Ponad 7 dni w często skrajnych zimowych warunkach zajęło Rafałowi Kotowi pokonanie Głównego Szlaku Beskidzkiego. Do mety dotarł po 177 godzinach i 59 minutach, szybciej o ponad 1,5 godziny od dotychczasowego rekordu trasy.

Kolejny rekord Rafała Kota
Rafał Kot: - Moim celem było przeżycie wielkiej przygody z dala od covidowej rzeczywistości

Już nie tylko letni rekord najszybszego pokonania Głównego Szlaku Beskidzkiego należy do Rafała Kota. Szczycieński maratończyk dokonał kolejnego wyczynu i na liczącym przeszło 500 km i 20 tys. metrów przewyższenia najdłuższym pieszym szlaku turystycznym w Polsce pokusił się także o rekord zimowy. Do mety dobiegł po 177 godzinach i 59 minutach, szybciej o ponad 1,5 godziny od dotychczasowego najlepszego osiągnięcia Krzysztofa Kośnego.

Na trasę wyruszył z Ustronia 5 marca o godz. 6:30. Przemierzał ją w warunkach często skrajnych.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  – Od kilku śnieżyc w Beskidzie Śląskim i Sądeckim, przez pogodową nieprzewidywalność Babiej Góry, słońce i cudne widoki w Gorcach, fenomenalny zachód słońca na Policy, po zamieć i sztormowy wiatr w Bieszczadach – relacjonuje zawodnik. Baza gastronomiczna i noclegowa nie we wszystkich sytuacjach była dostępna. Zdarzyło się, że przyszło mu nocować jedynie w śpiworze puchowym przy 15 stopniach mrozu w szopie z drewnem (w sąsiedztwie obozowiska przebudzonego już niedźwiedzia) albo pokonać kilkudziesięciokilometrowy etap tylko na podgrzewanym na palniku kubku kawy i talerzu zupy.

Wyczynowi biegacza ze Szczytna bacznie przyglądali się pogranicznicy

- Zima nie odpu szczała na trasie nawet na chwilę. Trzeba było mocno powalczyć, by osiągnąć zamierzony wynik sportowy. Szczególnie bieszczadzka zamieć i samotne, nocne, bardzo mroźne odcinki dawały się we znaki. Praktycznie do samego końca nie byłem pewien czy uda mi się poprawić dotychczasowy rekord – przyznaje zawodnik.

Dlaczego porwał się na tak wyczerpujące wyzwanie?

Przed zaśnięciem przy 15-stopniowym mrozie wyjątkowo smakowała podgrzana na palniku zupa

- Moim celem był z jednej strony wynik sportowy, ale także przeżycie wielkiej przygody z dala od covidowej rzeczywistości, zmierzenie się z siłami natury, ale także chęć pokazania całego piękna tego szlaku i polskich gór – mówi Rafał Kot. Jego zmagania na trasie uwieczniał znany sportowy fotograf – Piotr Dymus i ekipa filmowa specjalizująca się w rejestrowaniu wyczynów górskich -”Szczytografia”. Zapowiada się, że już niedługo będziemy mogli obejrzeć niezwykły film z tego wydarzenia.

Główny Szlak Beskidzki im. Kazimierza Sosnowskiego zaczyna się w Ustroniu, a kończy w Wołosatem i biegnie przez siedem pasm górskich – Beskid Śląski, Beskid Żywiecki i Makowski, Gorce, Beskid Sądecki, Beskid Niski i Bieszczady, a najwyższym punktem na trasie jest Babia Góra (1725 m). Przypomnijmy, że rekord letni, który Rafał Kot ustanowił pół roku temu wynosi 107 h 19 min.

(r)/fot. Piotr Dymus{/akeebasubs}