Podróżni przyjeżdżający u progu sezonu turystycznego do Szczytna, mogą przeżyć niemały szok. Już w okolicy dworca czeka na nich wątpliwa przyrodnicza atrakcja w postaci ... szczurów, które w ostatnim czasie upodobały sobie ten rejon. Okoliczni mieszkańcy, taksówkarze oraz osoby prowadzące działalność gospodarczą, są tą sytuacją zbulwersowani. Ci ostatni boją się, że plaga gryzoni odstraszy klientów korzystających z ich usług.

Inwazja szczurów

WIELKIE JAK KOTY

Rejon dworców PKP i PKS wraz z postojem taksówek powinny być wizytówką miasta. Powinny, ale w Szczytnie z pewnością nie są. Ostatnio tereny te opanowały szczury. Gryzonie można tu spotkać o dowolnej porze. – Akurat szłam do autobusu, kiedy w biały dzień, tuż przede mną przebiegły cztery - opowiada jedna z okolicznych mieszkanek, pani Lidia. – Jest ich coraz więcej i praktycznie nie boją się ludzi – dodaje. O setkach szczurów w rejonie dworców mówią też osoby prowadzące w pobliżu punkty gastronomiczne oraz usługowe.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

W salonie fryzjerskim obok postoju taksówek o tej porze roku w ciągu dnia drzwi są otwarte. Właścicielka mówi, że zwierzęta często próbują wejść do środka.

– Na szczęście jak tupnę nogą, to uciekają – relacjonuje. Największy problem ma szefowa sąsiedniego baru. Kilka dni temu dwa gryzonie weszły na jego drzwi. To właśnie w pobliżu lokalu szkodniki mają swoje tunele. Właścicielka była zmuszona zamknąć ogródek na tyłach baru, żeby szczury nie wchodziły do pomieszczeń z żywnością. Wszelkie szczeliny, przez które szkodniki mogłyby wejść do baru są zabarykadowane deskami i cegłami. Podobne prowizoryczne „barykady” bronią dostępu do piwnic budynku PKS.

– Sama próbuję z nimi walczyć, ale moje metody dają mizerne efekty. Tu potrzeba profesjonalnej, zakrojonej na szeroką skalę deratyzacji – uważa właścicielka baru. Jak mówi, zgłaszała problem kontrolerom z sanepidu, ale nie doczekała się stosownej reakcji. Ze szczurami zetknęli się także mający tu swój postój taksówkarze. – Jak tak dalej pójdzie, to będą jeździły taksówkami – żartuje jeden z nich. Inny, pan Marek dodaje, że gryzoniom widocznie nieźle się tu powodzi, bo są tłuste, błyszczące i prawie tak wielkie jak koty.

BRUD I SMRÓD NA TYŁACH DWORCA

Kilka tygodni temu mieszkańcy, właściciele punktów usługowych oraz taksówkarze wystosowali do burmistrz Szczytna petycję, w której domagają się odszczurzenia terenu. Swoje podpisy złożyło pod nią 25 osób. I choć pismo dotarło do Urzędu Miejskiego 24 maja, to do tej pory nie otrzymali na nie odpowiedzi. Jedyną reakcją urzędników, zdaniem naszych rozmówców, było przeniesienie o kilka metrów dalej psiej budy stojącej wcześniej na tyłach baru. Mieszkającemu w niej psu pracownicy schroniska dostarczają jedzenie. Według niektórych, właśnie to jest przyczyną pojawienia się w okolicy gryzoni.

– Mają tu pokarm, więc przychodzą – mówi jeden z taksówkarzy. Inni z kolei uważają, że szczury w tak dużej liczbie przeniosły się w rejon obu dworców z leżącej po drugiej stronie torów kolejowych kaszarni, gdzie niedawno przeprowadzano deratyzację.

Tymczasem nawet krótka wizyta na tyłach dworca PKP pozwala się domyśleć, że gryzonie mają tu doskonałe warunki. W pobliżu dawnej kolejowej toalety stoi pojemnik na śmieci, z którego odpady najwyraźniej dawno nie były wywożone, bo wysypują się na zewnątrz. Za budynkiem byłego WC walają się z kolei strzępki gazet i leżą odchody. Na nich aż roi się od much. Nie dziwi więc, że w tak zapuszczonej okolicy pojawiły się w końcu szczury.

– Jest ich także pełno na torach kolejowych. Czasem spacerują sobie po peronach – mówi nam jednak z mieszkanek. Nasi rozmówcy mają żal do urzędników, że ci lekceważą problem.

LEKCEWAŻONY OBOWIĄZEK

Tymczasem dyrektor szczycieńskiego sanepidu Grażyna Sosnowska zapewnia, że stosowne działania we współpracy z miastem zostały już podjęte.

– Rozłożono trutki, ale na efekty trzeba trochę poczekać, bo szczury to inteligentne zwierzątka – mówi. Jej zdaniem winę za pojawienie się gryzoni ponoszą także administratorzy budynków, którzy są zobowiązani do przeprowadzania przynajmniej dwa razy w roku deratyzacji. Wymóg taki nakłada na nich uchwała Rady Miejskiej, jednak wielu ją lekceważy.

– Przekazałam już tę sprawę straży miejskiej, aby zwróciła uwagę właścicielom nieruchomości. Gdyby wywiązywali się ze swoich obowiązków, plagi szczurów by nie było – mówi Grażyna Sosnowska. Dodaje, że straż miejska ma się również skontaktować z PKP administrującymi częścią opanowanego przez gryzonie terenu, aby go uporządkowano. Najwyraźniej nie do końca poinformowani o sprawie są niektórzy miejscy urzędnicy. W rozmowie z „Kurkiem” naczelnik Wydziału Gospodarki Miejskiej Ilona Bańkowska potwierdziła co prawda, że przeprowadzono deratyzację, ale poinformowała, że dotarło do niej pismo w tej sprawie podpisane nie przez 25 osób, a tylko przez jedną.

Ewa Kułakowska

{/akeebasubs}