Kultura, inteligencja i wykształcenie. Co to jest? Ogólnie biorąc powinny to być zalety wyróżniające kogoś, kogo określamy terminem inteligent. Jednak często owe pojęcia są ze sobą mylone. Najlepiej można to zaobserwować, śledząc różnego rodzaju telewizyjne debaty. Zastanówmy się zatem, jakich to ludzkich cech dotyczą wymienione nazwy.

Kultura, inteligencja, wykształcenie
Średniowieczni studenci

Najpierw kultura. Wieloznaczny termin, interpretowany na przeróżne sposoby. Może to być kultura materialna, kultura osobista, czy też, na przykład, kultura narodowa. Istnieje także pojęcie kultury fizycznej, ale to już zupełnie co innego. Przypomnę, że jedna z dyscyplin sportowych wręcz nosi nazwę kulturystyka. Pochodnym określeniem jest również wyraz kult. Oznacza on okazywanie komuś szacunku i uwielbienia. Komuś, ale także czemuś. Na przykład w zdaniu „Rejs, to film kultowy”. Wieloznaczne słowo kultura używane jest także w języku agronomicznym. Przypomnę takie określenia jak kultura rolna, czy monokultura. Mocno się rozpędziłem, tymczasem nie zamierzam, w dzisiejszym felietonie, zajmować się kulturoznawstwem. Ograniczę się do pojęcia kultury osobistej.

Zacznę od zacytowania fragmentu skeczu z kabaretu „Dudek”, w którym Jan Kobuszewski poucza Wiesława Gołasa, że „chamstwu należy się przeciwstawiać kulturom i godnościom osobistom”. Ale czy kultura osobista jest jakąś pochodną wiedzy? Czy może wynika z poziomu wykształcenia? Niekoniecznie. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Podam przykład. O popularnej, choć kontrowersyjnej posłance, obecnie zasiadającej w Trybunale Konstytucyjnym, wielokrotnie czytałem, że jest wybitną prawniczką. Nie mam powodu nie wierzyć, bo takie opinie słyszałem także z ust prywatnych, znanych mi osób. Natomiast, co do manier, wynikających z osobistej kultury, to nie potrafię ich nazwać inaczej jak żenujące. Że wspomnę tylko nieapetyczne, publiczne wsuwanie, w ławie sejmowej, mazistych sałatek. Przypomina mi się kabaretowa piosenka Tadeusza Drozdy. Parodia cygańskiego romansu. Tadeusz śpiewał do swojej damy: „ech, ty nie masz wyczucia, co wolno, a co trzeba...”. Ten przykład potwierdza moją teorię, że kulturalny sposób bycia nie ma nic wspólnego z poziomem wykształcenia. Mam w swoim gronie przyjaciół, którym z takich, czy innych powodów nie udało się ukończyć żadnej z wyższych uczelni, tymczasem w życiu osobistym mogą stanowić wzór dobrych manier. Przy tym nie chodzi tu o wyuczoną znajomość zasad savoir vivre, ale o prostą życzliwość i szacunek dla innych. Także gotowość niesienia pomocy i umiejętność nienarzucania nikomu swoich poglądów, czy obsesji. Zdrowa naturalność takich ludzi, to coś więcej, niż modne popisywane się znajomością dobrych manier, poprzez ich lekceważenie, poparte nadętym komentarzem, że skoro znam wszystkie kanony dobrego wychowania, to mogę sobie pozwolić na pomijanie niektórych.

Zatem teraz kilka przemyśleń na temat wykształcenia. Czym dzisiaj są wyższe studia? Ja powiedziałbym, że jest to rodzaj szkoły zawodowej. Tyle że na nieco wyższym poziomie. W typowej zawodówce można było nauczyć się naprawić taką, czy inną maszynę, a na Politechnice zdobyć wiedzę, jak taką maszynę zaprojektować. A co poza tym mogą dać jeszcze tego rodzaju studia? Na pewno nie rozwój intelektualny. Oczywiście jest to przykład skrajny i marginalny, bo dotyczy tylko uczelni technicznych. Zatem kilka słów na temat studiów humanistycznych. Myślę, że jeśli ktoś zdecyduje się studiować filozofię, socjologię, czy historię, to oznacza, że hobbystycznie interesuje go ta właśnie dziedzina. Że posiada już własną wiedzę, którą zamierza poszerzyć. Wiedzę wyniesioną z domu. Taki młody człowiek nie dlatego idzie studiować, ponieważ marzy mu się intratna posada, ale po to, aby zaspokoić osobisty głód wiedzy. On i bez studiów akademickich mógłby stać się autorytetem w swojej umiłowanej dziedzinie, indywidualnie uzupełniając wykształceniowe braki. Siłom, pracowitościom oraz godnościom osobistom, że pozwolę sobie sparafrazować kabaretowy cytat.

A teraz kilka zdań na temat inteligencji. Co to właściwie jest i jak pasuje do omówionych już, tytułowych pojęć? Inteligencja to szczególna zdolność naszego mózgu do zrozumienia nabytej wiedzy oraz umiejętności jej wykorzystania. Pozwala nam także na analizę otaczających zjawisk i wyciąganie z nich wniosków. Oznacza to, że człowiek, który posiada ogromną wiedzę, jeśli pod względem inteligencji nie należy do orłów, to owa wiedza jest dla niego raczej mało przydatna. Chyba że jako chodząca encyklopedia, będzie się nią dzielił z potrzebującymi. Według moich kryteriów, nieodłącznym składnikiem inteligencji jest poczucie humoru. Prawdziwe poczucie humoru, czyli błyskawiczny, żartobliwy komentarz do aktualnych wydarzeń. Także autoironiczny. Nie ma ono nic wspólnego z powielaniem zasłyszanych dowcipów.

Reasumując. Ktoś, kto posiada wymienione trzy cechy, może poczuć się pełnowartościowym inteligentem. Zwracam uwagę, że najmniejsze znaczenie (żadne) ma tutaj wyższe wykształcenie, choć powszechnie uważa się, że inteligent, to taki człowiek, który skończył studia. Inżynier, albo magister. Z takim poglądem już dawno rozprawił się niegdysiejszy marszałek Sejmu Ludwik Dorn. Oznajmił on wszem i wobec, że ktoś po studiach, to jest tylko wykształciuch i póki co nikt więcej. Całkowicie z nim się zgadzam.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}