Turyści odwiedzający Szczytno, bramę do Warmii i Mazur, powinni napędzać lokalny rynek pamiątkarski i przyczyniać się do rozwoju tej branży. Postanowiliśmy sprawdzić czy tak jest istotnie i czy to, co oferują miejscowe placówki z suwenirami może kogokolwiek zainteresować.

Jak promujemy Szczytno?

GDZIE TO CENTRUM?

Miasto, choć sezon w pełni, nie wychodzi naprzeciw turystom już nie tylko w kwestii pamiątek, ale i dostępu do należytej wiedzy. Jedyny punkt informacji turystycznej, czyli CIT jest trudny do odnalezienia. Znajduje się on w Miejskim Domu Kultury, ale o jego lokalizacji dowiedzieć się można jedynie z małej tabliczki wystawionej w oknie MDK-u. Jak turysta zjawiający się pierwszy w Szczytnie ma tam trafić?

A co z lokalnymi pamiątkami?

Szczególnie chodziłoby o te z napisami „Szczytno”, by było wiadomo skąd pochodzą. Wybór niby jest, bo CIT oferuje standardowe magnesy na lodówki z wizerunkami miasta, pocztówki, które zaopatrzono nawet dodatkowo w pamiątkowy talar, kubki a także patery z herbem grodu oraz kieszonkowe wydawnictwo „Szczytno - przewodnik po historii i zabytkach miasta”.

W SALONIKU i „ZSZYWCE”

Zwykłe placówki handlowe również oferują pamiątki z napisami „Szczytno”. Jedną z nich jest salonik prasowy Jacka Śmigowskiego.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Znajdziemy w nim dość zróżnicowany asortyment, od całkiem sporych jaśków, czyli poduszek, koszulek z napisem „I love Szczytno”, kubeczków, po kieliszki (już wyszły!), długopisy, proporczyki czy breloczki.

- Część pamiątek już się sprzedała – cieszy się handlowiec. Musi uzupełnić zapas poduszek, kieliszków i magnesików. Te ostatnie idą najlepiej, ale jedynie po kilkanaście sztuk w najlepsze dni. Jak nas informuje, w pamiątki zaopatruje się w miejscowej hurtowni „Agaton” i zakładzie w Olsztynie (pocztówki).

W innej niedużej szczycieńskiej placówce o nazwie „Zszywka” - Sklepik Rzeczy Ładnych także możemy nabyć miejscowe pamiątki. Tutaj rzuca się w oczy coś dla łasuchów – ogromne lizaki z napisami „Szczytno 2015”, ale są też i mniejszych rozmiarów. Poza tym sklep oferuje tradycyjne magnesy na lodówki, pocztówki, czy breloczki, w sumie niby typowy, niczym się nie wyróżniający asortyment. Jednak „Zszywka”, prowadzona przez olsztyniankę, Annę Kochańską, proponuje coś więcej. Unikatowe pamiątki wykonane własnoręcznie przez właścicielkę, w oryginalnej technice decupage. Są to wręcz małe dzieła sztuki, ręcznie zdobione torebki na zakupy w kilku rozmiarach, ale też odpowiednia jest ich cena – ponad 20 zł za większy rozmiar.

- Najlepiej schodzą magnesiki – mówi Iwona Pawlak, sprzedawczyni. Dodaje, że tak na dobre sezon w Szczytnie rozpoczyna się dopiero po „Dniach i Nocach”, więc trudno ocenić popyt na pamiątki. Ogólnie nie jest jednak z tym najlepiej, bo ma jeszcze na składzie i takie z napisami „Szczytno 2014”. Tych suwenirów raczej już nie sprzeda.

BEZ PROMOCJI NIE DA RADY

Głównym i na dobrą sprawę jedynym inicjatorem produkcji lokalnych pamiątek jest hurtownia „Agaton” prowadzona przez mieszkańca Szczytna Jana Myślaka.

- Tego zadania podjąłem się sam, bo ani miasta, ani powiatu nie udało mi się zainteresować tematem - mówi rozgoryczony Jan Myślak. Sam wymyśla różne wzory, ale gotowy produkt nie zawsze udaje się potem sprzedać, no i niestety, łatwo ponosi się straty. Jednak ostatnie pomysły, czyli koszulki z napisem „I love Szczytno”, czy poduszki idą jako tako, ale nie jest to rewelacja. Sprzedaż pamiątek w Szczytnie nijak ma się do sprzedaży tego typu gadżetów w turystycznych miastach, jak np. w Mikołajkach, Rucianem-Nidzie, czy Giżycku. Jak nam mówi pan Jan, w porównaniu np. do Mikołajek sprzedaż tego samego typu pamiątek w Szczytnie jest około sto razy mniejsza(!). Powodów takiego stanu rzeczy wymienia kilka. Szczytno nie jest typowym miastem turystycznym, w którym goście zatrzymywaliby się na dłużej. Przyjezdni bywają krótko, tylko po to, aby dokonać zakupów żywości oraz alkoholu. Potem znikają, bo w Szczytnie nie ma czego zwiedzać, ergo nie jest popularne wśród turystów i nie zależy im na jakichkolwiek suwenirach.

- Aby funkcjonował u nas jako taki lokalny rynek pamiątek, miasto musiałoby być najpierw należycie wypromowane – konkluduje Jan Myślak.

Marek J.Plitt{/akeebasubs}