Prawie 50 tys. zł gmina Wielbark będzie musiała zapłacić za przewóz i utrzymanie krów odebranych rolnikowi z Przeździęku Wielkiego. Niewykluczone, że koszty jeszcze wzrosną.

Krowy doją budżet gminy

CIĘŻAR SPADŁ NA SAMORZĄD

Gehenna ponad 60 krów ze stada rolnika z Przeździęku Wielkiego, o czym już informowaliśmy, szczęśliwie dobiegła końca. Po serii naszych artykułów sprawą zainteresowały się media ogólnopolskie i inspektorzy Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt „Animals”. Ci ostatni, w asyście policji, zabrali Benedyktowi K. przetrzymywane w karygodnych warunkach bydło. Większość - 48 sztuk trafiła na Wybrzeże do siedziby stowarzyszenia, pozostałe - 16 do gospodarstwa w Stachach, wskazanego przez gminę Wielbark. Te pierwsze zostały odebrane na mocy prawomocnego wyroku sądu. Drugie - decyzji wójta.

Krowy są już bezpiecznie, za to samorząd wielbarski musi pokrywać, do czasu kolejnego wyroku sądu, koszty utrzymania 16 sztuk bydła w gospodarstwie w Stachach, gdzie pozostają na przechowaniu.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  To dla gminy mało komfortowa sytuacja, która do tej pory nie miała miejsca na taką skalę. - W Polsce jeszcze nigdy skutecznie nie zajęto tak dużego stada - zauważa wójt Grzegorz Zapadka.

W swoim tegorocznym budżecie gmina Wielbark zarezerwowała na ten cel 48 tys. zł. Z tych pieniedzy zostały już pokryte koszty transportu krów do gospodarstwa w Stachach i co miesiąc opłacana jest faktura wystawiana przez jego właściciela. Ostatnia opiewała na 11 tys. zł, niewykluczone więc, że zaplanowana w budżecie kwota okaże się niewystarczajaca.

- Sprawę będziemy przekazywać do komornika i odzyskiwać tę kasę od rolnika z Przeździęka Wielkiego - mówi wójt Zapadka. Zaraz jednak przyznaje, że nie będzie to zadanie łatwe. - Jest już kilka instytucji, które się do niego ustawiają. Nie wiem, czy się uda. Na pewno będziemy próbować, bo taki mamy obowiązek - dodaje. Liczy, że sprawę szybko rozpatrzy sąd i ogłosi przepadek krów na rzecz skarbu państwa. - Dopiero wtedy przestaniemy płacić za ich utrzymanie w Stachach - mówi wójt Zapadka.

DLACZEGO TAK PÓŹNO?

Przypomnijmy, że kaźnia bydła należącego do Benedykta K. trwała aż trzy lata. Mimo że kolejne kontrole Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej stwierdzały, że zwierzęta przebywają w skandalicznych warunkach, upoważnione do reakcji instytucje okazywały się bezradne. Powiatowy lekarz weterynarii już w styczniu ubiegłego roku wystąpił do wójta Wielbarka o odebranie stada, a potem, w kolejnych pismach wysyłanych w lutym i marcu podtrzymywał wniosek. Władze gminy za każdym razem odpowiadały, że warunki, w których przebywa stado, się poprawiły. I choć kontrole PIW stwierdzały coś innego, z końcem kwietnia ub.r. wójt wydał odmowę czasowego odebrania bydła. Jesienią Sąd Rejonowy w Szczytnie skazał rolnika z Przeździęku za znęcanie nad zwierzętami na trzy miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz przepadek 48 sztuk. Jednak i to nie pomogło, bo Benedykt K. odwołał się do Sądu Okręgowego w Olsztynie. Ten podtrzymał wyrok. Mimo że gmina wszczęła postępowanie administracyjne zmierzające do odebrania krów, wciąż pozostawały one u znęcającego się nad nimi gospodarza. Dopiero zdecydowana reakcja inspektorów OTOZ „Animals”, którzy powołali się na przepis umożliwiający natychmiastowe odebranie zwierząt w sytuacji, gdy zagrożone jest ich życie, zakończyła mękę stada.

(o, ew){/akeebasubs}