Choć do prawdziwego końca lata, jako pory roku, mamy jeszcze trzy tygodnie, ale lato, jako okres wakacyjno-wczasowy, wyraźnie ma się ku końcowi. Najlepiej świadczy o tym uliczny ruch pojazdów, który wreszcie nieco się uspokaja. Ulice Szczytna, wolne od korków, znów stają się przejezdne, a jedynym zmartwieniem śpieszących się kierowców pozostają zamykane przejazdy kolejowe.
Odniosłem wrażenie, że tego roku nalot wakacyjnych turystów na Szczytno i okolice był nieporównanie większy niż w latach ubiegłych. Stąd i ruch na ulicach miasta mieliśmy - używając warszawskiego określenia - jak na Marszałkowskiej. Swoją drogą, kiedy jeszcze mieszkałem w Warszawie, nie mogłem doczekać się wakacji. Bo wówczas pół miasta wyjeżdżało na wczasy i nagle zatłoczona Stolica stawała się przejezdna. Przez te dwa wakacyjne miesiące my, miejscowi kierowcy, nie musieliśmy wystawać w koszmarnych korkach.
Od kiedy przeprowadziłem się do Szczytna mam odwrotnie. Tegoroczne zjawisko zwiększonej liczby rodzimych wczasowiczów dotyczy wszystkich turystycznych regionów Polski. Wynika to zapewne z tego, że spora grupa rodaków zrezygnowała z wojaży zagranicznych, z uwagi na niepewną sytuację w krajach często odwiedzanych w okresie urlopowym. Mam tu na myśli ośrodki turystyczne w Egipcie, Tunezji, czy Grecji, a także w Turcji. Stąd zapewne nagły patriotyzm wczasowy i umiłowanie ojczyzny, a zwłaszcza jej części nadmorskiej. Czytając o tym, co dzieje się tego lata na polskim wybrzeżu, możemy tylko cieszyć się, że nasi ziomkowie, przyzwyczajeni do nadmorskich plaż, zamiast piasku nad Morzem Śródziemnym, czy Czerwonym, masowo wybrali piasek Bałtyku, czyli morski. Plaże mazurskich jezior zaszczycając nieco elitarniej. Trzeba przyznać, że pogoda, zwłaszcza w drugiej części wakacji, dopisała i nawet nad Bałtykiem nietrudno było wyobrazić sobie, wyrastające pośród sosen, smukłe, wysokie palmy. Taki widok zachowałem we wspomnieniach z niegdysiejszej wyprawy na Kubę. Tak wygląda kubańska plaża w Varadero. Palmy „królewskie” pośród swojskich sosenek. Jeśli przyszłe letnie sezony będą w Polsce równie upalne jak obecny, to zapewne i nasze wybrzeże doczeka się kiedyś podobnej dekoracji. Gdy oglądam w prasie zdjęcia z nadmorskich plaż ogarnia mnie zdumienie. Co może być przyjemnego w przesiadywaniu, czy też polegiwaniu, w koszmarnie gęstym tłumie ludzi, pooddzielanych od siebie parawanami?{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Właściwie bez dostępu do morza, którego chyba w ogóle nie widać. W dodatku, aby rozstawić ten swój parawanik, wolne miejsce na popularnej plaży należy zajmować już w nocy. Ten dość szczególny sposób wypoczywania nad morzem zyskał już własną nazwę „parawaning”. Groza! Z rozrzewnieniem wspominam czasy spokojnego polegiwania w wykopanym grajdołku, z dostępem do wody, czyli z możliwością kąpieli. Kiedy to jedynym zjawiskiem budzącym moją niechęć było nadużywanie przez innych plażowiczów tranzystorowych radyjek. No, ale było to w końcu tylko takie sobie, niezbyt głośne pobrzękiwanie. Oprócz grajdołów używano także plażowych koszów i leżaków. Parawany już wynaleziono, ale stosowano je tylko jako osłonę od wiatru, a nie jako system ochronnych barier. Sąsiadów widziało się i zawsze można było do kogoś zagadać. Pamiętam jak to na plaży w Juracie, około trzydziestu lat temu, przebywał obok mnie znakomity rysownik Szymon Kobyliński. Postać powszechnie znana, bowiem miał on swój stały program telewizyjny „Szymon i Kubuś”. Szymon Kobyliński - starszy pan o potężnej budowie i z długą brodą plażował na leżaku ubrany w płócienny garnitur z krótkimi rękawkami. Kiedy spytaliśmy znanego rysownika dlaczego nie rozbierze się w taki upał, odpowiedział: „lekarz mi zabronił”. A z jakich to powodów, panie Szymonie - kontynuowaliśmy przesłuchanie. „Estetycznych, panowie, estetycznych” – odparł mistrz ze śmiechem. Zostawmy nasze nadmorskie plaże. W porównaniu z plażami w innych krajach są one wyjątkowo dziadowskie. Bez podstawowej infrastruktury. Brak na nich pryszniców, toalet, czy jakże popularnych gdzie indziej kąpielowych basenów. Wynika to zapewne z tego, że Polska jest jednym z nielicznych krajów, gdzie plaże są publiczne. W ośrodkach nad Morzem Śródziemnym każdy hotel ma wydzielony własny, ogrodzony odcinek brzegowy i jest on czysty, zadbany oraz stosownie wyposażony Cieszmy się tym, co mamy na Mazurach. Przypuszczam, że w roku przyszłym odwiedzi nas więcej turystów niż w minionym sezonie. Przyjadą ci, których zraziło tegoroczne plażowanie nad Bałtykiem. No i jeszcze jeden atut. Ceny. Choćby smażonych ryb. Tu na Mazurach, nie dość, że rybne dania są smaczniejsze, to w dodatku kilkakrotnie tańsze niż w nadmorskich smażalniach.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
