Krępująca sytuacja

Ciągle jest jeszcze dość ciepło, a po chwilowym ochłodzeniu upały mają znów wrócić, więc miejska plaża jak cieszyła się sporym powodzeniem, tak i będzie nadal. Co ciekawe, nawet lekka mżawka, która przeszła nad miastem w godzinach popołudniowych w minioną środę nie wygoniła z plaży kąpielowiczów. Okupowano ją dalej wytrwale, aż deszczyk przeszedł i na chwilę wychodziło słońce. Amatorów kąpieli mogłoby być jeszcze więcej, gdyby nie pewien problem, polegający na tym, że są kłopoty z przebraniem się w kostium kąpielowy i z jego zdjęciem - fot. 1. Rzecz w tym, że trudno wówczas uniknąć na plaży świecenia, za przeproszeniem, gołą pupą. Brakuje bowiem najzwyklejszej w świecie przebieralni. - Nie chodzi o jakiś wielki pawilon, ale zwykły parawanik zbity z kilku desek, za którym bez skrępowania możliwe byłoby zdjęcie mokrego kostiumu i włożenie suchej bielizny - mówi Eugeniusz Wacławski.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Przyprowadził on na plażę wnuczkę Kasię, która przyjechała do Szczytna aż z Łodzi. Dziewczynka, aby się przebrać owijała się kocem, co jest dość krępujące, zwłaszcza dla dorastającej osóbki. - Gdyby były w pobliżu gdzieś krzaczki, to można by skorzystać i z takiej zasłony - dodaje inny plażowicz. Naszym zdaniem jednak nie o to chodzi, aby w cywilizowanym kraju biegać w chaszcze, czy nawet osłaniać się ręcznikiem. Przebieralnia na plaży powinna być, zwłaszcza że nie ma z czymś takim kłopotu. Nawet nie trzeba budować jej po amatorsku zbijając z desek, co widać nad niektórymi jeziorami w powiecie, a po prostu rzecz zakupić, bo wydatek jest niewielki, rzędu 2 500 zł. Szperając po internecie znaleźliśmy szereg propozycji handlowych. Najbardziej „Kurkowi” spodobały się kolorowe przenośne przebieralnie z plastiku - fot. 2. Kabinki takie wykonuje pewna firma z Łodzi, oferując je w trzech kolorach (takich, jak na zdjęciu).

Wejście do wnętrza, co nie jest zbyt widoczne na małej fotografii, stanowi gustowna, bo dobrana pod kolor plastikowa zasłonka, łatwa w razie uszkodzenia do wymiany. Są też bardziej masywne przebieralnie drewniane, na które należałoby zwrócić uwagę z pewnego, merkantylnego punktu widzenia - fot. 3. Taki obiekt z białą frontową, wyjmowalną ścianką warty jest zainteresowania, bo potrafi nawet sam na siebie zarabiać, więc wydatek na zakup szybko się zwraca. W jaki sposób przynosi dochód? Wcale nie dlatego, że za skorzystanie trzeba płacić - wprost przeciwnie użytkowanie jest darmowe, a pieniążki przychodzą za reklamę. W nadmorskich polskich kurortach na białej ściance reklamuje się jedna z sieci telefonii komórkowej, płacąc pokaźne sumy. Szczytno oczywiście nie jest słynnym kurortem, a prowincjonalnym miasteczkiem, więc gra nie szłaby o miliony, a złotówki, ale warto byłoby spróbować takiego interesu z obopólną korzyścią dla miasta i dla plażowiczów.

APETYTY NA ZJEŻDŻALNIĘ

Tak oto mielibyśmy już prawie kompletną plażę z kąpieliskiem, przebieralniami, wc (na boisku orlika), pobliską wypożyczalnią sprzętu wodnego i stateczkiem. Wiadomo jednak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, dlatego chciałoby się jeszcze jednej rzeczy. Na lądzie stoi okręcik piracki dla milusińskich, cieszący się dużym wzięciem, ale w wodzie brakuje jakichkolwiek atrakcji.

Darujmy już sobie skocznię, bo bardziej brak czegoś takiego - fot. 4. Jest to mała zjeżdżalnia wodna dla dzieci, a obiekt ze zdjęcia stoi m. in. w otoczeniu znacznie większych w akwaparku tatrzańskim. Sprzęt taki również wytwarzany jest w kraju, m. in. w Poznaniu, w zakładzie, który zajmuje się głównie produkcją naczep samochodowych. Zjeżdżalnie, jako produkt uboczny, są więc stosunkowo tanie. Poza tym ta konkretna zjeżdżalnia ze zdjęcia ma charakter uniwersalny. Poza krótkim sezonem kąpielowym może być ustawiona w normalnym naziemnym ogródku jordanowskim, gdzie służyłaby dzieciom ku zabawie przez resztę roku.

