Do niecodziennego zdarzenia doszło w przychodni przy ul. Kościuszki. Kiedy jeden z pacjentów usiadł w poczekalni na krześle, to pękło pod nim i uwięziło na dłuższy czas, niczym potrzask.

Krzesło pułapka

Pechowym pacjentem był pan Kazimierz z ul. Władysława VI . W przeszłości uległ on dość poważnemu wypadkowi, w związku z którym cierpi na liczne schorzenia, więc często odwiedza przychodnię zdrowia. W ubiegłym tygodniu przyszedł na konsultacje lekarskie, ale przed gabinetem była długa kolejka. Ze schorowaną nogą nie mógł jednak długo stać.

- Kiedy dostrzegłem wolne miejsce, skierowałem się tam i usiadłem bez najmniejszych obaw, bo przecież obok siedzieli inni pacjenci – relacjonuje pan Kazimierz.

Niestety, nagle usłyszał głośny trzask. To plastikowe siedzisko pękło pod nim, ale nie do końca. Utworzyła się w nim szpara, w której jak w potrzasku uwięzła wiadoma część ciała.

Inni pacjenci zaraz pospieszyli mu z pomocą, ale nie zdołali uwolnić go z pułapki.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Dopiero pan Kazimierz, gdy otrząsnął się już całkiem z szoku, na tyle zdołał odgiąć plastikowe siedzisko, że wreszcie mógł się oswobodzić.

- Po tym przykrym incydencie chciałem poskarżyć się siostrze przełożonej, ale tej akurat nie było wówczas w przychodni, więc poszedłem do domu – kończy swoją relację.

NIE TEN ROZSTAW

Sławomir Szymański, prezes spółki „Eskulap”, do której należy m. in. przychodnia przy ul. Kościuszki, przyznaje, że część krzesełek jest rzeczywiście uszkodzona.

- Problem jest mi znany i jeszcze przez wypadkiem pana Kazimierza zamówiłem nowe siedziska – tłumaczy prezes. Okazało się jednak, że choć producent pozostał ten sam, zmienił rozstaw elementów montażowych i tych nowych nie można byłoby zainstalować w miejsce uszkodzonych.

- Spółka zmieniła zamówienie i już wkrótce otrzymamy nowe krzesełka – zapewnia Sławomir Szymański.

Marek J.Plitt{/akeebasubs}