Policja często apeluje do kierowców, którzy nie są pewni swojego stanu trzeźwości, by zgłaszali się do komisariatów i badali. Jak to wygląda w praktyce, pokazuje niecodzienna przygoda emerytowanego policjanta z Leman, Zdzisława Gamzy.

Jak z dmuchania wyszły nici
Zdzisław Gamza na długo zapamięta swoje spotkanie ze szczycieńskimi policjantami

Zdzisław Gamza jest emerytowanym policjantem i byłym pracownikiem Wyższej Szkoły Policji. Obecnie prowadzi warsztat samochodowy w Lemanach. Historia, którą się z nami podzielił, mogłaby posłużyć jako scenariusz kabaretowego skeczu, gdyby nie to, że wydarzyła się naprawdę. Kilka dni temu pan Zdzisław uczestniczył w parapetówce, na której podawano alkohol. Nazajutrz miał jechać samochodem do Mikołajek. Nie będąc pewnym swojego stanu trzeźwości, piechotą z Leman przyszedł do komendy policji w Szczytnie, aby poddać się badaniu alkotestem.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  - Okazało się jednak, że urządzenie jest zepsute. Dyżurny tylko na mnie popatrzył i na jego oko nie powinienem prowadzić – relacjonuje pan Zdzisław. Niepoparta twardymi dowodami opinia funkcjonariusza nie przekonała go. Postanowił więc szukać pomocy w sąsiadującej z komendą Wyższej Szkole Policji, wiedząc, że tam na dyżurce też powinno znajdować się urządzenie do badania stanu trzeźwości. - W biurze przepustek stanowczo mi odmówiono wejścia, choć przecież jestem emerytowanym pracownikiem. Nie pomogło nawet to, że miałem legitymację – opowiada nasz rozmówca. W tej sytuacji pozostała mu ostatnia deska ratunku – zatrzymanie przejeżdżającego ulicą radiowozu. Taką radę usłyszał będąc wcześniej na komendzie. Traf chciał, że nie odszedł daleko, gdy zauważył patrol. - Pomachałem ręką i zatrzymałem radiowóz, a następnie przeszedłem na drugą stronę. Wtedy jeden z policjantów powiedział: „co to się chodzi jak święta krowa? Zaraz będzie mandat” - opisuje przebieg spotkania pan Zdzisław. Mimo wszystko wydawało się, że tym razem jego wysiłek zostanie zwieńczony sukcesem, bo w radiowozie był alkomat. A jednak … - Dmuchnąłem raz, ale urządzenie nie zadziałało. Potem drugi raz i znowu nic. Wtedy dmuchnął jeden z policjantów, ale i jemu nic się nie wyświetliło. W końcu zniecierpliwiony policjant stwierdził, że mi nie pomoże i rzucił: „żegnam”. Chciałem zobaczyć numer radiowozu, ale samochód był tak brudny, że nic nie można było z tablic odczytać – mówi pan Zdzisław.

Zniechęcony, nic nie wskórawszy, piechotą wrócił do Leman i choć zapewne w trakcie tego długiego spaceru resztki alkoholu z niego wyparowały, to na wszelki wypadek zrezygnował z jazdy samochodem. Do końca dnia rozpamiętywał poranne spotkania ze szczycieńskimi funkcjonariuszami.

(ew){/akeebasubs}