie miał głowę ten, co zezwolił na ustawienie tego świecącego „czegoś”, co zasłania pół historycznego budynku ratusza od strony ulicy Odrodzenia? Jest to niestety przykład DEWASTACJI przestrzeni publicznej przez osoby, które o tę przestrzeń winny DBAĆ. Naszą zmorą jest także jakość witryn sklepowych, pozaklejanych reklamami okien wystawowych, nieproporcjonalne, gryzące się z budynkami kasetony i szyldy (wystarczy przejść się ulicą Odrodzenia… ręce opadają). Jak wiadomo - przykład idzie z góry, wspomniałem o telebimie na placu Juranda, ale wszyscy wiemy, że na ratuszu (na szczęście na razie tylko okolicznościowo) wieszane są wielkie płachty reklamujące różnorakie imprezy kulturalne (bo oczywiście bardziej cywilizowanych form reklamy osoby odpowiedzialne za kulturę w naszym mieście nie znają). Pamiętajmy też, że część okien ratusza powyklejanych jest koślawymi literkami firm wynajmujących tam powierzchnie biurowe. Co więcej, te praktyki nie dają miastu „wielkomiejskości”, wręcz przeciwnie Szczytno na co dzień zaczyna wyglądać jak jego święto tzn. Dni i Noce Szczytna – jeden wielki wiejski odpust (…).
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
JAKOŚĆ ARCHITEKTURY
Kolejnym problemem naszej Małej Ojczyzny jest jakość architektury. Jednym z przykładów są oczywiście szkaradne budowle z okresu PRL-u, w przypadku Szczytna szczególnie z estetyką mijają się parterowe budynki przy placu Juranda oraz przy ulicy Odrodzenia. Mimo iż epoka dawno minęła, to całkiem niedawno (pod koniec lat 90.) ktoś pozwolił na budowę również parterowego (wcale nie piękniejszego od PRL-owskich odpowiedników) budynku (a raczej hali handlowej) nad Jeziorem Domowym Małym, podobne „estetyczne bagienko” powstaje dziś nad Jeziorem Domowym Dużym (budowa kolejnego marketu) obok innego marketu oraz jeszcze większego koszmarka jakim jest niedawno powstała stacja benzynowa (tam, gdzie miał być hotel). Czy naprawdę nasze miasto jest warte tylko tego typu obiektów? Bo będąc w Ostródzie, Iławie czy Mrągowie nad jeziorami nie spotkałem marketów czy stacji benzynowych, tylko istniejące bądź budujące się hotele, przystanie, centra SPA, apartamenty, amfiteatry, aquaparki, galerie handlowe.
PSTROKATE ELEWACJE
Pozostawiając już temat konkretnych budynków, odniosę się do ich prezencji, a jak wiemy na prezencję budynku składa się przede wszystkim elewacja. Posłużę się tu cytatem znalezionym w Internecie: (…) Z jednej strony to władze spółdzielni mieszkaniowych i wspólnoty, zarządzające budynkami, które chcąc poprawić jakość życia lokatorów oraz obniżyć koszty eksploatacji budynku, opakowują bloki i kamienice w styropian.
To metoda tania i prosta, szybko przynosząca efekty, na dodatek łatwo zdobyć na nią dofinansowanie - nic więc dziwnego, że stała się tak popularna. Z drugiej strony sporu mamy tych, którym żal ginących pod styropianem tynków, detali architektonicznych, niuansów wykończenia elewacji. W kraju, który stracił tak wiele pięknych budynków w czasie II wojny światowej dziś, na własne życzenie, wszystkie budynki - od dekorowanej kamienicy po blok z wielkiej płyty - upodabnia się do siebie, zamieniając w jednakowe, kolorowe klocki. (...). Bardzo często z zagadnieniem termomodernizacji łączy się kwestia estetyki - czyli głównie kolorów, na jakie są malowane budynki po remoncie. Zatrważająco często takie obiekty pokrywa się farbami w żywych i kiczowatych kolorach, od różu po intensywną zieleń. Są dwie wady tej sytuacji. Po pierwsze, żaden budynek nie istnieje bez otoczenia i malowanie bloku feerią intensywnych barw zazwyczaj nijak się ma do kontekstu, w jakim stoi. Po drugie, gdyby sobie przypomnieć ulice Londynu, Paryża, Berlina, nawet te osiedlowe, nie centralne, to bardzo trudno znaleźć podobny przykład wykończenia elewacji. Nie ma tam wściekłych kolorów na ścianach - efekt ożywienia monotonii szarych budynków w cywilizowanym świecie przełamuje się raczej zielenią, małą architekturą, detalem. Efekt można osiągnąć podobny, bez popadnięcia w kicz. Jednak aby to robić, potrzeba pewnej finezji i wyobraźni, której najwidoczniej naszym inwestorom i zarządcom budynków brak.
