Felieton sprzed tygodnia poświęciłem problemom związanym z edukacją. Dzisiaj mam wrażenie, że nie wygadałem się dostatecznie i korci mnie, aby ów temat kontynuować. Aktualna reforma systemu edukacji, to
oczywiście polityka. Wielki spór pomiędzy przedstawicielami różnorakich partii.
Co do mnie, to postaram się obejść polityczne argumenty na tyle, na ile jest to w ogóle możliwe, i napisać poważnie, choć z przymrużeniem oka, o edukacyjnym szaleństwie ostatnich lat. Powiedziałem lat, bo przecież już od pana ministra Romana Giertycha, czyli roku 2006, kolejne reformy szkolnictwa wywoływały zastrzeżenia i protesty. Kiedy minister Giertych ogłosił słynną amnestię maturalną, w dużych miastach protestujący wyszli na ulicę. Pamiętam to doskonale, bowiem w tym samym czasie mój dawny kabaret - „Stodoła” obchodził 50-letnie. W specjalnym programie jubileuszowym akurat mnie, weteranowi, powierzono wykonanie piosenki autorstwa Elżbiety Jodłowskiej o praktykach ministra Giertycha. Melodyjkę znamy z filmu Barei: „Dzień dobry, cześć, czołem, pytacie skąd się wziąłem: Jestem Wesoły Romek...” dalej zabawne, aktualne żarciki o panu ministrze. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Miał sześćdziesiąt kilka lat i wydawał nam się staruszkiem. Pochodzący z Kurpiów wybitny znawca architektury drewnianej. Pan profesor kochał owe Kurpie i chciał, żeby świat był zawsze taki, jaki pamięta ze swojej wiejskiej młodości. Toteż nagle, jako dziekan wydziału, wystąpił z wnioskiem o nakazaniu studentom noszenia fartuszków, na wzór szkolny. Pomysł nie przyjął się. My studenci mieliśmy z tego powodu niezły ubaw, a w noworocznej, tradycyjnej szopce kukiełka dziekana zaśpiewała piosenkę (według mojego tekstu), której fragment brzmiał następująco: problem numer jeden, to spódniczki mini, bo nie wie, co czyni ta, co chodzi w mini. Odsłaniają biodra, odsłaniają brzuchy, ja to zlikwiduję, niech noszą fartuchy. Śmiechu było co niemiara, ale my kochaliśmy naszego profesora-staruszka i nikt nie miał mu za złe zabytkowych pomysłów. Rozumieliśmy, że to z wielkiej miłości do folkloru, w jakim niegdyś żyć mu przyszło. A jak to jest z innym profesorem, czyli ministrem Czarnkiem?
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