LUŹNE KOSTKI

Przy okazji naszej obecności na miejskiej plaży kilku kąpielowiczów zwróciło nam uwagę na niepokojące zjawisko - obluzowywanie się kostek brukowych w utwardzonej nawierzchni pod plażowymi ławkami - fot. 5. Z niewiadomych przyczyn kostki nie trzymają się w gruncie i szurając nogami, gdy siedzi się na ławce można je po prostu nawet niechcący „wykopać”. Służby miejskie powinny coś z tym zrobić, bo wkrótce nie da się dojść do ławeczek, a przecież stoją one przy plaży po to, aby z nich korzystać.

PIŁKA KĄPIELOWA

Dwa boiska do siatkówki plażowej już są, o czym pisaliśmy w poprzednim numerze i tylko czekają na chętnych do gry. Ci dopisują, jak widać to na kolejnym zdjęciu - fot. 6. Jest jednak pewien szkopuł. Z jakichś nieznanych nam powodów (może oszczędności) boiska nie zostały ogrodzone całkowicie, a mają luki i to od strony nabrzeżnych trzcin oraz tataraków (biała strzałka na fot. 6).

Powoduje to, że przy błędzie w odbiorze, czy złym postawieniu bloku, piłka wylatuje często akurat w stronę jeziora i zażywa tam niechcianej kąpieli. Młodzież denerwuje się szukając potem piłki wśród wodnych zarośli i wyraża przy tym niezbyt pochlebne uwagi pod adresem MOS-u, że ten zbudował boiska nie do siatkówki plażowej, a raczej kąpielowej.

TAJEMNICZY KOPIEC

W Piwnicach Wielkich zaraz za Wielbarkiem tuż przy szosie znajduje się tajemnicze wzgórze. O obiekcie poinformował nas Mirosław Tański, nasz Czytelnik, który usłyszał od miejscowych, że stał tu pomnik poświęcony pamięci partyzantów poległych w czasie II wojny światowej. Jeśli to prawda, to zdaniem naszego rozmówcy, zaniedbania są karygodne i należałoby rzecz odrestaurować.

Obecnie obiekt jest tak zarośnięty trawą i chaszczami, że w ogóle trudno go zauważyć, zwłaszcza, gdy przejeżdża się obok samochodem - fot. 7. Zajmuje on sporą powierzchnię. Tak z grubsza oceniając na oko, ledwie widoczne fundamenty mają długość 10, albo i więcej metrów (strzałka). Nad nimi jest nasyp, coś na wzór minikopca Kościuszki w Krakowie. Prawdziwa zaś niespodzianka czeka nas na szczycie - fot. 8 (kwadrat). Po odsunięciu darni i wijącego się wokół powoju pojawia się fragment orlego skrzydła. Tak, pod trawą kryje się wizerunek Orła Białego, tak gdzieś mniej więcej dwumetrowego. Była to dla „Kurka” kompletna zagadka, ba, nawet miejscowi nie bardzo pamiętali, co on symbolizował lub czemu lub komu był poświęcony... Tymczasem, jak wspomina Wiesław Markowski, wieloletni były naczelnik, a później wójt gminy Wielbark, w latach siedemdziesiątych z inicjatywy wyższych władz partyjnych zbudowano w Piwnicach Wielkich pomnik Orła Białego w kształcie kopca.

Na wielkiej pochylonej w stronę szosy czerwonej płaszczyźnie pysznił się biały wizerunek herbu PRL (bez korony), z którego dziś mamy widoczny jedynie skrawek skrzydła. Pomnikiem opiekował się kombinat rolny „Mazury”, którego pracownicy w czynie społecznym co roku 1 maja pielęgnowali całość, odchwaszczając i malując na nowo czerwoną płaszczyznę i białego orła.

Ponieważ Piwnice Wielkie leżą w pobliżu granicy regionów, Orzeł Biały miał obwieszczać wszystkim podróżnym, że Mazury są i będą polskie. Chcieliśmy spytać wójta Grzegorza Zapadkę, czy ma jakieś plany w związku z pomnikiem, ale był niestety, jak się okazało, na krótkim urlopie.

{/akeebasubs}