Jarmarki bożonarodzeniowe mają w Europie dość długą tradycję.

Od lat rozciągnięte są na kilka tygodni – rozpoczynają się jeszcze w połowie listopada, czyli przed Adwentem. W dużych miastach przyciągają odpowiednio dużą liczbę klientów, którym oferowane są rozmaite atrakcje. Stałym punktem – szczególnie w chłodniejsze dni – jest chociażby popijanie grzanego wina. Można wcześniej kupić prezenty dla bliskich, a dzieciom sprawić frajdę, zaciągając je na wielkie karuzele. Zainteresowani mogą przyjrzeć się na żywo, jak powstają szklane bombki (fot.1) – takie coś przy jednym ze stoisk obserwował w niemieckim Düsseldorfie pod koniec listopada jeden z naszych Czytelników.
Szczytno miało w minioną sobotę swój VI Szczycieński Jarmark Bożonarodzeniowy. Początkowo miejscem przeznaczonym na przygotowanie przedświątecznego kiermaszu był plac Juranda, na którym w piątkowe popołudnie i wieczór organizowano blok imprez. Z czasem jarmark przeniesiono między ratusz i zamkowe ruiny. Miejsce może mniej widoczne dla osób przejeżdżających przez stolicę powiatu, ale chyba lepsze. Ten, kto chciał, mógł przez osiem sobotnich godzin znaleźć coś dla siebie.

Stoisk ze świąteczną ofertą nie brakowało (fot. 2), a nie wszystkie ceny zmuszały do dłuższego zastanawiania się. W godzinach okołopołudniowych scenę zdominowały dzieci występujące ze świątecznym repertuarem wokalnym (fot. 3). Dla najmłodszych ważne było ogłoszenie wyników konkursów: plastycznego – na najładniejszą ozdobę – oraz na list do Świętego Mikołaja. Bombka wykonana przez 6-letniego Piotrusia (na fot. 4 przed wiceburmistrz Iloną Bańkowską), zwycięzcę pierwszego z wymienionych konkursów, bardzo przypadła do gustu burmistrzowi Krzysztofowi Mańkowskiemu, który nie przystał na to, by ciekawą plastycznie ozdobę oddać zainteresowanemu nią… wojewodzie. W okresie świątecznym bombka będzie więc zdobiła gabinet burmistrza.
Pod wieczór scenę przejęli dorośli. Najpierw wystąpił na niej szczycieński duet Natalia Pławska-Paweł Janiszewski, a potem zagościły tam nieczęste w Szczytnie góralskie klimaty. Na jarmark zaproszono kapelę „Góralska Hora” rodem ze Szczyrku (fot. 5). Kwartet zaprezentował w bardzo skocznych częstokroć rytmach znane kolędy i pastorałki oraz utwory o charakterze biesiadnym.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
KONKURENCJA DLA CHOINKI Z PLACU
Świecą się już ledowe lampki na drzewkach w centrum Szczytna – jak zwykle dodaje to wieczorami uroku naszemu miastu. Udekorowana została także choinka na placu Juranda. Niedaleko pojawiły się jej konkurentki. Znajdują się one na miejskiej plaży. Tu i ówdzie ktoś wpada na pomysł, by na nadmorskiej lub nadjeziornej plaży posadzić palmę albo postawić jej imitację. U nas jest inaczej: zamiast egzotycznych klimatów szpaler świątecznie udekorowanych choinek (fot. 6).
STĄPANIE PO KRUCHYM LODZIE

