Jak wyglądała do niedawna nawierzchnia ul. Żeromskiego na odcinku pod siedzibą PZU, każdy wie. W końcu miasto zabrało się do jej remontu, ale w trakcie prac projektowych wtrącił się konserwator zabytków.

Kawałek starego miastaDomagał się przywrócenia historycznej nawierzchni, czyli tzw. kocich łbów. Starsi mieszkańcy Szczytna pamiętają, że była to kiedyś dominująca nawierzchnia miejskich ulic, ale jeździło się po niej jak po tarce. Cóż, na nic zdały się protesty ratusza, że bruk utrudni poruszanie się osób niepełnosprawnych, a każdego innego nieźle wytrzęsie. Trzeba było znaleźć wykonawcę i zrealizować zadanie. Roboty ruszyły, a bruk wykonuje specjalistyczna brygada z Mrągowa – fachowcy przeszkoleni w układaniu kocich łbów. Jak widać na zdjęciu, pracownicy posługują się tradycyjnymi narzędziami, m. in. młotkami i drewnianymi łatami. Te ostatnie to listwy, którymi brukarze sprawdzają, czy wykonywana przez nich nawierzchnia jest równa, czy lico jakiegokolwiek kamienia nie wystaje ponad ogólny poziom. Poza tym nawierzchnia musi być odpowiednio wyprofilowana - opadać przy styku z chodnikiem, tworząc tzw. rynsztok do spływu wody deszczowej. W nieskanalizowanych miastach średniowiecznych, jak pamiętamy z lekcji historii, rynsztokiem płynęły także ścieki.

 

 

 

BEZWSTRZĄSOWA ULICA?

Na pierwszy rzut oka, a widać to na zdjęciu, wykonywana nawierzchnia nie sprawia dobrego wrażenia. Tworzą ją  jakby chaotycznie położone kamienie, więc od razu nasuwa się pytanie czy po czymś takim da się potem w ogóle poruszać?  Wykonawcy bruku uspokajają „Kurka”. Mówią, że wszystko jest pod kontrolą.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Wskazują nam gotowy odcinek od strony małego jeziora. Mamy tam pójść i sprawdzić efekt ich roboty. Trzeba przyznać, że wygląd tego fragmentu ulicy wprost nas zaskoczył. Ul. Żeromskiego wygląda tutaj równo, a przy tym rzeczywiście przypomina zaułek starego miasta, którego w Szczytnie w zasadzie brak.  Ciekawie wyglądają też chodniki z nietypową dla reszty miasta granitową nawierzchnią. Tworzące ją płytki są znacznie efektowniejsze od opatrzonego już i pospolitego, a właściwie wszechobecnego polbruku (nawet widać go na cmentarzach). No i ulica, tak jak wygląda równiutko na fotografii, taka ma być i w użytkowaniu - bezwstrząsowa. Tego jednak nie mogliśmy sprawdzić, bo choć odcinek niby jest gotowy, to jednak jeszcze nie został otwarty dla ruchu kołowego.

 

NIESTETY, ZAMKNIĘTE!

Mieszkańcy Szczycionka i okolic, którzy nie czekają na oficjalne rozpoczęcie sezonu letniego i już zażywają kąpieli w tamtejszym jeziorku, zwracają nam uwagę na pewien  znak drogowy. Pojawił  się on nad gruntowym szlakiem biegnącym tuż nad wodą, no i zakazuje po nim jazdy wszelkim pojazdom. Stoi od ubiegłego roku, ale teraz widać na nim nowy element – dodatkową tabliczkę pod tarczą, dopuszczającą jazdę rowerem. Niestety ci, którzy korzystali z plaży dojeżdżali na nią samochodami i teraz narzekają, że nie mają na nią  wstępu.  Teraz zmuszeni są tłoczyć się na kąpielisku usytuowanym pod przystankiem autobusowym. Wójt Sławomir Wojciechowski tłumaczy nam, że nadjeziorną drogę zamknięto, bo jeżdżono nią właśnie na wspomnianą dziką plażę, by tam nie tyle kąpać się, co rozrabiać. Palono w tym miejscu ogniska i okropnie śmiecono, a wszystko to po spożyciu alkoholu.

