Kolejny przykład znieczulicy i okrucieństwa wobec zwierząt. Należąca do mieszkańca Burdąga krowa po urodzeniu martwego cielaka przez dwie doby leżała na pastwisku, w palącym słońcu, nie mogąc się podnieść. Właściciel, nie interesując się jej losem, nawet nie wezwał weterynarza. Kiedy po anonimowym zgłoszeniu na miejscu pojawiły się gminne służby wraz z lekarzem i policją, na pomoc zwierzęciu było już za późno.
TEN JĘK WCIĄŻ MAM W USZACH
Choć o złym traktowaniu zwierząt piszemy niestety dość często, to przypadek z Burdąga jest wyjątkowo drastyczny. We wtorek 7 sierpnia pracownicy Urzędu Gminy w Jedwabnie otrzymali anonimową informację o tym, że na pastwisku w tej wsi od niedzieli leży krowa, która nie może się podnieść. - Natychmiast wsiadłam z koleżanką w samochód, równocześnie powiadamiając lekarza weterynarii – relacjonuje Beata Ogniewska, inspektor w Referacie Rozwoju i Ochrony Środowiska Urzędu Gminy w Jedwabnie. Na miejscu zastali wstrząsający widok. - W palącym słońcu leżała okropnie wzdęta krowa, która przeraźliwie jęczała z bólu. Ten odgłos wciąż mam w uszach – mówi inspektor.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W chwili przyjazdu pracownic urzędu gminy i lekarza, właściciela nie było w domu. - Zastaliśmy tylko jego żonę. Próbowała się bronić, mówiąc, że podawali krowie wodę i starali się ją podnosić. Tylko że ja nie widziałam tam żadnego pojemnika z wodą – mówi inspektor. Choć z racji pełnionych obowiązków nierzadko styka się z przypadkami bestialskiego traktowania zwierząt, to przyznaje, że z podobną znieczulicą jak dotąd się nie spotkała. - Zapytałam żonę właściciela: kobieto, jak przez dwa dni mogłaś normalnie chodzić po obejściu, jeść, spać, słysząc te potworne jęki? Ona tylko wzruszyła ramionami – relacjonuje Beata Ogniewska.
DLACZEGO TAK PÓŹNO?
O sprawie powiadomiona została policja, która pojawiła się w gospodarstwie. Jak informuje podkom. Ewa Szczepanek z Komendy Powiatowej Policji w Szczytnie, funkcjonariusze przeprowadzili oględziny oraz spisali zeznania świadków. - Wszczęto postępowanie w kierunku popełnienia przestępstwa znęcania się nad zwierzętami – mówi policjantka.
Pracownica urzędu gminy żałuje, że anonimowe zgłoszenie o męczarniach krowy dotarło do niej zbyt późno. - Gdyby stało się to dzień wcześniej, najprawdopodobniej udałoby się nam uratować to zwierzę – mówi. Przy okazji apeluje do mieszkańców, aby widząc, że ich sąsiedzi znęcają się nad zwierzętami, nie pozostawali obojętni i nie kierowali się fałszywą sąsiedzką solidarnością. - Reagujemy na każde takie zgłoszenie, nawet anonimowe – zapewnia inspektor.
Mężczyzna, do którego należała krowa, ma ich więcej. W jakim stanie są pozostałe zwierzęta, tego nie wiadomo. - Czekamy na kontrolę powiatowego inspektora weterynarii, która to ustali – mówi wójt gminy Jedwabno Sławomir Ambroziak.
POŻAŁOWAŁ 500 ZŁOTYCH
Jeden z proszących o zachowanie anonimowości mieszkańców Burdąga mówi nam, że krowa ocieliła się w niedzielę koło południa. - Znalazły ją dzieci właściciela, bo ten akurat pił alkohol – opowiada nasz rozmówca. Kiedy gospodarz dowiedział się, że zwierzę nie może wstać, próbował je podnosić za pomocą pasów. To jednak nie pomogło, bo krowa ciągle upadała. - Potem, aż do wtorku, w ogóle się nią nie interesował – mówi mieszkaniec. Widział jedynie, jak ok. 12-letni syn mężczyzny biegał do zwierzęcia z wiaderkiem wody, ale nie był w stanie go napoić. - Szkoda było 500 zł na weterynarza, żeby krowę uratować – podsumowuje nasz rozmówca. Przy okazji zastanawia się, co zrobiono z martwym cielakiem. - Zgodnie z prawem nie mógł go przecież sam zutylizować – zwraca uwagę.
TRUDNO SIĘ Z NIM ŻYJE
Z rozmów z mieszkańcami Burdąga wynika, że mężczyzna jest konfliktowy i nie stroni od alkoholu. Poza prowadzeniem gospodarstwa, zajmuje się jeszcze innymi interesami, w tym wytwarzaniem betonowych elementów, przez co całe dnie przebywa poza miejscem zamieszkania. Sąsiedzi twierdzą, że w tym czasie krowami zajmują się jego niepełnoletnie dzieci. Pod koniec lipca podczas festynu wiejskiego w Burdągu, mężczyzna miał pobić 19-letnią dziewczynę i zniszczyć jednemu z uczestników samochód. Jak sprawdziliśmy, do szczycieńskiej komendy rzeczywiście wpłynęło zawiadomienie o pierwszym z tych zdarzeń. - Prowadzimy czynności sprawdzające dotyczące uszkodzenia ciała kobiety – informuje podkom. Szczepanek.
Próbowaliśmy skontaktować się z właścicielem krowy telefonicznie, ale bez powodzenia.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
