Dzierżawcy mazurskich jezior prowadzą na nich rabunkową gospodarkę – tak uważa poseł PiS Jerzy Szmit i postuluje, aby część akwenów udostępnić tylko wędkarzom przyjeżdżającym tu w celach turystycznych. Kierunek tych działań popiera wójt Świętajna Janusz Pabich, ale wątpi w to, czy działania parlamentarzysty okażą się skuteczne.
RABUNKOWA GOSPODARKA
Wędkarze, którzy łowią ryby w jeziorach powiatu szczycieńskiego coraz częściej narzekają na ich brak. O problemie zrobiło się głośno kilka lat temu w Pasymiu. Wypoczywający tam turyści żalili się, że złowienie dorodnego okazu w Kalwie graniczy z cudem. Podobne kłopoty występują również w innych gminach, w tym w Świętajnie. Wójt Janusz Pabich potwierdza, że docierają do niego skargi od osób spędzających tu urlopy. - Żalą się one, że więcej ryb można złowić w zbiornikach powstałych z zalania szybów kopalnianych niż u nas, na Mazurach – mówi wójt.
Temat ten poruszono również podczas niedawnego spotkania posła Jerzego Szmita z mieszkańcami gminy Świętajno. Jego zdaniem na mazurskich jeziorach prowadzona jest rabunkowa gospodarka rybacka. Winą za to obarcza dzierżawców akwenów.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Mają oni jakieś umowy i obowiązki. Na papierze wszystko się zgadza. Ale po kilku, kilkunastu latach widzimy, do czego to prowadzi. Ludzie nie mają czego łowić – mówi poseł. Jakiś czas temu zwrócili się do niego wędkarze z prośbą, aby zakazać łowienia sieciami przynajmniej na niektórych akwenach. - Zgłaszaliśmy wniosek do strategii województwa, żeby wydzielić przynajmniej część jezior wyłącznie do wędkowania, ale niestety nikt tego nie słucha – żali się Szmit. Według niego obecna polityka dotycząca rybołówstwa prowadzi do tego, że akweny są zarybiane określonymi gatunkami, co prowadzi do zachwiania równowagi przyrodniczej. - Te płoteczki, okonie są coraz mniejsze, chudsze – podaje przykłady. Jego zdaniem ograniczenie połowów sieciami wpłynęłoby na podniesienie walorów turystycznych regionu. Teraz, jak zauważa, wędkarze wolą jeździć na ryby do Szwecji lub Norwegii.
SCEPTYCZNY WÓJT
Kierunek działań proponowanych przez posła za słuszny uważa wójt Pabich. Nie wierzy jednak, aby zabiegi parlamentarzysty okazały się skuteczne. - Pamiętam czasy, kiedy rządził PiS i nic w tej sprawie nie zrobił – wytyka Pabich. Dodaje, że samorząd z pomocą posłów podjął rozmowy na temat wydzielenia części jezior dla wędkarzy. - Chcemy porozumieć się z gospodarstwami rybackimi. Na razie wszystko jest w sferze rozmów – informuje wójt. Potwierdza, że brak ryb utrudnia przyciągnięcie turystów. - Prawda jest taka, że jak wędkarz niczego tu nie złapie, to już więcej do nas nie przyjedzie – podsumowuje.
(ew)
{/akeebasubs}