 

 

 

NIE WOLNO NAWET ROGACIŹNIE

Wracając do tabliczki pod znakiem zakazu wjazdu, to zdaniem kąpielowiczów jest ona zbędna, bo znak dotyczy wszelkich pojazdów samochodowych, a rower przecież do takich nie należy. Mówią nam, że to nonsens. Tymczasem szczegółowa definicja znaku zakazu ruchu mówi, że za nim nie mogą poruszać się nie tylko wszelkie dowolne pojazdy (w tym rower), ale i jeźdźcy, kolumny piesze i o czym mało kto wie nawet ... poganiacze. Nie wolno zatem pędzić tędy bydła, czyli zakaz dotyczy nie tylko ludzi, ale i zwierząt, np.  rogacizny. Skoro zakaz jest tak rygorystyczny, można stosować wyjątki, czyli dopuszczać np. ruch rowerowy. Ba, według kodeksu drogowego należy stosować w takim przypadku tabliczki T-22, które powinny wyglądać jednak nieco inaczej.  Zapewne ustawodawcy nie chodziło o to, żeby tabliczka była czytelna także dla analfabetów, ale np. o turystów nieznających języka polskiego.

POD PRZYCHODNIĄ BEZ ZMIAN

Niedawno pisaliśmy o tym, że pod przychodnią zdrowia przy ul. Kościuszki nad chodnikiem – skrótem zwisają gałązki dwóch drzewek, a tak nisko, że pod nimi może przecisnąć się tylko wyjątkowo miniaturowa postać, albo niskie zwierzę typu jamnik.  Sądziliśmy, że ratusz weźmie się za przycinkę, ale niestety, nic z tego. Wegetacja trwa, więc gałązki stają się coraz dłuższe i już nieomal zamiatają chodnik.

 

 

 

POD KASZTANEM, CZYLI POD TRZEMA DĘBAMI

Kolejny „gałązkowy” problem rozgrywa się kawałek dalej, czyli przy byłym schronisku młodzieżowym zwanym „Pod kasztanem”, choć tak naprawdę leży ono pod trzema dorodnymi dębami (potężny kasztan rośnie w tyle, za budynkiem). Rzecz w tym, że dęby są już wiekowe i z tego powodu część konarów uschła, no i grążą one upadkiem na głowy przechodniów. Nasz Czytelnik, pan Roman opowiada nam, że kiedy niedawno przechodził obok schroniska otrzymał niespodziewany cios w okolicę karku. Nikt go nie napadł, po prostu spadł na niego ułomek uschłej gałęzi. Szczęściem nie był on duży, dzięki czemu uderzenie nie było mocne. Niebezpieczeństwo istnieje tu jednak spore. Gdy zjawiliśmy się na miejscu zauważyliśmy jak tuż za mamą prowadzącą wózek z dzieckiem, spadało na ziemię kilka kawałków kory (szczegóły w białym otoku).   Oby nie było to zapowiedzią upadku jakiejś większej gałęzi.

 

MASZKARON NA SPRZEDAŻ SPROSTOWANIE

W poprzednim numerze „KM” zamieściliśmy krótką notatkę o przyciągających oko pojazdach wodnych w kształcie samochodu milicji (z czasów PRL-u) i taksówki. Oba te pojazdy, a właściwie rowery wodne, sfotografowaliśmy w wodach jeziora Narty. Przy  okazji postulowaliśmy, by w takie same albo podobne pływadełka wyposażyć szczycieńską bazę wodną, co zachęciłoby dzieci do uprawiania sportów wodnych. Tymczasem złośliwy chochlik drukarski spowodował, że zamiast tytułu „Wodna milicja i taxi”, notatka została opatrzona zupełnie innym nagłówkiem  - „Maszkaron do kupienia”. Tytuł ten odnosił się do zupełnie innego tematu – wieży ciśnień w Szczytnie, którą właściciel wystawił właśnie na sprzedaż (fot. poniżej).  Za pomyłkę tę przepraszamy.{/akeebasubs}