Burmistrz Krzysztof Mańkowski miał zastraszać będących w opozycji do niego radnych, grożąc jednemu z nich prokuraturą i uzależniając swoje zeznania od jego głosowań nad proponowanymi przez siebie projektami uchwał. Takie rewelacje na sesji absolutoryjnej ujawnił radny Zbigniew Orzoł. W odpowiedzi włodarz zagroził, że ujawni treść tajemniczej „kartki”, z którą przyszli do niego na początku kadencji przedstawiciele klubu „Wszystko dla Szczytna – PSL”. - Niech pan burmistrz pokaże tę kartkę dziś – zachęcał Mańkowskiego przewodniczący rady Tomasz Łachacz.
WYBÓR MIĘDZY DŻUMĄ A CHOLERĄ
Choć sesje Rady Miejskiej w Szczytnie od kilku już lat przebiegają w napiętej atmosferze spowodowanej konfliktem między burmistrzem a mającym większość klubem radnych „Wszystko dla Szczytna – PSL”, to tego, co wydarzyło się podczas ostatniego posiedzenia pewnie nikt się nie spodziewał. Podczas burzliwej dyskusji nad udzieleniem włodarzowi wotum zaufania, głos zabrał radny Zbigniew Orzoł. Przybliżał on uczestnikom obrad kulisy zawiązania i rozpadu koalicji pomiędzy klubem „Wszystko dla Szczytna – PSL” a popierającym Mańkowskiego ugrupowaniem „Razem dla Mieszkańców”. Cofnął się do czasów kampanii wyborczej w 2018 r., kiedy to obecny włodarz zmierzył się w II turze z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości Zbigniewem Gontarzewskim.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
SZANTAŻ CHATKĄ
Następnie radny przywołał sytuację, która miała miejsce kilka lat temu w związku z tworzeniem punktu informacji turystycznej na pl. Juranda. W tym celu burmistrz szukał drewnianego domku, w którym mogłaby się ona mieścić w sezonie letnim. Wówczas Orzoł zaproponował, że mógłby udostępnić taki obiekt, będący na stanie LOT. Chodziło o drewnianą „chatkę”, która przed laty pełniła już funkcję punktu informacji turystycznej i została zabrana z placu, kiedy ówczesna burmistrz Danuta Górska zdecydowała o utworzeniu punktu informacji turystycznej w MDK-u. Nieużywany domek trafił na działkę dzierżawioną przez Orzoła od Lasów Państwowych w Kobyłosze. Tam też przyjechał burmistrz, aby go obejrzeć. - Tuż po tej wizycie odbywała się sesja, na której zagłosowałem przeciw uchwale, którą zaproponował burmistrz. Krótko po tej sesji otrzymałem od niego telefon z prośbą o spotkanie – relacjonował radny. - Wtedy usłyszałem z ust pana burmistrza, że interesuje się mną prokuratura, gdyż podejrzewają mnie rzekomo, że wykorzystywałem ten domek na własne cele i mogłem złamać prawo – kontynuował swoją opowieść radny, przechodząc do najbardziej bulwersujących szczegółów. - Burmistrz powiedział mi, że jeszcze dziś ma przesłuchanie i spytał mnie tajemniczo, co według mnie ma powiedzieć. Jak to usłyszałem, to mnie zamurowało. Po chwili powiedziałem: Powiedz Krysiek całą prawdę – ujawniał radny, dodając, że w tym momencie „opadły mu ręce”, bo wiedział, że cała ta historia to „ściema”. - Sam sobie ją wymyślił. Nie chciałem kontynuować tej rozmowy, wyszedłem, trzasnąwszy drzwiami i zastanawiałem się, co z tym zrobić. Zastanawiam się do dziś – mówił Orzoł. - Jak państwo myślicie, co chciał osiągnąć tym pan burmistrz? - pytał uczestników sesji, dodając, że miał jeszcze dwie podobne sytuacje, tak samo zresztą, jak jego koleżanka i koledzy z klubu „Wszystko dla Szczytna – PSL”. - Nie mam zaufania do burmistrza i człowieka, który działa metodami rodem z minionej epoki – podsumowywał swoje wystąpienie Zbigniew Orzoł.
TAJEMNICZA KARTKA
Głos po nim zabrał Mańkowski, który nie odniósł się jednak do opowiedzianej przez radnego sytuacji. Przedstawił natomiast własną wersję rozpadu koalicji rządzącej miastem. - Panie Orzoł, nasza współpraca się skończyła, kiedy przyszliście do mnie na spotkanie z dwójką kolegów i z pewną kartką, na której było dziewięć wpisów. Ta kartka jest i ujrzy światło dzienne, kiedy będzie trzeba – zapowiedział burmistrz. Na jego słowa zareagował przewodniczący Rady Miejskiej Tomasz Łachacz. - To może niech pan burmistrz pokaże kartkę dziś, bo ja już mam dosyć tych pańskich insynuacji i zastraszeń – mówił, radząc włodarzowi, aby z większą pokorą reagował na krytykę swoich poczynań. Dodawał, że sam również mógłby opowiedzieć o panujących w bieżącej kadencji relacjach z burmistrzem, ale nie chce tego robić na publicznym forum. - Nasze relacje są fatalne nie tylko na linii burmistrz – radni, ale też na linii człowiek – człowiek – konkludował szef rady.
PAN SIĘ LEDWO PRZEŚLIZGNĄŁ
Wcześniej Mańkowski w swoim stylu zareagował również na wystąpienie radnego Pawła Krassowskiego, który m.in. wyrażał swoje wątpliwości dotyczące gospodarowania mieszkaniami komunalnymi w Szczytnie (piszemy o tym w innym miejscu). Kiedy burmistrz wszedł na mównicę, z której przed chwilą wypowiadał się Krassowski, nie szczędził mu złośliwości. - Ledwo doszedłem do tego miejsca, bo tyle wody pan nalał, że aż w butach mokro – ironizował. Przy okazji kwestionował mandat radnego do wypowiadania się w imieniu mieszkańców. - Żeby z takim orędziem występować, to trzeba mieć poważny mandat społeczny, którego pan w moim przekonaniu nie ma. Ugrupowanie, z którego pan startował ledwo przekroczyło próg wyborczy, a pan się prześlizgnął jako jedyny – wypominał Krassowskiemu, dodając jeszcze, że kandydatka na burmistrza z jego ugrupowania w historii bezpośrednich wyborów w Szczytnie osiągnęła najgorszy wynik. - To obraża nie tylko mnie, ale również 254 mieszkańców naszego miasta, którzy w ostatnich wyborach zagłosowali za tym, abym sprawował ten mandat – odpowiadał burmistrzowi radny.
Włodarza gorliwie wspierał Robert Siudak z klubu „Razem dla Mieszkańców”. On z kolei sugerował, że radni, nie udzielając Mańkowskiemu wotum zaufania i absolutorium, kierują się wskazówkami swoich partyjnych liderów.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
