Zima – co najmniej pod koniec lutego - dość wyraźnie odpuściła.

Klenczon na wyrębieZnaki dawała głównie nocami i wczesnymi rankami, gdy zdarzały się jeszcze przymrozki. Odnosimy wrażenie, że większość odpowiedzialnych za trzymanie porządku na chodnikach doszła do wniosku, że z posypywaniem czymkolwiek – skoro już nie pada – można dać sobie spokój. Efekt był taki, że przed tygodniem w wielu miejscach jeszcze około 8 rano chodniki wyglądały w wielu miejscach jak lodowiska (fot. 1), a sam „Kurek”, choć na nogach zdołał się mimo kilku poślizgów utrzymać, widział, jak przewracali się inni. W godzinach późniejszych robiło się jednak znacznie cieplej, a to znak, że można przystępować w mieście do przedwiosennych porządków. Na początek poszły drzewa. Już parę ładnych tygodni temu na wielu okazach namalowano znaki przypominające o całkowitym wycięciu lub pozbyciu się niebezpiecznych gałęzi. Efekty prac najbardziej widać na pasażu pomiędzy ruinami zamku a kościołem baptystów. Krzysztof Klenczon, owinięty szalem, gra swoje największe przeboje, a tle mamy prawdziwy wyrąb (fot. 2). Po kilku okazałych drzewach zostały jedynie pnie, z niektórych usunięto tylko konary. Pocięte drewno znajdowało się w miniony weekend także poza kadrem, zarówno w stronę plaży, jak i gmachu sądu.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

 

JEMIOŁA PRAWIE WSZĘDZIE

Większość osób kojarzy sobie przepisy dotyczące wycinki drzew. Kilka lat temu zostały one złagodzone – a efekty, jak pamiętamy, nie były najlepsze, ponieważ w wielu miejscach kraju zbyt ochoczo przystąpiono do prawdziwych wyrębów. Powrócono zatem do starych reguł. Zasadniczo drzewa nie powinny być ścinane od początku marca do połowy października. Dotyczy to generalnie miejsc związanych przede wszystkim z występowaniem ptasich gatunków chronionych, ale wytyczne zawierają sporo niuansów.  Dozwolone są uzasadnione wycinki, jednak czynienie tego w sezonie lęgowym hurtem uchodzi za łamanie przepisów.   
Wspomniana wycinka miejska objęła, choć w mniejszym zakresie, także ul. Władysława IV. Oto dla przykładu pierwsze drzewo na tej ulicy od strony przejazdu kolejowego. Drzewo, którego już nie ma (fot. 3).

Rosło ono, gdy robiliśmy zwiad w tym rejonie tydzień wcześniej – było wówczas jednak odpowiednio oznaczone (fot. 4). Na problem drzew rosnących przy ul. Władysława IV zwróciła uwagę jedna z naszych Czytelniczek. Co jakiś czas widzi się wycinkę czy też dziwne “zabiegi” przycinania konarów drzew . Oczywiście zrozumiałe jest, gdy  drzewo jest chore itp. Sprawę, którą chciałabym podnieść, to lipy na ul. Władysława IV w Szczytnie. Zauważyłam, że wycina się uschnięte, ale jest jeszcze ostatnich kilka sztuk,  które „umierają, stojąc”. Są tak obrośnięte jemiołą, że niedługo i one uschną. Czy nie można (już ostatnie chwile) uratować tych drzew i oczyścić, póki ptaki nie założą gniazd?” – czytamy w mailu. Na fot. 5 pokazujemy, że na opisywanej ulicy faktycznie mamy cały ciąg drzew (nie zostały one oznakowane) zaatakowanych przez jemiołę. Ten pasożyt (będący równocześnie tradycyjną bożonarodzeniową ozdobą) czuje się jednak coraz lepiej w Szczytnie i tak na oko opanował już połowę naszych wyższych drzew. Odnosimy wrażenie, że koszty usunięcia jemioły w całym mieście byłyby zbyt wysokie. O tym problemie (typowym także dla innych miejscowości) już swego czasu pisaliśmy – nie wystarczy samo odcięcie jemioły od gałęzi, należałoby jeszcze wykonać tzw. łyżeczkowanie, czyli dokładniejsze oczyszczenie ze śladów po szkodniku. A to już byłoby dodatkowo bardzo czasochłonne.

