Latem ubiegłego roku pisaliśmy, jak to mieszkańcy osiedla przy ul. Lipperta pozakładali sobie miniogródki.

Rzecz polegała na tym, że pod blokami oraz przy wewnątrzosiedlowych ścieżkach rósł tam żywopłot, który z czasem odcinkami zmarniał. Wskutek tego potworzyły się puste przestrzenie, no i w ich miejscach mieszkańcy posadzili kwiaty i małe ozdobne krzewy, co pokazuje zdjęcie.
Dodajmy, że teren ten był i jest administrowany przez Spółdzielnię Mieszkaniową „Odrodzenie”. Tej wiosny, spółdzielnia jakby zawstydzona działaniami mieszkańców, urządziła tuż przy ich miniogródkach, profesjonalną rabatę. Oprócz niskopiennej roślinności, czyli kwiatów i krzewinek, posadzono tam także efektowne drzewko owocowe.
Niestety, nie zobaczymy go na kolejnym zdjęciu, pokazującym wspomnianą rabatę. W nocy z 13 na 14 drzewko, które rosło miejscu wskazanym na fotografii strzałką, niespodziewanie znikło. Pozostała tylko podtrzymująca je tyczka. Przy czym nie był to wybryk wandali, bo pozostawione wyraźne ślady wskazują na to, że zostało po prostu starannie wykopane. O fakcie spółdzielnia powiadomiła policję, ale jak mówią zdenerwowani mieszkańcy – szukaj wiatru w polu, gdyż drzewko pewnie ozdabia już czyjąś prywatną posesję.
NIEBEZPIECZNY STARY MŁYN
Niedaleko opisywanej wyżej rabaty, ale już przy ul. Ogrodowej, stoi stary, zaniedbany, ale okazały młyn.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
No i nieważne, że uliczka biegnąca pod młynem jest mało uczęszczana, bo potencjalnym przechodniom (skrót na ul. Polską) grozi tu poważne niebezpieczeństwo.
W DZIURZE BEZ ZMIAN
Wspomniana wyżej uliczka wiedzie także do sławetnej dziury po kinie „Jurand”, która zieje w ziemi już od... 9 lat(!). Jest ona co prawda ogrodzona blaszanym parkanem, ale nie nazbyt szczelnym. No i dlatego pomiędzy fragmentami murów stanowiących resztki podpiwniczenia walają się rozmaite domowe graty – jakieś kanapy, tapczany itp. Niektóre z tych byłych mebli są strawione ogniem - widać, że niedawno miał tu miejsce jakiś nieduży lokalny pożar. Czy wzniecony specjalnie, czy też przypadkowo – nie wiadomo. Zamiast komentarza warto w tym miejscu przytoczyć opinię naszej Czytelniczki, z czasów zaraz po zburzeniu kina: A było tu tak pięknie... Pierwsze kino na Warmii i Maurach z panoramicznym ekranem, pierwszy szerokoekranowy film: „Krzyżacy”, na który zjeżdżały się wycieczki z całego województwa...
NAJPIERW WARCHAŁY
Właścicielami młyna oraz działki po kinie, jak zapewne pamiętają nasi Czytelnicy, są Grażyna i Roman Tomczakowie, biznesmeni z Ostrołęki. Obecnie zajęci są oni budową czterogwiazdkowego hotelu w Warchałach. Prace nad obiektem są już mocno zaawansowane, a my, mieszkańcy Szczytna, pozostajemy nadal z dziurą. Roman Tomczak zapewniał nas w ubiegłym roku, że po zakończeniu inwestycji w Warchałach, przyjdzie w końcu czas na rozpoczęcie przygotowań pod budowę nowego obiektu w miejscu nieistniejącego kina. Ma tu powstać galeria handlowa z salą widowiskową. No tak, obietnice, że już, już dziura zniknie słyszymy od lat... 9! Może w 10. rocznicę roboty rzeczywiście ruszą?
GDZIE JEST TA TABLICA?
Jeden z naszych Czytelników zwrócił nam uwagę na fakt, że przed remontem, na ścianie budynku Miejskiego Domu Kultury wisiała tablica poświęcona pamięci Kazimierza Jaroszyka, prawdopodobnie patrona placówki. Proponuje on, by teraz, gdy elewacja została odnowiona, zawieszono tablicę ponownie. Cóż, przeszukując „kurkowe” archiwa, odnaleźliśmy archiwalne zdjęcie z 2007 r. i rzeczywiście widać na nim wspomnianą, pamiątkową tablicę. Wisiała ona obok wejścia głównego do MDK-u. Na zdjęciu pokazuje ją czarna strzałka. Napis wykuty w płycie z piaskowca był już od początku ledwie widoczny, ale dzięki odpowiedniej obróbce zdjęcia w photoshopie udało się nam odczytać treść: Kazimierzowi Jaroszykowi niestrudzonemu szermierzowi sprawy polskiej, redaktorowi (gazety) „Mazur” w latach pruskiej niewoli, w hołdzie społeczeństwo ziemi szczycieńskiej. Wrzesień 1970 r. No tak, warto byłoby powiesić tablicę z powrotem, gdyby nie akapit o pruskiej niewoli. Szczytno, przez całe swoje dzieje, czyli od czasów podzamkowej osady aż do zakończenia II wojny światowej nigdy nie było pod polską jurysdykcją, więc nie sposób mówić o jakiejkolwiek pruskiej niewoli. Nie mniej tablica została zachowana i jak zapewnia Andrzej Materna, dyrektor MDK, zostanie wkrótce przekazana miejscowemu muzeum.
KWESTIA SZYLDU
W związku z remontem domu kultury jest jeszcze jedna sprawa do załatwienia. Otóż na odnowionej i efektownej elewacji brakuje zasadniczego elementu. Popatrzmy bowiem na zdjęcie pokazujące fasadę budynku. Jest ona tajemnicza i żaden przyjezdny czy turysta przechodząc obok, nie wie z czym ma do czynienia. Po prostu brakuje szyldu palcówki. - Będzie napis, ale skromny – informuje nas Andrzej Materna. Nawiązując do historii budynku, stanowić go będą tylko trzy litery: MDK. Tak jak było to na starym frontonie.
KĄSAJĄCA ŁAWECZKA
Z kolei inny nasz Czytelnik, pan Janusz, spacerując nad małym jeziorem, zapędził się w okolice parku Klenczona. Chciał wpaść do tamtejszej piwiarenki, lecz ta, jak się okazało, otwierana jest dopiero w godzinach popołudniowych. Przysiadł wtedy na pobliskiej ławeczce, ale zaraz zerwał się z niej jak oparzony. Coś boleśnie ugodziło go we wiadomą część ciała. - Nie miałem wówczas na nosie okularów, więc siadając na ławce, nie zauważyłem sterczącej z niej podwójnie kąsającej niespodzianki – skarży się nasz Czytelnik. W czym rzecz - najlepiej wyjaśni to zdjęcie. Dodajmy jeszcze, że ani się obejrzymy, a sezon turystyczny już się rozpocznie. W związku z tym warto byłoby zrobić przegląd tego typu urządzeń w mieście, by uniknąć obciachu przed przyjezdnymi.
{/akeebasubs}
