Ostatnio rzadziej bywam w Warszawie. Pozbawiony zatem stołecznych atrakcji kulturalno - oświatowych, dość intensywnie chłonę to, co z końcem roku ofiaruje nam miasto Szczytno.

Imprezy wieńczące stary rok
Jarosław Chojnacki

W czwartek odwiedziłem Muzeum Mazurskie. Z okazji dorocznego spotkania dobrodziejów i darczyńców. Jest to impreza mająca na celu zaprezentowanie darów, które muzeum otrzymało w minionym roku od osób prywatnych, a także instytucji. Darczyńcom wręcza się eleganckie podziękowania w formie dyplomów. Muzealny wieczór jest także okazją do podsumowania całorocznego działania naszej kulturalnej placówki. Podczas starannie przygotowanej prelekcji, popartej wizualną prezentacją, mogliśmy dowiedzieć się, co też zdziałało mazurskie muzeum w minionym roku. Imprezy, które realizowane są cyklicznie, od wielu już lat, znam dość dobrze, toteż szczególnie zainteresowały mnie inicjatywy nowe. Przede wszystkim bardzo interesująca, a wręcz frapująca Noc Muzeum. Także naukowa konferencja przygotowana przez doktora habilitowanego Zbigniewa Kudrzyckiego „Ruch Polski na Warmii i Mazurach w Setną Rocznicę Odzyskania Niepodległości”.

Co do prezentacji nowo pozyskanych zbiorów, to wystawiono eksponaty otrzymane od jedenaściorga darczyńców. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Szczególnie zachwycił mnie historyczny komplet kobiecych, polskich strojów kresowych z Regionu Sokalskiego (Sokal - miasto nad Bugiem, obecnie Ukraina), otrzymany od rodziny pani Danuty Barcikowskiej.

Po części oficjalnej muzealnego wieczoru nadszedł czas na część artystyczną. Mieliśmy okazję posłuchać recitalu znakomitego artysty Jarosława Chojnackiego. Wspaniały pomysł, bo to nasz, miejscowy bard. Od ponad trzydziestu lat mieszka na Mazurach. Aktualnie w Rozogach. Pieśniarz i kompozytor, którego sława daleko wykracza poza region Warmii i Mazur. Zatem kilka słów o nim i o jego koncercie.

Jarosław Chojnacki kocha poezję, toteż uprawia twórczość, którą dawniej nazywano poezją śpiewaną. Dziś używa się raczej określenia piosenka poetycka. Ma on wspaniały, niezwykle silny głos, o ogromnej skali rozpiętości. Kilku oktaw. Śpiewa solo, akompaniując sobie na gitarze. Gra na niej świetnie, toteż całość brzmi spójnie, bezbłędnie, artystycznie wzruszająco. Podczas recitalu w muzeum zaprezentował własne kompozycje muzyczne zarówno do wierszy klasycznych, polskich poetów, jak Adam Asnyk, a także do tekstów twórców współczesnych, na przykład Wojciecha Fułka, poety z Trójmiasta, czy Krzysztofa Cezarego Buszmana, który mieszka obecnie w Gdyni. Co do tego ostatniego, to jest to jeden z najpopularniejszych aktualnie poetów. Jego wiersze prezentował Krzysztof Kolberger, a muzykę do wielu z nich skomponowali, między innymi, tak słynni muzycy jak Włodzimierz Korcz, Jerzy Satanowski, czy Włodzimierz Nahorny. Pośród nich także Jarosław Chojnacki, który wydał płytę z poezją Buszmana. Na owym autorskim dysku śpiewa Chojnacki własne kompozycje do jego wierszy.

Podczas muzealnego recitalu Jarosław Chojnacki zaprezentował pewien utwór nietypowy. Otóż zaśpiewał on a cappella, czyli bez akompaniamentu, pieśń na trzy głosy, wykonaną przez sześciu Chojnackich. Pięciu nagranych wcześniej (słychać ich było z dwóch głośników) i jeden prawdziwy na scenie. Była to pieśń współczesnego barda i poety rosyjskiego Aleksandra Szaganowa. Interpretacja tego utworu wzbudziła mój zachwyt. Najwyższa klasa!

W tytule felietonu użyłem wyrazu impreza w liczbie mnogiej. To zobowiązuje, zatem jeszcze kilka słów o innej grudniowej, szczycieńskiej atrakcji. Otóż odwiedziłem piątkowy kiermasz świąteczny na placu Juranda. To nowiutki pomysł. Tegoroczny kiermasz zorganizowano dopiero po raz drugi. W długim, bardzo długim namiocie rozstawiono kilkadziesiąt stolików, a przy nich indywidualni wystawcy prezentowali świąteczne ozdoby, stroiki i najrozmaitsze artystyczne wyroby nawiązujące do bożonarodzeniowych tradycji. Oprócz tego ustawiono na placu namioty indywidualne, w których, na ogół, można było kupić świąteczne kulinaria, a także na miejscu zjeść coś ciepłego. Pierogi, paszteciki, barszcz i inne specjały serwowały restauracje „Zacisze” i „Niebieski Zakątek”. Wspaniałe stoisko kulinarnych wypieków przygotował Zespół Szkół nr 2. Tamże można było skonsumować kanapkę ze smalcem. Oprócz tego rozstawiono dwa namioty znanych z innych kiermaszów producentów niezrównanych wędlin - kurpiowskich i podlaskich. To wszystko przyszykowano dla żarłoków, ale było też i coś dla dzieci. Namiot Miejskiego Domu Kultury, gdzie Kasia Wolicka-Kozak oraz Michał Grzymysławski prowadzili z dzieciakami zajęcia plastyczne. Na przykład odbijanie kolorowych pieczątek z gwiazdkami. Pieczątek wycinanych z kartofla. Fajna zabawa.

Na zakończenie opisu świątecznego targu przyznam, że jednego mi brakowało. Zapachu grzanego wina, który uważam za nieodłączny atrybut zimowych jarmarków. Obojętnie, czy to w Warszawie, czy w Krakowie, czy wreszcie w miastach mniejszych i nie tylko polskich, goździkowy grzaniec powinien obowiązkowo rozgrzewać przybyłych gości. Jeśli o mnie chodzi, to mniejsza o ten napitek, ale o ów świąteczny zapach wina z goździkami, dominujący nad placem.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}