CHODNIKI I ŚCIEŻKI ROWEROWE
Kolejnym problemem są kwestie wydawać by się mogło czysto techniczne, którymi zająć winni sią inżynierowie drogowi. Mowa o wizualnej i funkcjonalnej stronie naszych dróg – jezdni, chodników, dróg rowerowych, parkingów i całej infrastruktury towarzyszącej. Tu zacząć należy od tego, że głównym naszym problemem jest przebieg dróg krajowych prowadzących tranzyt. Szczytno jest bowiem JEDYNYM w Polsce miastem, gdzie przez same jego serce przebiegają TRZY drogi krajowe, które nadal nie posiadają, z wyjątkiem tzw. małej obwodnicy, jakiejkolwiek alternatywy. Prowadzenie tranzytu przez centrum jest przykładem dehumanizacji miasta.
Osobiście nie lubię spacerować zastawionym samochodami, skandalicznie wąziutkim chodnikiem przy ulicy Odrodzenia, tuż obok pędzących tirów, będąc jednocześnie ogrodzonym ze wszystkich stron rażącym w oczy żółtym płotem. Czy tak powinna wyglądać główna REPREZENTACYJNA ulica miasta? Ja się za nią wstydzę… (...). Tym samym chciałbym przypomnieć także pewną hierarchię. Otóż w miastach najważniejsi są piesi oraz użytkownicy rowerów, mniej, aczkolwiek równie ważny jest transport publiczny (w naszym przypadku autobusy i kolej), a najmniej ważne, i najmniej uprzywilejowane samochody(!). W naszym mieście jest niestety odwrotnie.
Wracając do estetyki i funkcjonalności, chciałbym poruszyć, bardzo modny ostatnio temat wyglądu chodników i dróg rowerowych. Nasze miasto jest niestety dobitnym przykładem złych praktyk – zewsząd otaczają nas obrzydliwe chodniki i drogi rowerowe z kostki betonowej, często o różnych kształtach i kolorach. Nie wiedzieć czemu stosujemy materiał, który wbrew pozorom nie jest najtańszy, a jednocześnie jest niefunkcjonalny i co gorsza po prostu brzydki. Nigdzie w państwach zachodnich, ale także w bardziej cywilizowanych miastach naszego kraju nie znajdziemy chodników z betonowych kosteczek. Standardowo na ulicach mniej reprezentacyjnych stosuje się płyty betonowe, a w centrach miast droższe płyty granitowe (zazwyczaj o wymiarach 50 x 50 cm). Chodnik stanowi wtedy bardziej jednolitą i prostszą powierzchnię, będąc jednocześnie wygodniejszym w użytkowaniu i konserwacji. Nikt w Gdańsku czy Warszawie (nie wspominając o państwach zachodnich) nie wie także czym jest droga rowerowa z kostki brukowej (u nas mamy tylko takie…). Wszędzie stosuje się bowiem nawierzchnie asfaltowe, tu także koszt wykonania drogi rowerowej z asfaltu jest taki sam a wręcz niższy niż wykonanie jej z niedającej tak wysokiego komfortu kostki brukowej.
Za tydzień napiszę co należałoby zrobić, aby ten stan zmienić. Aby nasze otoczenie w końcu zaczęło wyglądać po prostu estetycznie.
Z poważaniem,
stały czytelnik (dane do wiadomości redakcji), śródtytuły i skróty od redakcji
cdn.
{/akeebasubs}
