Osoby spacerujące w ostatnich dniach grudnia w okolicy alei jałowców w Lipowcu natknęły się na stertę porzuconych opon. Takie widoki, o czym przekonują leśnicy, nie należą do rzadkości. Odpady samochodowe, pochodzące najprawdopodobniej z działających „na dziko” warsztatów, nagminnie trafiają do lasów.

Góra opon przy jałowcach
Sterta opon zalega na prywatnej działce właściciela lasu, w sąsiedztwie alei jałowców

Nasza długoletnia współpracowniczka, Grażyna Saj – Klocek słynie z zamiłowania do aktywnego spędzania czasu. Nie dziwi więc, że w końcówce minionego roku, w sobotę 30 grudnia udała się na wyprawę do alei jałowców w Lipowcu. Przyjemność z obcowania z naturą popsuło jej jednak znalezisko, na które natknęła się w sąsiedztwie alei.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} - W pewnym momencie moim oczom ukazała się wielka sterta porzuconych opon. Ktoś, kto je tam wywiózł, musiał sobie zadać wiele trudu, bo wymagało to wjechania w boczną, mało uczęszczaną drogę – opowiada pani Grażyna. Dodaje, że takie widoki spotyka bardzo często podczas swoich licznych wypraw na łono przyrody. - Śmieci są wszędzie, może z wyjątkiem ścieżki pieszo – rowerowej wokół dużego jeziora. Ludziom wydaje się, że jeśli porzucą odpady w jakimś odludnym miejscu, to nikt ich nie znajdzie – dzieli się swoimi spostrzeżeniami.
Aleja jałowców znajduje się na terenie Nadleśnictwa Szczytno. Jednak, jak informuje zastępca nadleśniczego Mariusz Karpiński, miejsce, w którym leżą opony jest działką prywatną właściciela lasu sąsiadującego z gruntami Skarbu Państwa.
Odpady samochodowe często są wyrzucane także na terenie Lasów Państwowych. Najprawdopodobniej, jak sugeruje zastępca nadleśniczego, pochodzą one z działających „na dziko” warsztatów, których właściciele, zamiast legalnie pozbywać się zużytych części i opon, wywożą je gdzie popadnie. Takich firm nikt nie kontroluje i nie sprawdza, w jaki sposób pozbywają się odpadów, co powoduje, że sprawcy czują się bezkarni. - To cały proceder, który narasta – mówi zastępca nadleśniczego. Trudno z nim walczyć, bo aby kogoś ukarać za wywożenie śmieci do lasu, trzeba udowodnić mu winę. - Generalnie straż leśna jest bezradna, jeśli nie złapie sprawcy za rękę – podsumowuje Mariusz Karpiński. Dodaje, że przekazaną przez nas informacja o dzikim składowisku została już przesłana do Posterunku Straży Leśnej przy Nadleśnictwie Szczytno.

(ew){/akeebasubs}