 

WŁADYSŁAWA DO POPRAWKI

Wróćmy jeszcze raz do zdjęcia nr 3. Osoby częściej poruszające się ul. Władysława IV zauważą, że oprócz drzewa znikł tam także znak dotyczący zakazu jazdy rowerem. Ścieżka, przebiegająca obok chodnika, znajduje się po lewej stronie jezdni i jest oznakowana. Znak zakazujący poruszania się po jezdni rowerem znajduje się około 200 m dalej (tuż za skrzyżowaniem  z ul. Jagiellończyka – fot. 6) i jest konsekwentnie powtarzany do granic miasta – a nawet dalej.
Ścieżka rowerowa przecina kilka zjazdów z ul. Władysława IV – ale nie jest ona tam odpowiednio oznakowana. W innych częściach miasta są znaki odwołujące na krótko ścieżkę i nakazujące przeprowadzenie roweru przez pasy (ul. Piłsudskiego) lub  mamy odpowiednio oznakowane przejazdy dla rowerzystów. Na Władysława IV nie pojawia się żadne z tych rozwiązań. Rowerzyści kilka razy żalili się nam na tylko trochę obniżone krawężniki (fot. 7), przez które muszą ową ścieżką przejeżdżać, gdy przemieszczają się po skrzyżowaniu. Odnosimy jednak wrażenie, że taka jazda nie jest zgodna do końca z przepisami. Inna sprawa, że  ci, którzy ową ścieżkę projektowali i wykonywali, zapomnieli o tym, by do takich niejasności, grożących niekiedy wypadkiem, nie dopuszczać.

Ulica Władysława IV należy do bardziej niebezpiecznych w naszym mieście – jest dość długa, ma tylko jeden delikatny zakręt, znajduje się poza centrum, co prowokuje mniej zdyscyplinowanych kierowców do naciskania na pedał gazu. Do końca lutego miały się tu znaleźć postulowane spowalniacze – ale do niedzieli się nie znalazły. Podobnie sprawa wygląda z drugą stroną przejścia dla pieszych przez przejazd kolejowy. Tu pracy będzie chyba więcej, ale roboty  do końca poprzedniego miesiąca nie ruszyły (fot. 8).

 

 

 

 

KONIEC UROKÓW ZIMY?

Wprawdzie fachowcy od pogody zapowiadają jeszcze kilkudniowe ochłodzenie z minusowymi temperaturami, ale na powrót śnieżnej otuliny nie możemy jednak liczyć – i raczej tego nie chcemy. Biało jest jeszcze ewentualnie w lasach i miejscach zacienionych, lecz w strefie zabudowanej pozostały tylko marne resztki białego puchu. Niekiedy tworzą one bardzo nieestetyczną całość z tym, co zostawiają po sobie lubiące Szczytno kawki. Oto zdjęcie nadesłane przez jednego z naszych Czytelników (fot. 9). Podobnie wygląda chodnik (już bez śniegu) po drugiej stronie pokazywanej tu ul. Odrodzenia. Centrum Szczytna od lat boryka się z siedzącymi na drzewkach kawkami. Siedzącymi i… wiadomo, co robiącymi. Różne sposoby nie pomagają. Pozostałoby chyba wycięcie drzewek, ale dodają one przecież uroku tej ulicy. „Kurek” co jakiś czas widzi ekipy porządkowe szorujące chodniki, jednak wszystko wraca wkrótce do nieestetycznej normy. I tak jest w okresie jesienno-zimowym – brudy przykrywa wtedy tylko świeży opad białego puchu.
Tegoroczna zima umożliwiała tworzenie figur ze śniegu, a obdarzone fantazją dzieci lepiły nie tylko bałwany. W ostatni weekend wydawało się nam, że na jednej ze szczycieńskich ulic widzimy lekko surrealistyczną figurę, mającą kształt wspartego na krawędzi prostopadłościanu (fot. 10). Po bliższym przyjrzeniu się okazało się, że tak surrealistycznie wygląda podparta zlodowaciałym śniegiem wyrzucona lodówka.  

 

ŻARTY SIĘ SKOŃCZYŁY

Skwerek przed szczycieńskim Zespołem Szkół nr 2 to chyba najbardziej dynamicznie zmieniające sie miejsce w naszym grodzie. Ledwo napisaliśmy o ostatnich problemach, a już mamy tam sporo zmian. Tabliczkę z napisem poprawiono, zdemontowano (chyba tylko czasowo) wahadło Newtona, czyli kulki, a dodatkowo umieszczono informację, że teren jest monitorowany (fot. 11). Podobna tabliczka znajduje się także przy pobliskiej  szpilkowej ramce do pin artu, także niszczonej przez niewyedukowaną część społeczeństwa. Mamy XXI wiek, ale być może tylko takie ostrzeżenia mogą zadziałać na niesubordynowanych obywateli.

Tekst i foto (w większości):
G.P.J.P.{/akeebasubs}