Sąsiedztwo z linią kolejową stało się dla Małgorzaty Kozickiej z Olszyn nie lada kłopotem. PKP nakazało jej wyciąć na własny koszt część lasu, którego jest właścicielką. Kobieta się na to nie zgadza i obawia się, że degradacji mogą ulec również inne należące do niej grunty rolne. Kolej tłumaczy, że podjęte działania wynikają z odgórnych przepisów i wszyscy bez wyjątku muszą się do nich stosować.
WYTNĄ LAS, ZNISZCZĄ ŁĄKĘ
Małgorzata Kozicka jest właścicielką gospodarstwa rolnego w Olszynach. Część wchodzących w jego skład gruntów sąsiaduje z linią kolejową Olsztyn – Ełk. Do pani Małgorzaty należy również liczący ponad 50 lat las znajdujący się w bliskiej odległości od torów. Kilka tygodni temu mieszkankę Olszyn odwiedził przedstawiciel PKP i oznajmił jej, że musi wyciąć drzewa rosnące przy szlaku kolejowym.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
KOLEJ: TAKIE JEST PRAWO
Łukasz Michałowski z Zakładu Linii Kolejowych w Olsztynie zaprzecza, aby działania PKP miały związek z planowaną modernizacją szlaku do Ełku. Jak wyjaśnia, podobne czynności są wykonywane na terenie całego kraju, a wynikają z odgórnych przepisów ministerialnych. - Rozporządzenie ministra mówi, że w odległości 15 metrów od osi torów nie mogą rosnąć żadne drzewa i krzewy, a oprócz tego należy wykonać jeszcze 4-metrowe pasy przeciwpożarowe – tłumaczy. Potwierdza, że jeśli pani Małgorzata nie zgodzi się na wycinkę drzew, to wtedy kolej wystąpi o pozwolenie na nią do starostwa i sama je usunie, pozostawiając drewno właścicielowi działki. - Nie prowadzimy z tą panią żadnej wojny. Jako zarządcy linii, musimy chronić lasy od pożarów – mówi Łukasz Michałowski.
Mieszkanka Olszyn nie może też liczyć na żadne odszkodowania. Przepisy stanowią bowiem, że nie należy się ono w przypadku, gdy las został posadzony już po wybudowaniu linii kolejowej. Ta do Ełku powstała jeszcze pod koniec XIX w.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
