Obowiązująca już od prawie dziesięciu miesięcy ustawa śmieciowa miała zapobiec wywożeniu śmieci dla lasów. Czy nowe przepisy się sprawdziły? Jak się okazuje nie do końca. Leśnicy z terenu powiatu przyznają, że ilość wyrzucanych odpadów co prawda nieznacznie spadła, ale przyczyny tego wcale nie upatrują w ustawie.
NIEROZWIĄZANY PROBLEM
Ustawa śmieciowa weszła w życie na początku lipca ubiegłego roku. Od tego momentu właścicielem odpadów na danym terenie stały się samorządy, które w drodze przetargów wyłoniły firmy zajmujące się ich wywozem i nałożyły na mieszkańców opłaty za wykonanie tej usługi. Odtąd płacić miał każdy. Twórcy nowej ustawy zapowiadali, że wyeliminuje to problem wywozu nieczystości do lasów. Czy tak się stało? Wystarczy krótki wypad za miasto, by przekonać się, że nie do końca. - Niedawno wybrałam się na spacer do lasu w okolicach Jerutek i przeraziłam się, widząc, jak dużo leży tam odpadków – mówi nam pani Weronika. Na śmieci można natknąć się również w innych kompleksach leśnych na terenie powiatu. Tymczasem ich sprzątanie to dla nadleśnictw duży wydatek. Przykładowo, w Nadleśnictwie Spychowo, usuwanie pozostawionych w lasach nieczystości to koszt rzędu 50 – 60 tys. zł rocznie.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
STARE NAWYKI GÓRĄ
Zapytani przez nas leśnicy mówią, że w ostatnim czasie liczba wyrzucanych śmieci albo pozostała na tym samym poziomie, albo tylko nieznacznie spadła. - W tej chwili odpadów rzeczywiście jest trochę mniej, głównie wielkogabarytowych – informuje nadleśniczy Nadleśnictwa Szczytno, Janusz Kleszczewski, zastrzegając jednak, że pełniejszy ogląd sytuacji będzie miał po długim majowym weekendzie, kiedy to nasze tereny odwiedza większa liczba turystów. Z kolei nadleśniczy Nadleśnictwa Spychowo Krzysztof Krasula zauważa, że na razie wciąż jeszcze mocno dają o sobie znać dawne nawyki osób niewidzących w zaśmiecaniu lasu nic złego. - Jeszcze nie obserwujemy znaczącej poprawy związanej z funkcjonowaniem ustawy śmieciowej – przyznaje nadleśniczy. Z jego obserwacji wynika, że nieco zmniejszyła się ilość odpadków pozostawianych na leśnych parkingach. - Cały czas prowadzimy akcje uświadamiające mieszkańców, monitorujemy tereny leśne. Wywieramy presję na ludzi, którzy nie mogą zrozumieć działania tej ustawy – mówi nadleśniczy Krasula.
KAMERY SKUTECZNIEJSZE OD USTAWY
Spadek ilości śmieci na swoim terenie zauważa z kolei nadleśniczy Nadleśnictwa Korpele, Waldemar Żebrowski. Jego zdaniem nie jest to wcale skutek wprowadzenia nowych przepisów, ale zainstalowania w lesie monitoringu. W nadleśnictwie nie brakowało tzw. „ciemnych kątów”, gdzie nie tylko wywożono odpady, ale traktowano je jako miejsca libacji alkoholowych, a nawet schadzek. - Wraz z zainstalowaniem monitoringu to wszystko zniknęło – cieszy się nadleśniczy. Nie chce zdradzić, ile zamaskowanych kamer działa w korpelskich lasach. Teren, na którym są zainstalowane, został jednak specjalnie oznakowany, co skutecznie zniechęca do wywozu śmieci. Mimo to problemu nie da się całkiem wyeliminować. - Tylko dziś, objeżdżając teren, przy przystanku na Piecach zauważyłem śmieci pozostawione w w orku – mówi nadleśniczy Żebrowski. Podobne obserwacje ma szef Nadleśnictwa Wielbark Edward Studziński. Obecnie wraz ze strażą leśną, policją i gminą prowadzona jest akcja oczyszczania lasów z odpadków. - Najwięcej śmieci pojawia się w pobliżu okolicznych wsi – zauważa nadleśniczy. Również na jego terenie działa monitoring. Dzięki niemu udało się zatrzymać mieszkańca, który wylewał do lasu płynne nieczystości.
Leśnicy przypominają, że osobom wywożącym śmieci do lasu grozi do 500 zł mandatu. Sprawca musi być jednak złapany na gorącym uczynku.
Ewa Kułakowska
{/akeebasubs}
