Pochodzący ze Szczytna puzonista jazzowy, laureat wielu festiwali i nagród muzycznych, w tym Fryderyka, Michał Tomaszczyk, udzielił swojego pierwszego wywiadu dla prestiżowego czasopisma „Jazz Forum”. Opowiada w nim m.in. o umuzykalnionej rodzinie oraz o pracy na dalekiej północy Szwecji, gdzie zawodowo gra w orkiestrze Norrbotten Big Band.

Jazz na dalekiej północy
Michał Tomaszczyk mieszka od 2019 r. w Szwecji, gdzie pracuje w orkiestrze Norrbotten Big Band

Michał Tomaszczyk to urodzony w Szczytnie znakomity puzonista, kompozytor i aranżer, absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach w klasie puzonu. Założyciel kwartetu Biotone, z którym zdobył wiele nagród na krajowych i zagranicznych konkursach jazzowych. W 2019 r. przeniósł się na stałe w Szewcji. Mieszka pod Kołem Polarnym. Na co dzień gra na puzonie, aranżuje i zasiada w radzie programowej orkiestry Norrbotten Big Band.

Niedawno muzyk udzielił swojego pierwszego wywiadu dla prestiżowego czasopisma „Jazz Forum”. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}W rozmowie z Markiem Piechnatem opowiada m.in. o swoich szczycieńskich korzeniach. Urodzony w 1986 r. Michał Tomaszczyk w Szczytnie mieszkał do 13. roku życia. Tu także, o czym mówi w wywiadzie, złapał muzycznego bakcyla. Pochodzi bowiem z umuzykalnionej rodziny, której niemal wszyscy członkowie zajmowali się amatorsko muzyką. - W przypadku mojego ojca to pasja, kolekcjonuje instrumenty, gra na wielu z nich prowadzi zespoły – mówi w wywiadzie o swoim tacie, Aleksandrze, Michał Tomaszczyk.

Wiele miejsca w rozmowie poświęca swojej obecnej pracy w Skandynawii i opowiada, jak trafił do orkiestry w Szwecji, w której pracuje zawodowo. Norrboten Big Band działa na dalekiej północy tego kraju, aż 1000 kilometrów od Sztokholmu. Tak artysta wspomina swój przyjazd pod Koło Polarne: - Bądźmy szczerzy, to był szok. Kiedy moja rodzina i ciężarówka z naszymi rzeczami z Warszawy zjechaliśmy do Lulea, był środek stycznia 2019 r. Przez dwa tygodnie temperatura utrzymywała się na poziomie – 28 stopni, a wokół zalegał ogromny syberyjski śnieg. To była duża egzotyka.

Muzyk zauważa, że Warszawa i Lulea to dwa różne światy, zarówno pod względem socjalnym, jak i zawodowym. W stolicy Polski był muzykiem, freelancerem. Natomiast w Szwecji ma stałą pracę w profesjonalnym big bandzie. Zasiadając w radzie programowej orkiestry, ma wpływ na kształtowanie jej programu artystycznego, ale też sam komponuje i aranżuje, spełniając się artystycznie. Ma także czas na realizację własnych projektów muzycznych. Mieszkając w Szwecji, nagrał dwie płyty. Pierwsza z nich zatytułowana „Sketches From The North”, będąca owocem współpracy z basistą Pettrem Olofssonem, powstała w 2021 r. i została nagrodzona Fryderykiem w kategorii Fonograficzny Debiut Roku. Druga, pt. „Zadora”, ujrzała światło dzienne w ubiegłym roku i jest dedykowana zmarłej przedwcześnie ciotce Michała, Elżbiecie Zadorze – Zuzelskiej, malarce i fotografce.

W wywiadzie muzyk mówi również o tym, jak postrzega otaczającą go przyrodę w niezwykłym miejscu świata, w którym teraz żyje: - Więcej tu natury niż ludzi. Jadąc samochodem możesz przez pół godziny nie spotkać żadnego samochodu jadącego z przeciwka. To, co cię otacza jest dziwne, dzikie, ale jednocześnie piękne. Miejsce, w którym mamy próby i gdzie komponuję, ponieważ stoi tam fortepian, mieści się na wysokim piętrze. Przez ogromne okna mam stamtąd widok na Zatokę Botnicką. Ten wspaniały widok jest w sam w sobie inspirujący.

(kee){/akeebasubs}