- Odkąd wójt wprowadził nową panią dyrektor, działamy na zasadzie zastraszenia – mówiła podczas sesji Rady Gminy w Wielbarku Urszula Olender, jedna z nauczycielek samorządowego przedszkola.

W placówce od dawna już trwa konflikt pomiędzy częścią pedagogów a dyrektor Małgorzatą Redynk. W spór zaangażowali się również rodzice dzieci. Wójt Grzegorz Zapadka przyznaje, że nie ma pomysłu na naprawę patowej sytuacji.

Konflikt w przedszkolu

BEZZASADNA SKARGA

W wielbarskim Przedszkolu Samorządowym im. Jana Brzechwy już od dłuższego czasu trwa konflikt pomiędzy dyrekcją a kilkoma nauczycielkami. W spór zaangażowali się także rodzice dzieci. Część z nich stoi po stronie dyrektor Małgorzaty Redynk, inni popierają jej przeciwniczki. Na początku tego roku jedna z matek wystosowała do olsztyńskiego kuratorium skargę na działalność kierownictwa przedszkola. Zarzuciła dyrektorce, że stwarza ona zagrożenie bezpieczeństwa dzieci, a także prowadzi niewłaściwą rekrutację do placówki. Zwraca również uwagę na złe stosunki międzyludzkie. Kuratorium uznało, że organem odpowiednim do rozpatrzenia skargi jest komisja rewizyjna Rady Gminy Wielbark. Ta stwierdziła jednak, że zarzuty pod adresem dyrektor Redynk są bezpodstawne.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

W uzasadnieniu stanowiska czytamy m.in., że za bezpieczeństwo dzieci bezpośrednio odpowiada zajmujący się nimi nauczyciel. Z kolei rekrutacja do przedszkola odbywa się na podstawie regulaminu i nie prowadzi jej jednoosobowo dyrektor, lecz komisja złożona również z przedstawicieli rady pedagogicznej i rady rodziców oraz urzędu gminy. Radni badający zasadność zarzutów zgłaszanych przez matkę orzekli też, że dyrekcja placówki nie ma obowiązku tłumaczenia się rodzicom ze swoich działań dotyczących pracowników. Uchwałę w sprawie uznania skargi za bezzasadną wielbarska rada podjęła podczas marcowej sesji. Za była większość, dwie osoby wstrzymały się od głosu.

NA ZASADZIE ZASTRASZENIA

Obradom przysłuchiwały się jedna z nauczycielek skonfliktowanych z dyrektorką, Urszula Olender oraz składająca skargę matka. Wynik głosowania mocno je rozczarował. - – Bezzasadne jest to, że państwo głosujecie, a nie wysłuchaliście drugiej strony – - zwracała się do radnych Urszula Olender, dodając, że występuje w imieniu innych nauczycielek przedszkola.

Przypomniała, że sprawą bezpieczeństwa dzieci, po interwencji rodziców zajmowała się wcześniej komisja oświaty. Jej zdaniem dopiero to zmusiło dyrektor do poprawy sytuacji. W alarmistycznym tonie opisywała również panujące w placówce relacje międzyludzkie. - – W przedszkolu dzieje się bardzo źle. Odkąd pan wójt wprowadził nową panią dyrektor, działamy na zasadzie zastraszenia – - mówiła Urszula Olender. Według niej, po objęciu stanowiska przez Małgorzatę Redynk, wójt Grzegorz Zapadka miał grozić pracownikom. -– Jeżeli nie będziecie się słuchać pani dyrektor, to zamknę przedszkole i będę was wszystkich zwalniał – - tak, według relacji nauczycielki, miał przemawiać włodarz do zatrudnionych w placówce.

Urszulę Olender zdziwiło także zachowanie radnych podczas sesji. Sugerowała, że i oni obawiają się wójta Zapadki. – Państwo tak głosujecie zawsze wszyscy „za”. Ja tyle lat pracuję z dziećmi i jeszcze nigdy nie widziałam, żeby się tak we wszystkim zgadzały. Ale jak wy się zgadzacie, to może tu jest po prostu raj – ironizowała nauczycielka, wywołując u części radnych wzburzenie. Relacjonowała też wizytę Grzegorza Zapadki w przedszkolu, w trakcie której miał krzyczeć na nauczycielki w obecności dzieci. - – Mogę to wszystko udokumentować – - zapewniała. Jej zdaniem konfliktu nie wywołały nauczycielki, ale u jego podstaw legł brak zainteresowania przedszkolem ze strony dyrektor Redynk. - – Jest tu jedno wielkie kłamstwo. Odwołajcie się do swoich sumień – - zakończyła swoje wystąpienie Urszula Olender.

BYŁ KONKURS, NIE CHCIAŁY STARTOWAĆ

Zarzuty nauczycielki oburzyły Barbarę Kordek, matkę dziecka uczęszczającego do przedszkola. Starsze dzieci kobiety chodziły do szkoły w Wesołowie, którą wcześniej kierowała Małgorzata Redynk wraz z mężem i wspominają ją bardzo dobrze. - – To, co pani mówi, jest nieprawdą -– nie kryła wzburzenia Barbara Kordek. Z kolei przewodniczący rady Andrzej Kimbar przypomniał, że nauczycielki wcześniej złożyły skargę na dyrektorkę i miały możliwość przedstawienia swoich racji, jednak nie przyszły na posiedzenie komisji. - – Jeśli chodzi o zamknięcie przedszkola, to jest zarzut chybiony. Wójt nie może sam o tym decydować – - mówił przewodniczący.

Grzegorz Zapadka zapewniał, że nadzór nad jednostkami oświatowymi w gminie odbywa się prawidłowo, a on nie ingeruje w ich funkcjonowanie, wychodząc z założenia, że od tego są dyrektorzy. Przypominał też, że Małgorzata Redynk objęła funkcję w drodze konkursu, a nie została „przywieziona w teczce”, co sugerowała Urszula Olender. –- Dwukrotnie namawiałem nauczycielki, aby któraś z nich zechciała wystartować. Żadna tego nie zrobiła –- mówił.

Część osób przysłuchujących się obradom była zbulwersowana sytuacją w przedszkolu. Nie brak głosów, że władze gminy powinny podjąć zdecydowane działania, aby wreszcie zaprowadzić w placówce spokój. Przedłużający się konflikt nikomu nie służy i nie wystawia dobrego świadectwa żadnej ze stron. Co na to Grzegorz Zapadka? - – Nie mam pomysłu na naprawę tej sytuacji - przyznaje, dodając, że największym złem było zaangażowanie w spór rodziców dzieci. - – To działanie w złej wierze – - ocenia.

Dyrektor przedszkola Małgorzata Redynk przedstawione na sesji przez swoją podwładną zarzuty uważa za krzywdzące i nieprawdziwe. Podkreśla, że podnoszone w skardze kwestie były dokładnie badane przez dwie komisje Rady Gminy – oświatową i rewizyjną, a także przez olsztyńskie kuratorium. To ostatnie przeprowadziło w przedszkolu kontrolę, nie dopatrując się po stronie dyrekcji żadnych uchybień.

Ewa Kułakowska

{/akeebasubs}