Na zakręcie drogi uczęszczanej przez kilku gospodarzy z Ciemnej Dąbrowy i Jesionowca, radny gminny Ireneusz Lis ułożył pokaźnych rozmiarów kamienie. Jak tłumaczy, zrobił to, aby chronić słupek wyznaczającej granicę jego działki. Skutek jest taki, że trudno tędy przejechać przyczepie z sianem oraz mleczarkom dojeżdżającym do gospodarstwa skonfliktowanej z radnym Haliny Dąbrowskiej. - Jako radny powinien dbać o bezpieczeństwo, a jego postępowanie świadczy o czymś odwrotnym – mówi kobieta.

Kamienna przeszkoda radnego
Syn Haliny Dąbrowskiej Radosław, aby ominąć kamienną przeszkodę ciągnikiem z przyczepą na siano, musi się nieźle nagimnastykować

SZKODA MU DWÓCH METRÓW

Halina Dąbrowska z Ciemnej Dąbrowy prowadzi wraz z synem Radosławem duże gospodarstwo specjalizujące się w produkcji mleka. Los jej nie oszczędzał. Samotnie wychowała czworo dzieci. Mąż, z którym wzięła rozwód, jak twierdzi, nadużywał alkoholu i znęcał się nad rodziną. Wbrew przeciwnościom, kobieta nie poddała się i wzięła na swoje barki obowiązki związane z pracą na roli. Ostatnio ma nowe zmartwienie. Na zakręcie drogi prowadzącej do jej gospodarstwa pojawiły się pokaźne kamienie. Ustawił je skonfliktowany z panią Haliną radny gminy Wielbark i były sołtys Ciemnej Dąbrowy Ireneusz Lis.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Co prawda formalnie kamienna przeszkoda znajduje się na należącej do niego działce, ale mocno utrudnia życie nie tylko pani Halinie, ale też jednemu z jej sąsiadów z Jesionowca. Ten ostatni ma działkę po drugiej stronie drogi i żeby ułatwić przejazd nią innym mieszkańcom, odsunął swoje ogrodzenie o pół metra. Sąsiad pani Haliny dziwi się zachowaniu radnego. - Teoretycznie ma prawo robić co chce na swojej ziemi. W miejscu, gdzie postawił kamienie przebiega granica jego działki, tylko że tam rośnie las, z którego on nie czerpie żadnych korzyści – mówi nam mieszkaniec Jesionowca. - Też mógłbym zagrodzić swoją własność, bo to przecież moje, ale tego nie zrobię. A jemu szkoda tych dwóch metrów – nie kryje zdziwienia mężczyzna.

TO NIE PRZYSTOI RADNEMU

Pani Halina żali się, że z powodu przeszkody trudno teraz przejechać przyczepie z sianem oraz mleczarce odbierającej od niej mleko. Kilka tygodni temu ktoś odsunął kamienie. Wtedy Ireneusz Lis wezwał policję, podejrzewając o to panią Halinę. Kobietę odwiedził miejscowy dzielnicowy. To przelało już czarę goryczy. - Nie chciałam eskalować konfliktu z nim, ale tym razem poszedł za daleko – mówi pani Halina. Po całym zajściu kamienie wróciły na swoje miejsce, zostały jedynie spryskane farbą, aby ktoś, kto będzie jechał drogą w nocy, nie uderzył w nie.

Pani Halina uważa, że takie zachowanie nie przystoi radnemu. - Pełniąc tę funkcję, powinien dbać o bezpieczeństwo mieszkańców, a jego postępowanie świadczy o czymś odwrotnym – mówi kobieta. Skarży się również, że dwa lata temu radny Lis, na granicy jej działki, wybudował tamę na rzece Wałpuszy. - Zawalił jej koryto kamieniami ważącymi po 200 kg, ułożył worki z mułem, a do tego wykorzystał też piasek z naszego pola – opowiada syn pani Haliny, Radosław. Efekt był taki, że w czasie panującej suszy woda zatrzymywała się na terenie Lisa, a u Dąbrowskich jej brakowało. - Prosiliśmy go, żeby usunął te kamienie z rzeki, ale tego nie zrobił. W końcu zajął się tym mój syn – wspomina pani Halina. Dodaje, że do dziś na dnie zalega jeszcze część piachu i mułu, a także gnijące bele, których pan Radosław nie zdołał zabrać.

To nie jedyna odsłona sąsiedzkiego konfliktu. Nasza rozmówczyni skarży się, że kiedy nie przystała na propozycję radnego dotyczącą zamiany działek, ten zagrodził dostęp do jej nieruchomości pod pretekstem niedopuszczenia do tego, aby weszły tam dziki.

ZEMSTA ZA LICYTACJĘ?

