Sławomir Ambroziak to z wykształcenia prawnik, z zamiłowania historyk pochodzący z niewielkiej Szuci. Napisał książkę poświęconą historii działających na terenie gminy Jedwabno jednostek OSP, którą właśnie wydała OSP Szuć. Niewiele pewnie osób wie, że prace nad wydawnictwem prowadził w trakcie zmagań z chorobą nowotworową. Dziś przyznaje, że zbieranie materiałów do publikacji i pisanie pomogły mu z nią wygrać. – Jestem żywym przykładem na to,
że rak to nie wyrok – mówi Sławomir Ambroziak. - Trzeba walczyć.
KRONIKARZ STRAŻY
Takim opracowaniem historii OSP nie może się pochwalić żadna gmina w powiecie szczycieńskim. Właśnie ukazała się publikacja pt. „Ochotnicze straże pożarne gminy Jedwabno w służbie ludzi i przyrody” autorstwa Sławomira Ambroziaka. Obszerne jej fragmenty są od kilku miesięcy drukowane na łamach „Kurka Mazurskiego”. Autor pracy, z wykształcenia prawnik, z zamiłowania historyk, pochodzi z Szuci. W 1993 roku, jako czternastoletni chłopiec wstąpił w szeregi tamtejszej OSP. Potem, już w trakcie studiów prawniczych w Toruniu, udzielał się w drużynie seniorów, pracował też z drużyną młodzieżową. – Ponieważ interesowałem się historią, zostałem nieformalnym kronikarzem naszej jednostki – wspomina Sławomir Ambroziak. Na podstawie dostępnych dokumentów, w 2004 roku opracował historię działającej od 1988 roku OSP Szuć. Praca została wydana w formie maszynopisu w zaledwie 30 egzemplarzach i stanowiła zaczątek większej publikacji, zwłaszcza że zainteresowania autora skupiały się wokół dziejów wszystkich jednostek z gminy Jedwabno. Dopiero jednak na początku 2012 roku dojrzała myśl o szerszym opracowaniu na ten temat. Wtedy też pojawiła się możliwość pozyskania środków na wydanie publikacji z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Inicjatywa nie zyskała jednak wsparcia gminy Jedwabno, więc trzeba było szukać prywatnych sponsorów. Pierwotnie publikacja miała ujrzeć światło dzienne pod koniec 2012 roku, ale z powodów finansowanych termin ten został przesunięty na koniec tego roku. Wydanie pracy Sławomira Ambroziaka zbiegło się w czasie z jubileuszem 25-lecia OSP Szuć.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA
Publikacja opisuje zarówno przedwojenne, jak i powojenne dzieje straży. Autor szereg dokumentów znalazł w Niemczech. Wystąpił nawet do Niemieckiego Muzeum Pożarnictwa w Fuldzie o udostępnienie zbiorów. Z kolei okres po 1945 roku opiera się nie tyle na archiwach, ile wspomnieniach żyjących jeszcze osób związanych z ochotniczym ruchem strażackim. – Chodziło mi o uratowanie tego, co ludzie mają w głowach. Za jakiś czas oni odejdą i zabiorą ze sobą te historie – tłumaczy Sławomir Ambroziak. Dzięki temu jego publikacja zawiera wiele lokalnych „smaczków”, anegdot zapamiętanych tylko przez strażaków, a nieobecnych w archiwach. W czasie pracy autor zebrał około pół tysiąca zdjęć, z czego opublikowanych zostało ponad 130, przeprowadził też rozmowy z 36 osobami. Przy gromadzeniu materiałów posiłkował się również starymi gazetami oraz z pozoru mało interesującymi dokumentami, jak choćby książka kasowa OSP Jedwabno. To w niej odnalazł zapis, że strażacy udzielili pożyczki ORMO. – Nawet takie dokumenty dają dużą wiedzę o historii i kwestiach obyczajowych – zauważa Sławomir Ambroziak. Publikacja akcentuje także ekologiczny wymiar działalności ochotniczych straży – akcję sprzątania Omulwi, festyny dla najmłodszych czy nakręcenie filmu o szkodliwości wypalania traw.
