Kryzys na linii większość rady – burmistrz trwa w najlepsze. Czy uda się go zażegnać?

Kłótnia w obozie władzy
Remont ul. Gdańskiej to na razie zaledwie jedna z dwóch inwestycji, na które miastu udało się już pozyskać dofinansowanie

Po tym, jak większość radnych nie zgodziła się na zaciągnięcie przez miasto 7,5-milionowego kredytu, w szczycieńskim samorządzie wrze. Ze strony burmistrza oraz jego zwolenników padają oskarżenia pod adresem drugiej strony, że ta wywróciła tegoroczny budżet do góry nogami. Pojawiają się nawet sugestie o tym, że płynność finansowa samorządu może być zagrożona, a pracownicy jednostek podległych nie otrzymają na czas wynagrodzeń. Z kolei przedstawiciele największego klubu radnych „Wszystko dla Szczytna” i PSL przekonują, że są za kredytem, ale tylko na te zadania, na które miasto uzyskało dofinansowanie, a tymczasem jego pozyskiwanie na razie nie idzie burmistrzowi najlepiej. Kto tu ma rację i jak wybrnąć z tej kłopotliwej sytuacji? {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Pytamy o to przewodniczącego Rady Miejskiej Tomasza Łachacza („Wszystko dla Szczytna” i PSL) oraz wiceprzewodniczącego Pawła Malca („Razem dla Mieszkańców”.)

 

 

 

Rozmowa z przewodniczącym Rady Miejskiej Tomaszem Łachaczem

Nie damy się postawić pod ścianą

Tomasz Łachacz: - Jesteśmy za kredytem, ale tylko na te inwestycje, na które miasto uzyskało dofinansowanie zewnętrzne

- Czy od czasu sesji, na której nie zgodziliście się na zaciągnięcie przez miasto kredytu w zaproponowanej przez burmistrza Mańkowskiego wysokości doszło do jakichś rozmów pomiędzy nim a wami?

- Po sesji nie było żadnej rozmowy. Burmistrz unikał kontaktu z nami. W końcu ja wyszedłem z inicjatywą spotkania i zadzwoniłem do niego, prosząc o rozmowę. Doszło do niej pomiędzy burmistrzem a mną, jako przewodniczącym rady.

- Czy doszliście do jakiegoś porozumienia?

- Podczas spotkania powtórzyłem to, o czym mówiliśmy na komisjach poprzedzających sesję i podczas obrad. Jeszcze raz chcę jasno podkreślić, bo w tej sprawie pojawiło się w przestrzeni medialnej wiele przekłamań, że my jesteśmy za kredytem, ale tylko na te inwestycje, na które miasto uzyskało dofinansowanie zewnętrzne. Tymczasem spośród pięciu inwestycji, które miałyby być zasilone kredytem, tylko dwie takie dofinansowanie mają. Chodzi tu o projekt związany ze zrównoważonym transportem oraz remont ulicy Gdańskiej. Pozostałe, takie jak stadion przy ul. Śląskiej oraz remonty ulic Orzeszkowej i Piaskowej żadnego dofinansowania na dziś nie otrzymały. To oznacza, że wzięcie na te zadania kredytu w takiej wysokości, jak chciał burmistrz, skutkowałoby koniecznością zaciągnięcia kolejnego kredytu. Takim posunięciem postawiłby radnych pod ścianą w sytuacji, gdy brakuje środków zewnętrznych.

- Podczas sesji burmistrz stwierdził, że rozwaliliście budżet. Z kolei wspierający go radni z klubu „Razem dla Mieszkańców” zarzucali wam niekonsekwencję, mówiąc, że z jednej strony go przyjęliście, a z drugiej zanegowaliście źródła jego finansowania.

- Byliśmy za budżetem i Wieloletnią Prognozą Finansową, bo popieramy zapisane tam inwestycje. Uważamy jedynie, że branie wysokiego kredytu w niepewnych czasach pandemii na zadania, które nie mają zapewnionego dofinansowania, jest ryzykownym posunięciem. My proponujemy, aby wszystkie zapisane w budżecie inwestycje w nim pozostały. Kredyt na nie możemy zaciągnąć w momencie, kiedy pozyskamy środki zewnętrzne.

- Co na to wszystko burmistrz?

- Na razie obstaje przy swoim. Będziemy jednak nadal z nim rozmawiać, tym razem z udziałem szefów wszystkich klubów radnych. Chciałbym doprowadzić do takiego spotkania jak tylko burmistrz wróci z urlopu.

- Może kryzys udałoby się zażegnać, rezygnując z budowy stadionu przy ul. Śląskiej?