Ireneusz Lis: - Nie zrobiłem nikomu na złość, tylko zagrodziłem swoje. Halina Dąbrowska: - Takie zachowanie nie przystoi radnemu

Pani Halina zapowiada, że w rewanżu za działania sąsiada, zagrodzi część swojej nieruchomości wykorzystywanej jako gminna droga. - Już dawno powinnam była to zrobić, ale ludzie jeżdżą tamtędy od 20 lat, więc machnęłam na to ręką. Teraz, skoro radny pokazał, co potrafi, to dlaczego ja mam iść wszystkim na rękę – zastanawia się kobieta.

Skąd wziął się jej konflikt z radnym? Pani Halina uważa, że wszystko zaczęło się kilka lat temu, kiedy oboje stanęli do przetargu na zakup działki. Wygrał go Ireneusz Lis, ale miał być bardzo zły na kobietę o to, że znacząco podbiła cenę.

Zanim radny położył przy drodze kamienie doszło do kolejnego sporu, tym razem o granice działek jego i Dąbrowskiej. - Właściciel, który mi sprzedał ziemię twierdził, że granica przebiega niekorzystnie dla mnie. Ja się upierałam przy swoim, a pan Lis przy swoim. Skończyło się tym, że znów nasłał na mnie policję – opowiada kobieta. Przyznaje jednak, że w tym przypadku nie miała racji, co potwierdził geodeta wezwany w celu wznowienia granic. - Żeby nie podgrzewać konfliktu w całości pokryłam koszty geodety – mówi pani Halina.

PRZESZKODZIŁA W UPRAWIE KUKURYDZY

Ireneusz Lis widzi tę sprawę zupełnie inaczej. - Miałem przygotowaną działkę do siewu kukurydzy, a ona stwierdziła, że granica jest źle wytyczona. Powbijała tam słupki, a kiedy próbowałem interweniować, jej syn groził mi kijem – relacjonuje, dodając, że kobieta posługiwała się danymi pochodzącymi z serwisu „Geoportal”, niebędącego wiarygodnym źródłem wiedzy. - To była moja własność, a ona przeszkodziła mi w uprawie, bo kukurydza musi być siana w określonym terminie, żeby urosła silna – tłumaczy Lis. Po wznowieniu granic postanowił ustawić kamienie na zakręcie uczęszczanej przez Dąbrowskich drogi. Jak wyjaśnia, uczynił to po to, aby chronić słupek graniczny. - Nie zrobiłem tego nikomu na złość, tylko zagrodziłem swoje. Gdybym nie postawił tych kamieni, słupek znów byłby zniszczony – mówi.

TO SĄ SPRAWY OSOBISTE

Ireneusz Lis ma żal do swojej sąsiadki o to, że nagłaśnia spór, akcentując przy tym, że pełni funkcję radnego. - To są nasze osobiste sprawy. Pełnienie przeze mnie mandatu radnego nie ma z tym nic wspólnego – przekonuje. Przy okazji zdradza, że służył pani Halinie pomocą, co okupił zdrowiem. Wspomina, że kiedy jej krowa zachorowała na skręt macicy, to kilka razy pomagał ją obracać. W pewnym momencie poślizgnął się i zerwał wiązadło, przez co musiał przejść operację. Zapewnia, że tamę na rzece wybudował po uprzednim zgłoszeniu swojego zamiaru Wodom Polskim. - Wykorzystałem tylko starą tamę zrobioną przez bobry, żeby zatrzymać wodę – wyjaśnia, dodając, że początkowo Dąbrowscy też byli z takiego rozwiązania zadowoleni. - Syn pani Dąbrowskiej nawet mi przy tym pomagał – twierdzi Ireneusz Lis.

Przekonuje, że to sąsiadka zaczęła spór. Zdaniem Lisa, ma ona do niego żal, bo przed laty, kiedy był sołtysem Ciemnej Dąbrowy, zeznawał w trakcie sprawy rozwodowej na korzyść jej męża. - A cenę na przetargu o ziemię to ona podbijała z zemsty – uważa radny. Pytany przez nas o możliwość porozumienia z sąsiadką i zakopanie topora wojennego odpowiada krótko: - Dogadać się? Nie z nią.

POLICJA NIE WIDZI ZAGROŻENIA

Sprawa ułożenia kamieni na zakręcie drogi jest znana szczycieńskiej policji. Na miejsce udał się dzielnicowy, który rozmawiał z radnym Lisem. Funkcjonariusz nie stwierdził jednak zagrożenia. - Kamienie stoją przy drodze, na ziemi tego pana. Policjant uznał, że nie utrudniają w sposób znaczący przejazdu, choć pewien problem mogą mieć większe pojazdy, które faktycznie muszą kilkakrotnie podejmować manewr cofania – informuje sierż. Joanna Manelska z Komendy Powiatowej Policji w Szczytnie. - Jest to kwestia życzliwości międzysąsiedzkiej i wzajemnego porozumienia się między stronami – dodaje policjantka.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}