Zimowa aura towarzyszy nam od trzech tygodni. Tęgich mrozów jeszcze nie mieliśmy, a chyba tylko one uczyniłyby bezpieczniejszym poruszanie się po zamarzniętych akwenach. Wystarczył zaledwie tydzień, by nasze jeziora pozamarzały i od razu pojawili się chętni, by urządzać sobie spacery po lodowo-śnieżnej tafli (fot. 7). Osoby kompetentne powiedzą, że nie ma gwarantującej całkowite bezpieczeństwo grubości pokrywy lodowej. Teoretycznie wystarczy około 10 cm lodu, by wejść na zamarznięte jezioro, a dwa, trzy razy więcej, by wjechać tam samochodem (tylko po co?). Gdy zimą pojawia się na nieco dłużej mróz, niżej podpisanemu zawsze przypomina się pierwszy odcinek „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego i motyw ojca, wykorzystującego rozwijające się technologie komputerowe -jest koniec lat 80. ubiegłego wieku. Komputer wylicza, że lód na jeziorku utrzyma nawet osobę nieprzeciętnie ciężką. Czym to się kończy? Wystarczy się odnieść do treści pierwszego z przykazań…
Myliłby się ten, kto uważa, że pozamarzały już wszystkie nieduże jeziora. Lód pokrywa akweny w Szczytnie czy Lemanach (choć zrobiło się odwilżowo), ale już np. widok na plaży w Warchałach mógł w miniony weekend trochę zdziwić (fot. 8).Tam zimna woda chętnym zdrowia doda…
POWRÓT NA SZLAK

Po przeszło 20 latach linią kolejową nr 35 dojedziemy dalej niż do Wielbarka. Ostatni pociąg osobowy do Ostrołęki pojechał tędy w czerwcu 2001 roku. Kilkukrotne wskrzeszanie połączeń do samego Wielbarka niespecjalnie się udało i z dawnej dość ważnej linii, po której jeszcze w latach 90. jeździły pociągi dalekobieżne, został tylko kawałeczek z dobudowaną odnogą do lotniska w Szymanach.
W ostatnich miesiącach trwały prace remontowe na odcinku Wielbark- Chorzele. Pozwolą one na razie na uzyskanie prędkości 60 km/h, która po zdobyciu pozwoleń ma być podniesiona do 80 km/h. W niedzielę zmienił się rozkład jazdy i na stacji w Szczytnie pojawił się wczesnym wieczorem pierwszy skład do Chorzel (fot. 9). Przyjazd wyszedł dość osobliwie. Kobiecy głos z megafonu obwieścił, że pociąg już stoi, a następnie, że odjeżdża, choć jeszcze nie przybył z Olsztyna. Szynobus pojawił się na peronie z lekkim poślizgiem. Jak się okazało, na wyświetlaczu jako stacja docelowa pojawiało się Szczytno. Sytuację musiały ratować tekturowe tabliczki (fot. 10). W stronę Chorzel udało się debiutanckim kursem kilkanaścioro osób. Drugi pociąg do miasteczka nad Orzycem odjechał około godz. 22.00. Taka późna pora jest uzasadniona tym, że w poniedziałkowy ranek musi w Chorzelach być tabor, który zabierze już więcej pasażerów do szkół i pracy w Szczytnie czy Olsztynie. Przejazd ze Szczytna do Chorzel zajmuje w tej chwili 40 minut. W dni powszednie kursów jest więcej, bo cztery. Pociągi są skomunikowane z szynobusami Kolei Mazowieckich kursującymi między Chorzelami i Ostrołęką. Do końca roku cena jest bardzo atrakcyjna – przejazd na trasie Chorzele – Ostrołęka to zaledwie 4,20 zł, a do tego dochodzą rozmaite zniżki. Co ciekawe, w popularnej wyszukiwarce rozład-pkp.pl. nie wyskoczyło nam na razie skomunikowanie w Chorzelach. W niedzielę pojawiały się informacje albo o braku połączeń, albo o podróżowaniu przez cały dzień przez Olsztyn i Warszawę.
Zmiana rozkładu jazdy przyniosła Szczytnu i kilku innym miejscowościom z naszego powiatu jedno bezpośrednie połączenie z Braniewem (a po drodze m.in. z Dobrym Miastem i Ornetą) oraz trzy połączenia z przesiadką w Olsztynie. Pociągi na trasie Olsztyn-Braniewo nie kursowały od 2019 r., a powodem był przeciągający się remont tamtej linii dokonywany po kawałku. Ostatecznie wymieniono tylko część torów, w całość włożono setki milionów, a efekt powalający chwilowo nie jest. Pociągi odcinek niespełna 100 km mają pokonywać w 2 godziny – co pokrywa się z grubsza z czasem przejazdu przed remontem.{/akeebasubs}
