Dwie pielęgniarki goniące ubranego tylko w piżamę pacjenta próbującego dostać się poza obręb szczycieńskiego szpitala – taki widok tydzień temu zaszokował przechodniów. - Może warto by było pomyśleć o bezpieczeństwie pracowników placówki i zapewnić im 24-godzinną ochronę? - zastanawia się nasza czytelniczka, która pomogła w zatrzymaniu uciekiniera.

Goniły pacjenta na mrozie
Pacjent, który próbował dostać się poza obręb szpitala, został złapany przy pomocy przypadkowych przechodniów

DAJCIE IM OCHRONĘ

W środę 2 stycznia wieczorem nasza czytelniczka, pani Anna, przechodząc z mężem obok szpitala, była świadkiem niecodziennej sceny. - Dwie pielęgniarki biegły za pacjentem, który kierował się na ulicę. Mężczyzna miał atak histerii, był w samych kapciach i piżamie – relacjonuje pani Anna. Dodaje, że również pielęgniarki były lekko ubrane, a na dworze panował mróz.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Nasza czytelniczka i jej mąż pomogli zatrzymać pacjenta. Personel szpitala wezwał także policję, ale ta zjawiła się dopiero po ok. 20 minutach, kiedy sytuację udało się już opanować. - Co by było, gdybyśmy akurat wtedy nie przechodzili? Przecież dwie kobiety nie dałyby rady mężczyźnie sporej wagi – zastanawia się pani Anna. Według niej sytuacja zagrażała nie tylko zdrowiu pacjenta, ale i personelu. Dlatego, jak sugeruje, dyrekcja placówki powinna podjąć działania, które w przyszłości zapobiegłyby podobnym zdarzeniom. - Może warto by było pomyśleć o bezpieczeństwie osób pracujących w szpitalu i dać im 24-godziną ochronę albo zamontować automatyczne drzwi uniemożliwiające swobodne opuszczanie budynku – podpowiada nasza czytelniczka.

TO SIĘ NIE SPRAWDZA

Dyrektor szpitala Beata Kostrzewa informuje, że w placówce nie ma ochrony, a w razie jakichkolwiek niebezpiecznych sytuacji z udziałem agresywnych pacjentów wzywana jest policja. - Na to, by zapewnić własną ochronę, nie mamy miejsca – mówi dyrektor. Dawniej szpital zatrudniał ochroniarzy, ale obecnie w pomieszczeniu przez nich zajmowanym znajduje się serwerownia. Nie ma też możliwości, by urzędowali oni razem z personelem medycznym na izbie przyjęć. - Panuje u nas taka ciasnota, że wykorzystujemy każdą wolną przestrzeń – tłumaczy Beata Kostrzewa. Jej zdaniem ochroniarze, którymi byli głównie starsi mężczyźni, nie do końca się sprawdzali. - Trudno sobie wyobrazić, aby taki pan dał radę młodemu, agresywnemu osobnikowi, często znajdującemu się pod wpływem alkoholu lub środków odurzających – mówi. Zapewnia, że na izbie są dodatkowi ratownicy medyczni, którzy w razie potrzeby pomagają pielęgniarkom.

Według niej nie ma możliwości technicznych, aby powstrzymać pacjentów przed opuszczeniem szpitala, bo placówka ma charakter otwarty. - Jakiś czas temu zdarzyło się, że pewna pani, chcąc wyjść na zewnątrz, wybiła szybę w łazience na parterze i sobie poszła – opowiada dyrektor. Należy się więc spodziewać, że podobne zdarzenia, jak to opisane przez naszą czytelniczkę, będą się niestety powtarzać.

(ew){/akeebasubs}