Nie będzie to felieton polityczny. Polityką raczej się nie zajmuję. Co prawda nie da się od niej uciec, ale też i nie ma się czym pasjonować. Dla mnie jest to tylko nieustanna walka o władzę ambitnych liderów partyjnych organizacji.
Walka podobna do zmagań konkurujących ze sobą gangów, tyle że bezkrwawa. Za to na dużo większą skalę. Skąd zatem tytuł felietonu? Otóż pewne publiczne działania, niekoniecznie polityczne, ale zainspirowane przez aktualną władzę, przypominają chwilami - dobrze mi znane z autopsji - czasy PRL. Obecnie rządzący zespół, podobnie jak powojenne, komunistyczne władze, uwielbia naród pouczać i nauczać, czyli edukować „ciemnego luda”. Co prawda nie ma już dzisiaj w Polsce analfabetów (w latach pięćdziesiątych było ich wielu), ale współcześni mentorzy zawsze znajdą pretekst dla swojej misji.
Oczywiście ideologia, a także historia, czy raczej polityka historyczna, to motywy przewodnie każdej partii, ale pomówmy raczej o codziennych sprawach. Na dobry początek wrócę do opisywanych już przeze mnie dziwactw związanych z segregacją śmieci. Z wielkim samozaparciem wszelka miejscowa władza wciąż uczy i uczy owej segregacji. Stosując przy tym dawną szkolną metodę bicia tępaków po łapach (w mojej podstawówce pani nauczycielka waliła drewnianą linijką). Oprócz tego coś na kształt dawnych „trójek klasowych” łazi po prywatnych posesjach i obwąchuje doły z kompostem, czy aby bioodpady składowane są tam na bieżąco. Pełne zaangażowanie i poświęcenie! Są też takie miejsca, gdzie można wrzucać śmieci do pojemników tylko w wyznaczonych godzinach, czyli podczas dyżuru specjalnego agenta, a może raczej celnika, który patrzy nam na ręce. Czasem udziela on porad, kiedy trzeba karci, a także zapewne fotografuje. No czyż nie jest to czysty, peerelowski bareizm?
W latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku Warszawa, gdzie mieszkałem, obwieszana była transparentami i plakatami skrótowo-nakazowymi o treściach edukacyjnych. Doskonale pamiętam takie hasełka jak: „tęp słodyszka na rzepaku”, „niszcz stonkę ziemniaczaną”, a także „pij mleko przegotowane” oraz „myj ręce przed jedzeniem”. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
marnowałam cały dzionek poszukując wszędzie stonek,
piłam mleko gotowane, potem tłukłam łbem o ścianę,
aż orzekli w pogotowiu, żem stuknięta jest na zdrowiu.
Poza pouczającymi tekścikami miejskie mury, a właściwie powojenne ruiny obwieszane były satyrycznymi rysunkami, piętnującymi aspołeczne postawy niektórych podłych rodaków. Szczególnie bumelantów, czyli obiboków, także brakorobów oraz bikiniarzy. Bikiniarze, to była młodzież demonstracyjnie ubierającą się w stylu zachodnim. Władza mówiła, że fascynuje ich amerykański styl życia, a to oznaczało, że sprzyjają wrogim ojczyźnie imperialistom - podżegaczom wojennym. W obecnych czasach, jeszcze niedawno, mogłem podziwiać obwoźne plakaty z sędziami, którzy coś tam ukradli (np. wiertarkę), a kilka dni temu w telewizji pokazano fotograficzny pakiet portretów wrażych europosłów, którzy głosowali niezgodnie z wolą partii przewodniej. Zauważam tu pewne podobieństwo do epoki dawno minionej.
Nie wszystkie bzdury są pochodną sporu politycznych frakcji. Każda z ekip może pochwalić się jakąś głupotą, bo też pośród tak zwanej kadry, zarówno tej z wyższego, jak i najniższego szczebla spotyka się nie tylko geniuszy. A więc na zakończenie kilka takich sobie przykładów. Pan poseł, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Zwierząt powołał, w celu konsultacji, osobników, którzy sądzeni byli za znęcanie się nad zwierzętami. Ów poselski geniusz wytłumaczył dziennikarzowi, że ci ludzie są już po wyrokach, czyli nic na nich obecnie nie ciąży, a przecież będą to najlepsi fachowcy, jakich można sobie wyobrazić. Zostawmy pana posła, zejdźmy niżej w hierarchii. W Krakowie są trzy strefy opłat za parkowanie. Pewien kierowca zaparkował w strefie taniej, ale o tym nie wiedział i zapłacił tak jak płaci się w ścisłym centrum. Czyli drożej. Ukarano go mandatem w wysokości 150 zł. Czyż to nie czysty bareizm?
Na zakończenie zabawny drobiazg. W którymś tygodniku zobaczyłem zdjęcie wejścia do publicznej toalety. Na drzwiach umieszczono duży napis: „AWARIA, prosimy załatwiać się na własną rękę”. Signum temporis?
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