DIAGNOZA W WIELKI PIĄTEK
Praca Sławomira Ambroziaka jest wyjątkowa nie tylko ze względu na swoją zawartość. Niewiele osób wie, że zbierając do niej materiały zmagał się z chorobą nowotworową. W Wielki Piątek w 2011 roku zdiagnozowano u niego raka. Jak sam mówi, tylko dzięki szybkiej reakcji doktor Joanny Pawłowicz – Radosz udało zrobić to w samą porę.
– To, że żyję, zawdzięczam pani doktor. Ona zleciła mi odpowiednie badania i ukierunkowała dalsze leczenie – nie kryje wdzięczności Sławomir Ambroziak. Dzień, w którym dowiedział się o chorobie, był dla niego bardzo trudny. Zbliżała się Wielkanoc, czas rodzinnych spotkań i radości, jemu jednak do śmiechu nie było.
– W święta zastanawiałem się, czy dotrwam do Bożego Narodzenia. Myślałem też, co będzie z moją żoną i 10-miesięcznym synkiem – wspomina. Drugiego dnia Świąt Wielkanocnych sam pojechał nad Omulew. – Patrzyłem na krajobraz, przyrodę. Dopiero tydzień po diagnozie powiedział o niej mamie. – Widziałem, że był to dla niej wstrząs – opowiada. Kilka tygodni później przeszedł operację. Lekarze usunęli mu dwa guzy – jeden wielkości 7x8 cm, drugi o średnicy 1,5 centymetra.
– Na początku nie dawali mi większych szans na przeżycie, choć przyznali to dopiero po roku – mówi. Po operacji nastawił się na ciężką walkę. Okazało się, że zabieg został przeprowadzony dosłownie w ostatniej chwili, zanim nowotwór zaczął dawać przerzuty.
RAK NIE WYROK
Przez pół roku pan Sławomir poddawany był chemioterapii. Zabiegi te wspomina jako bardzo wyczerpujące i osłabiające organizm.
– Przez dwa dni po chemii nie mogłem spać. Chodziłem bez celu, nie wiedziałem, co robić. Pomagała mi myśl o rodzinie i tym, że mam jeszcze tyle do zrobienia i że muszę to zrobić.
Dlatego starał się funkcjonować tak, jakby nic się nie działo. Pisał, przygotowywał imprezy z OSP Szuć. Pomiędzy chemiami był też w Niemczech po materiały do swojej publikacji. Z czasem jego wyniki się poprawiały. Dziś jest już w pełni aktywny – nadal pisze o historii, pracuje, zajmuje się domem i rodziną. – Żona śmieje się, że ciągle mnie gdzieś nosi – uśmiecha się. – To, co przeszedłem, pozwoliło mi bardziej poczuć życie. Nauczyło, żeby każdy dzień wykorzystać do maksimum – mówi. Przekonuje, że jest żywym przykładem na to, że rak to wcale nie wyrok. – Wielu chorych zamyka się w sobie. To błąd, bo kontakt z ludźmi, rozmowa bardzo pomagają – zauważa. Przyznaje, że część osób z jego otoczenia, na wieść o chorobie, zaczęła go unikać. – Bali się, że będę się żalił. Nie bardzo wiedzieli, jak się zachować w stosunku do mnie.
To, przez co przeszedł, uświadomiło mu również, że szkoda czasu na błahostki i nieistotne sprawy. – Stałem się bardziej bezpośredni w kontaktach z innymi osobami. Jeśli ktoś „przynudza” albo opowiada jakieś mało znaczące rzeczy, potrafię mu to powiedzieć prosto w oczy.
Ewa Kułakowska
{/akeebasubs}
