Zmarł Jan Kobuszewski. W wieku 85 lat. Artysta, którego z całą pewnością znają wszyscy Polacy. Znają i wspominają.
Trudno napisać o nim cokolwiek nowego wobec ilości wspomnieniowych, medialnych przekazów ludzi mu bliskich. Osobiście nie znałem Jana Kobuszewskiego, aczkolwiek dwukrotnie miałem okazję spotkać go w okolicznościach przypadkowych. Nic dziwnego, bowiem wiele lat przebywaliśmy w tym samym warszawskim środowisku ludzi związanych z teatrem, kabaretem i filmem. Znałem jego przyjaciół, a także część rodziny. W pamięci widzów Jan Kobuszewski pozostał jako niedościgniony mistrz komedii teatralnej, filmowej i telewizyjnej. Król kabaretu! Słusznie, choć warto przypomnieć, że był także, a może nawet przede wszystkim, aktorem. Aktorem znakomitym i wszechstronnym. Jan Nowicki, wspominając Kobuszewskiego w telewizyjnym programie, porównał go do takich mistrzów sceny jak Władysław Kowalski oraz Gustaw Holoubek.
Jan Kobuszewski ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie w roku 1956.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Po ukończeniu studiów Jan Kobuszewski ożenił się z koleżanką ze szkoły teatralnej Hanną Zembrzuską, z którą później spędził całe życie. Ponad 60 wspólnych lat! Podobnie jak młodego Kobuszewskiego, aktorkę Hannę Zembrzuską ujrzałem po raz pierwszy na srebrnym ekranie podczas wycieczki szkolnej do kina. Grała Irkę w wojennym filmie z roku 1958 „Wolne miasto”. Filmie o obronie Poczty Gdańskiej. Wcześniej Hanna Zembrzuska zagrała Syrenę w wspomnianej wcześniej baśni „Warszawska syrena”, gdzie towarzyszył jej przyszły mąż. Tu pewna ciekawostka. Reżyserem filmu był Stanisław Bareja. Ten sam Bareja. Późniejszy słynny twórca komedii filmowych. Po latach, w nowym, satyrycznym okresie twórczości Stanisława Barei nie ma ani jednego kinowego dzieła, w którym nie wystąpiłby Jan Kobuszewski.
A teraz opowiem pewną bardzo starą anegdotkę z czasów młodości mistrza. Jakoś zupełnie zapomnianą. Być może niektórzy czytelnicy przypominają sobie piosenkę Bohdana Łazuki „Bohdan trzymaj się”. Zaczyna się ona od słów: ja nie jestem Phillip Clay, ja nie jestem Doris Day, ja nie jestem także Frank Sinatra.... Zatem pytanie: kto to jest (był) Phillip Clay?
W roku 1959 przyjechał do Polski, z występami, paryski piosenkarz, a także aktor Phillip Clay. Nie była to jakaś reprezentacyjna francuska gwiazda, ale dla odciętej od zachodu Polski reprezentował on wielki świat sztuki. Sensacja! Zresztą Phillip Clay był w doskonałej formie i w bardzo ciekawy artystycznie sposób interpretował przeboje wielkich francuskich mistrzów piosenki. Takich jak Aznavour, Brassens, czy Becaud. A przy tym jak też on wyglądał! Szczuplutki, 190 cm wzrostu. Pociągła twarz zwieńczona czarną czupryną. Ręce i nogi jak gdyby za długie. Czyli niemal brat bliźniak Jana Kobuszewskiego. Kobuszewski nie był jeszcze wówczas gwiazdą, ale już był aktorem rozpoznawalnym. Jakaż to wówczas rozpętała się zabawna, prasowa wrzawa na temat owego podobieństwa i co z tego może wynikać. Myślę, że Jan Kobuszewski, inteligentny i świadomy odbiorca medialnych przekazów, dokładnie przyjrzał się technice starszego od niego o 7 lat francuskiego kolegi. Tenże kapitalnie i bardzo świadomie prezentował swoją „wyciągniętą” fizyczność. Wiele lat później, czyli niedawno, usłyszałem telewizyjną wypowiedź Olgi Lipińskiej, która zachwycała się tym, jak to Kobuszewski potrafi genialnie wykorzystać swoje warunki zewnętrzne. Czyli „rozciągliwą” sylwetkę oraz długie, nad podziw, kończyny. Postanowiłem zatem skonfrontować sceniczne wyczyny Claya i Kobuszewskiego. Znalazłem na youtube nagrania Claya z tamtych lat. I porównałem z pląsami, oczywiście późniejszymi, Kobuszewskiego. Z dzisiejszego punktu widzenia wygląda to tak, jakby zdolny uczeń Clay robił, co może, aby dorównać swojemu mistrzowi Kobuszewskiemu. Ale co mistrz, to mistrz.
Chciałem jeszcze napisać trochę o moich kontaktach z bliskimi Jana Kobuszewskiego. Z synem jego siostry, aktorem Wiktorem Zborowskim, z żoną Wiktora Marysią Winiarską (Alicja w serialu „Klan”), a także nieżyjącą już siostrą Marysi, Barbarą, żoną aktora Pawła Wawrzeckiego. Ot, takich kilka ploteczek o dalszej rodzinie Jana Kobuszewskiego. Niestety zabrakło miejsca.
Natomiast celowo nie napisałem nic na temat kabaretowych sukcesów zmarłego artysty („Dudek”, „Rodzina Poszepczyńskich”, Kabaret Olgi Lipińskiej). O tym mówią i piszą dzisiaj wszyscy. Zatem na zakończenie przypomnę tylko te pierwsze zabawne filmy, od których zaczął się aktor Kobuszewski, jako król komedii. A były to, obok wymienionego już „Ewa chce spać”, następujące kinowe przeboje: „Szczęściarz Antoni”, „Kalosze szczęścia” oraz „Ostrożnie Yeti”. Wszystkie zrealizowane w latach 1958-1960.
Żegnaj Wielki Mistrzu aktorskiej wersji kabaretu!
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
