Do niedawna wędkarze łowiący ryby z łódki na jeziorze Domowym Dużym mogli swój sprzęt pływający przyholować autem i zwodować go przy starej przepompowni „Lenpolu”. Było to jedyne takie miejsce wokół całego akwenu. Niestety, obecnie nie można z niego skorzystać, bo działkowicze postawili na wiodącej do niego drodze znak zakazu ruchu wszelkich pojazdów samochodowych.
Tadeusz Pliszka, zapalony wędkarz, od lat łowi ryby na jeziorze Domowym Dużym. Poluje na nie z łódki, którą zawsze wodował tuż obok starej i od dawna nieczynnej przepompowni „Lenpolu”, stojącej przy ogródkach działkowych. Jest tam urządzony przez miasto zjazd wprost do jeziora, a skarpa pod koniec ubiegłego roku została jeszcze dodatkowo umocniona ażurowymi płytkami betonowymi.
- Niestety od strony ul. Pasymskiej działkowicze postawili znak zakazu wjazdu, no i jest teraz kłopot z dostaniem się na brzeg jeziora – skarży się Tadeusz Pliszka.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Z wyjaśnień, jakie uzyskaliśmy w ratuszu wynika, że miasto nie może nic zrobić.
- Droga biegnąca wzdłuż ogródków w kierunku jeziora leży na gruntach należących do działkowiczów - tłumaczy wiceburmistrz Krzysztof Kaczmarczyk. Dlatego na swojej własności mogą oni robić co zechcą.
Prezes ROD „Lenpol” i radny miejski Henryk Sienkiewicz mówi nam, że znak zakazu ruchu postawiono, by ukrócić uciążliwe harce skuterów wodnych. W letnie weekendy przyjeżdżali aż z Mrągowa różni amatorzy szaleńczych ślizgów na tych pojazdach, które przywozili dużymi samochodami typu dostawczego.
- Nie dość że hałasow ali na jeziorze i blokowali nasz parking, to jeszcze niszczyli drogę – wyjaśnia Henryk Sienkiewicz. Co gorsza, w trakcie zwracania im uwagi, reagowali niecenzuralnymi słowami. Nie było innego wyjścia, jak zakazać im wjazdu. Jeśli chodzi o miejscowych wędkarzy, to prezes ROD nie ma nic przeciw temu, aby wodowali swoje łódki. Co więcej, mogą nawet korzystać z parkingu działkowiczów, byleby zgłosili to jemu, albo innemu członkowi zarządu.
- Niby wszystko w porządku, ale gdzie mam szukać prezesa? Działkowicze powinni na tablicy stojącej przy bramie wjazdowej umieścić choćby numer kontaktowy – żali się Tadeusz Pliszka.
Marek J.Plitt{/akeebasubs}
