Jeszcze do niedawna, gdy zepsuł się telewizor, nosiło się go do naprawy. Obecnie raczej wyrzucamy go na śmietnik i kupujemy nowy. To sprawia, że popularne jeszcze do niedawna zakłady naprawcze chylą się ku upadkowi.

Koniec epoki napraw?

NIE REPERUJĄ, TYLKO KUPUJĄ

W latach 2011 - 2013 z krajowego rynku wycofało się 9 tys. małych firm i zakładów zajmujących się naprawą sprzętu gospodarstwa domowego. Branża najwyraźniej chyli się ku upadkowi, więc „Kurek” postanowił sprawdzić, jak wygląda kondycja zakładów naprawczych w Szczytnie.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

W naszym mieście, co każdy zauważył, wzrosła ostatnio liczba wielkopowierzchniowych sklepów oferujących sprzęt AGD. Kupujących nie brakuje, stąd wniosek, że mamy w domach coraz więcej nowoczesnych urządzeń, ale miejscowe zakłady naprawcze ledwie wiążą koniec z końcem, bo mało kto oddaje zepsute urządzenia do naprawy.

Nie jest to spowodowane bezawaryjnością współczesnych pralek, lodówek, czy telewizorów, a wręcz odwrotnie – towary najnowszej generacji psują się nawet częściej, niż te produkowane dawniej.

- Mamy tu swoisty paradoks – domowe sprzęty psują się szybko, ale zamiast je naprawiać, klienci wolą kupować nowe, bo są one relatywnie tanie - tłumaczy Leszek Pomaski z punktu serwisowego AGD, znajdującego się przy ul. Odrodzenia. Jego firma działa już 22 lata. Dawniej utrzymywał się tylko z wykonywania usług naprawczych. Obecnie nie byłoby to jednak możliwe, więc dodatkowo prowadzi sklep ze sprzętem oświetleniowym.

Do reperacji klienci przynoszą tylko drobne urządzenia, jak odkurzacze, sokowirówki, roboty kuchenne, czy żelazka. Poważniejsze i cięższe urządzenia jak lodówki, czy pralki nie są dostarczane, bo koszty ich transportu i części potrzebnych do naprawy byłby zbyt duże.

JEDNORAZOWE TELEWIZORY I DZIURAWA ODZIEŻ

Podobnie sprawy się mają, jeśli chodzi o branżę radiowo-telewizyjną. Według opinii użytkowników, telewizory i owszem działają bezawaryjnie, ale głównie tylko przez okres dwu-, albo trzyletniej gwarancji. Potem szybko się psują i nadają się tylko do wyrzucenia.

Taką opinie podziela Henryk Kurek, który przy ul. Polskiej prowadzi nieduży warsztat naprawczy. Na początku lat 90. pracowały w nim 3 osoby, potem dwie, obecnie tylko pan Henryk. Pokazuje nam telewizory ze zdiagnozowanymi już uszkodzeniami. Jednak jest wątpliwe, by zostały one kiedykolwiek naprawione i odebrane przez klientów.

Dlaczego? Rzecz w tym, że np. jeden z telewizorów, który uległ awarii, ma uszkodzony nowoczesny moduł, wyprodukowany techniką smd. Naprawa takiej części polega na jej wymianie, ale koszt nowej to ok. 800 zł. Tymczasem cały telewizor, uwzględniając zużycie eksploatacyjne jest warty najwyżej 1000 zł.

- Nikt nie wyda tyle na naprawę, bo pójdzie do sklepu i niewiele dokładając kupi nowy z nowoczesnymi bajerami – wyjaśnia pan Henryk. Dodaje, że producenci prześcigają się w rozmaitych nowościach. Co roku wypuszczają na rynek bogaciej wyposażone modele, a klient zwabiony dodatkami, które właściwie w niczym nie poprawiają jakości obrazu czy dźwięku, a są jedynie chwytami reklamowymi, chętnie nabywa taki towar.

- Gdyby nie firmy utylizacyjne, które zabierają uszkodzony sprzęt, mój zakład byłby zapchany nieodebranymi telewizorami, czy radiami - mówi serwisant.

Również i on nie wyżyłby z samych napraw, dlatego prowadzi sklep z drobnymi częściami elektronicznymi, służącymi do odbioru cyfrowej telewizji naziemnej. Sprzedaż telewizorów i innej tego typu elektroniki nie wchodzi w grę z powodu konkurencji wielkopowierzchniowych marketów.

Psują się jednak nie tylko telewizory, lodówki, pralki, czy radia. Napraw wymaga też noszona przez nas na co dzień odzież. Przy ul. Linki funkcjonuje punkt reperacyjny, w którym pracują aż dwie panie. Tutaj klienci dopisują, choć naprawy jakie zlecają są drobne, polegają głównie na skracaniu spodni, wszywaniu zamków błyskawicznych, a także cerowaniu dziur. Zarobić na tym wiele się nie da.

SZEWSTWO TRZYMA SIĘ DOBRZE

Wyjątkową popularnością cieszy się natomiast naprawa obuwia. Choć technologia produkcji butów również bardzo się unowocześniła, metody reperacji nadążają za tymi zmianami i zakłady szewskie w Szczytnie mają się dobrze. W odróżnieniu od np. telewizorów, zepsute obuwie mało kto wyrzuca na śmieci.

- Momentami roboty jest tyle, że ledwie mogę nadążyć z terminami - mówi Piotr Marmucki, właściciel zakładu przy ul. 1 Maja. Poza tym ma też i mniej typowe zlecenia. Gdy z rynku zniknęli rymarze oraz kaletnicy, naprawia nie tylko buty, ale także wszelkie inne skórzane przedmioty, jak torebki, walizki, a nawet końskie uprzęże i siodła.

Całkiem dobry obraz branży szewskiej psują jednak masowo produkowane buty chińskie. Ich jakość jest tak niska, że często nawet nie wystarczają na jeden sezon, a poza tym nie nadają się do naprawy. Gdy w przyszłości zdominują nasz rynek i szewc może pójść z torbami.

Marek J.Plitt

{/akeebasubs}