- Osobiście chcę, aby w Szczytnie powstał stadion z prawdziwego zdarzenia. Wraz z moimi kolegami z klubu zabiegaliśmy o to jeszcze w poprzedniej kadencji. Burmistrz obiecał nam, że zdobędzie na to zadanie dofinansowanie z ministerstwa i zapisał te pieniądze w budżecie. W grudniu okazało się jednak, że Szczytno środków nie otrzymało. To przykre, bo dostały je m.in. Giżycko czy Pisz. Należałoby się zastanowić, dlaczego tak się stało.

- Mówił pan na sesji, że burmistrz w ogóle nie rozmawiał z wami na temat projektu budżetu.

- Zbierane były jedynie nasze wnioski na komisjach, ale żadnej dyskusji i spotkania na ten temat nie było. Burmistrz podkreśla, że konstruowanie budżetu to wyłącznie jego kompetencja. Można odnieść wrażenie, że radni w ogóle nie mieli na niego żadnego wpływu. Na pewno nie było też rozmowy o wysokości kredytu.

- Burmistrz oraz jego współpracownicy sugerują, że wasza niezgoda na zaciągnięcie kredytu może zagrozić płynności finansowej miasta. Pojawiły się nawet sugestie, że z tego powodu pracownicy podległych jednostek nie dostaną na czas pensji.

- Dziwią mnie takie nieprawdziwe wypowiedzi. Uważam, że ktoś tu niepotrzebnie straszy naszych mieszkańców. Kredyt jest na inwestycje, a nie na wydatki bieżące, w tym wypłaty pensji dla pracowników jednostek. Te są w budżecie zabezpieczone. Zapewniam, że nie straciliśmy i nie stracimy płynności finansowej. Nie ma żadnego zagrożenia finansowego dla miasta. Nie jest prawdą, że zablokowaliśmy spłatę wcześniejszych kredytów. Nam chodziło tylko o zobowiązania na inwestycje bez dofinansowania.


Rozmowa z wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej Pawłem Malcem

NIECH PANOWIE Z PSL PÓJDĄ PO ROZUM DO GŁOWY

Paweł Malec: - Najgorsze, że te wszystkie polityczne gierki odbywają się kosztem mieszkańców

- Jakie widzi pan wyjście z obecnej sytuacji po tym, jak większość radnych zagłosowała przeciw zaciąganiu przez miasto kredytu w wysokości 7,5 miliona?

- Sytuacja jest bardzo trudna. Nie wiem, czym się kierowali radni, którzy najpierw byli za uchwałą budżetową, w której ten kredyt był przecież zapisany, a już za następną w sprawie samego kredytu – nie. Nie miałbym do nich pretensji, gdyby od początku zachowali się konsekwentnie i zagłosowali przeciw budżetowi. Z jednej strony chcemy jak najwięcej inwestować, z drugiej odrzucamy źródła finansowania tych zadań. Uważam, że trzeba zaciągnąć kredyt, zwłaszcza że nasze zadłużenie, w porównaniu do innych samorządów, nie jest wysokie i utrzymuje się na bezpiecznym poziomie. Nawet po wzięciu kredytu w proponowanej przez burmistrza wysokości wyniosłoby tylko 18%. Rozumiałbym te obawy, gdyby nasze zadłużenie sięgało 40%.

- Przewodniczący Łachacz zapewnia, że radni są za zapisanymi w budżecie inwestycjami, ale nie chcą, by były one w całości finansowane z kredytów, tylko z pozyskanych środków zewnętrznych.

- Moim zdaniem całym swoim zachowaniem chcieli tylko udowodnić burmistrzowi, że mają większość. Nie widzę innego powodu takiego postępowania. Przecież w ich okręgach jest dużo zaplanowanych inwestycji. Dlatego dziwię się, że byli przeciw. Zobaczymy, co będzie, jak przyjdzie nam z nich zrezygnować. Dziwne jest też to, że ci sami radni, którzy teraz byli przeciw kredytowi, w poprzedniej kadencji głosowali za tym, aby brać go na budowę InnoPolice, będące wielką niewiadomą. Wtedy o nic się nie martwili. Najgorsze, że te wszystkie polityczne gierki odbywają się kosztem mieszkańców.

- Podobno burmistrz nie rozmawiał z największym klubem „Wszystko dla Szczytna” i PSL na temat budżetu.

- To nieprawda. Burmistrz zapraszał na spotkania wszystkich koalicjantów. Bywało jednak tak, że przychodziliśmy na nie tylko my (radni klubu „Razem dla Mieszkańców – przyp. red.), od nich jedna lub dwie osoby, a zdarzało się, że nikt. Już wtedy można było odnieść wrażenie, że coś kombinują.

- Wracam do mojego pierwszego pytania. Jakie pan widzi wyjście z tej sytuacji? Widzę tylko jedno: że panowie z PSL odłożą na bok swoje polityczne przekonania i pójdą po rozum do głowy, bo już widać, co sądzą o nich mieszkańcy.

Rozmawiała:

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}