JAK SZWAJCARSKI SER
Albo mamy chwilową odwilż, albo może jest już całkiem po zimie. Na razie jednak chyba za wcześnie wyrokować, czy już na pewno idzie wiosna. Jakby jednak nie było, gdy zlodowaciały śnieg ustąpił z jezdni miejskich ulic, zaraz pokazały się w niektórych z nich pozimowe dziury. Trzeba dodać, że ulic ze zniszczonymi nawierzchniami w mieście ubywa z roku na rok. Pamiętamy jak wyglądał przed remontem np. szlak Leyka – Konopnickiej, czy ul. Solidarności. Jednak jeszcze trochę traktów z jezdniami przypominającymi szwajcarski ser pozostało w mieście. Ale nie tylko, bo miejscami, np. na ul. Bartna Strona asfalt popękał i zapadł się wokół pokryw studzienek kanalizacyjnych.
SPOSÓB NA DZIURY?
Jeśli poruszamy się samochodem, a właściwie lawirujemy między dziurami ziejącymi w jezdni ul. Podgórnej odnosi się nieodparte wrażenie, że jedyne działania odnośnie sfatygowanej nawierzchni polegają na ustawieniu odpowiednich znaków. Widać to na kolejnym zdjęciu. Na jednym słupku umieszczono znak ostrzegaczy: uwaga niebezpieczeństwo, po nim okrągłą tabliczkę z ograniczeniem prędkości i jeszcze żółtą tablicę - uwaga koleiny. No tak, oto jak „wysilił” się administrator drogi, w dodatku podając fałszywe informacje. Jakie bowiem koleiny? Przecież w jezdni są po prostu dziury! Jak informuje nas ratusz, roboty naprawcze na miejskich ulicach już ruszyły. - Nie czekamy z łataniem dziur na nadejście kalendarzowej wiosny – informuje „Kurka” inspektor UM Wiesław Kulas.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
JAK PRZEJŚĆ?
Nie całkiem sprawna fizycznie mieszkanka ul. Nauczycielskiej żaliła się redakcji na złe utrzymanie ścieżki-skrótu wiodącego z tej ulicy do ul. Leyka. Jest ona usytuowana tuż przy rondzie. Część należy do spółdzielni „Odrodzenie”, a część do miasta. Pretensje naszej rozmówczyni dotyczyły części miejskiej. - Nawierzchnia jest mocno oblodzona, więc ciężko po niej chodzić sprawnemu fizycznie człowiekowi, a co dopiero o lasce - skarży się nasza Czytelniczka. Rzeczywiście, w środkowym odcinku skrótu lód zalega grubą warstwą, że nie sposób po czymś takim iść. Na szczęście obok jest na tyle dużo wolnej przestrzeni, że można zejść na trawkę i po niej bezpieczne się poruszać, co też czynią przechodnie. Wydaje się jednak, że nie w tym rzecz, bo przecież nie po to położono tu kostkę brukową, aby ją omijać. To byłoby bez sensu - ścieżkę po prostu należy właściwie utrzymywać podczas zimy i tyle.
BEZCELOWA SZYKANA
Warto przy okazji zwrócić uwagę na pewien inny szczegół. Opisywana wcześniej ścieżka w dolnym odcinku się rozwidla. Jak widać na zdjęciu, lewa brukowana odnoga wiedzie do metalowej żółtej barierki-szykany. Druga została po prostu wydeptana nogami przechodniów, więc nie jest utwardzona. Wychodzi natomiast prosto na zebrę przecinającą ul. Leyka, no i z tego powodu piesi w zasadzie korzystają tylko z niej. Stąd wniosek, że brukowana powinna być właśnie ona. Poza tym zapytajmy w jakim celu na lewej odnodze postawiono szykanę? Ba, rzecz w tym, że pojawiła się ona w czasach kiedy jeszcze nie było ronda, a zebra na jezdni była usytuowana zaraz za barierką-szykaną. To miało wówczas sens, ale po przebudowie ul. Leyka barierka jest raczej zbędna. Ratusz obiecuje, że przypatrzy się opisywanemu przejściu-skrótowi, by dokonać w nim stosownych zmian.
MOKRO
Przy okazji postanowiliśmy sprawdzić inne pobliskie, a schodkowe przejście-skrót, usytuowane obok byłego zakładu fryzjerskiego. Do jego zimowego utrzymania nie można mieć zastrzeżeń, ale... Jeśli chcemy do schodków dostać się od przeciwnej strony ul. Leyka musimy przejść przez częściowo zalaną roztopową wodą zebrę. Tuż obok jest kratka wlotowa studzienki kanalizacji burzowej, ale wody nie odbiera, bo najpierw należałoby rozbić lód okalający wlot. Niby niewiele roboty, ale nie została ona wykonana.
BRUDNO
Jeżeli z kolei dotrzemy już do schodków i zaczniemy się po nich wspinać, zauważymy, niestety, mnóstwo rozmaitych odpadków zalegających za barierkami. Przy czym nie chodzi tu tylko o jakieś zeszłoroczne nieczystości, które odsłonił topniejący śnieg. Choć widać i takie, to walają się też całkiem świeże opakowania po produktach spożywczych, ale i nie tylko...
NIEPRZYJEMNE POZOSTAŁOŚCI
Topniejący śnieg odsłonił wiele mało sympatycznych rzeczy. Nie tylko wspomniane wcześniej śmieci, ale i m. in. psie odchody. Z tymi psimi sprawkami to wręcz plaga. Nie tylko zanieczyszczają trawniki, ale i chodniki, wskutek czego nie sposób wręcz w nie nie wdepnąć. No i jak po takiej przygodzie wejść potem do sklepu, urzędu czy innej publicznej placówki?
BRAK KULTURY
Mimo pojawienia się na osiedlach mieszkaniowych specjalnych urządzeń, mało kto z nich korzysta. Stare nawyki obowiązują nadal i zaraz po wyprowadzeniu czworonoga na spacer odbywa się utarty ceremoniał, który widać na kolejnym zdjęciu wykonanym w parku nad małym jeziorem. Właścicielka, jak i piesek wydają się być w pełni zadowoleni - po krótkiej przerwie spacer był kontynuowany. Cóż, trudno od czworonoga wymagać kulturalnych zachowań, ale dwunożna istotka mogłaby, a właściwie powinna poczuwać się do obowiązku uprzątnięcia kupki. Tego, niestety, nie zrobiła.
PODWÓJNA PRZYKROŚĆ
Inny z kolei piesek (a w parku widać ich wiele) w podobnych okolicznościach, czyli także podczas spaceru z właścicielem narobił wprost na parkową alejkę. Niestety, krótko po tym spacerował po niej pewien młodzieniec. Było ślisko, na alejce zalegał jeszcze lód, to i nic dziwnego, że chłopiec w pewnym momencie stracił równowagę i upadł, niestety bardzo pechowo... - Nie dość, że nieco się poturbowałem, to jeszcze ubrudziłem kurtkę psimi odchodami - skarżył się „Kurkowi” w chwilę po niegroźnym, ale przykrym wypadku.
{/akeebasubs}
