Odszedł znany szczycieński lekarz okulista i były dyrektor szpitala w Szczytnie, Wenanty Lewalski. W ciągu swojej wieloletniej praktyki leczył kilka pokoleń mieszkańców miasta i okolic, po porady do niego przyjeżdżali także ludzie z całej Polski. Jego długoletnie współpracownice, Mirosława Zapadka i Bożena Długokęcka wspominają go nie tylko jako wysokiej klasy specjalistę, ale też ciepłego i życzliwego człowieka.

Leczył kilka pokoleń szczytnian
Doktor Wenanty Lewalski ze Szczytnem związany był 55 lat

DYREKTOR W TRUDNYCH CZASACH

Wenanty Lewalski urodził się 22 lipca 1937 r. w Zieluniu na Mazowszu. W roku akademickim 1955/1956 rozpoczął studia na Akademii Medycznej w Warszawie. W tym czasie poznał swoją przyszłą żonę, Małgorzatę. Pobrali się w 1960 r. i przeżyli wspólnie ponad 60 lat. Po ślubie przez trzy lata mieszkali na Lubelszczyźnie. W 1967 r. los przywiódł ich do Szczytna. Doktor Lewalski podjął tu pracę w Szpitalu Powiatowym na stanowisku lekarza w Poradni Okulistycznej. W 1969 r. uzyskał specjalizację I stopnia w dziedzinie okulistyki, a następnie specjalizację II stopnia. W 1973 r. został kierownikiem Poradni Okulistycznej, udzielał też konsultacji okulistycznych w szpitalu oraz dyżurował w Dziale Pomocy Doraźnej.

Z początkiem kwietnia 1977 r. wojewoda powołał go na stanowisko zastępcy dyrektora Zespołu Opieki Zdrowotnej w Szczytnie, a niespełna dwa lata później – dyrektora. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Funkcję tę pełnił do końca października 1982 r. Za swoją wieloletnią pracę na rzecz służby zdrowia został odznaczony m.in. Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz odznaką „Zasłużony dla Warmii i Mazur”. Ze szczycieńskim szpitalem był związany do 1996 r. Za jego kadencji powstał pomysł i podjęto starania dotyczące budowy szpitala. Plany te, ze względu na ówczesną sytuację polityczno – gospodarczą, nie doszły do skutku. Nowa placówka zamiast w Szczytnie, powstała w Biskupcu.

Wenanty Lewalski przez lata prowadził także prywatną praktykę lekarską, udzielając porad kilku pokoleniom mieszkańców Szczytna i nie tylko.

Obecna dyrektor szpitala Beata Kostrzewa wspomina, że szczycieńska placówka zawsze była bliska jego sercu i bardzo się nią interesował. - Kiedy leżał u nas jakiś czas temu jako pacjent, udałam się do niego w odwiedziny. Namawiałam go wtedy, aby podjął się napisania wspomnień związanych z planami budowy nowego szpitala. S zkoda, że nie zdążył tego zrobić – mówi Beata Kostrzewa.

WYDZWOŃ MI GIERKOWĄ

Niezwykle ciepło wspominają doktora Lewalskiego Bożena Długokęcka i Mirosława Zapadka, pielęgniarki, które przez wiele lat współpracowały z nim w Poradni Okulistycznej. - Poznałam go, gdy pracowałam na oddziale chirurgicznym, a on przychodził tam na konsultacje okulistyczne. Wtedy mnie sobie „upatrzył” i zaproponował, bym zatrudniła się w poradni – wspomina pani Bożena. W tamtych czasach doktor Lewalski był jedynym okulistą w Szczytnie i okolicach. Nic więc dziwnego, że miał ręce pełne roboty. - Przyjmował dziennie nawet po 40 – 50 pacjentów – opowiada pielęgniarka. Poradnia początkowo mieściła się przy ul. Skłodowskiej – Curie, a następnie została przeniesiona na ul. Wielbarską. Mimo tak dużej liczby pacjentów, doktor nigdy nie odmawiał pomocy w razie nagłych wypadków. Mirosława Zapadka wspomina, jak u pewnej starszej kobiety zdiagnozował poważną wadę wymagającą specjalistycznego leczenia. - Powiedział wtedy do mnie: masz bojowe zadanie – „wydzwoń” mi Gierkową – opowiada pani Mirosława. Profesor Ariadna Gierek, synowa I sekretarza KC Edwarda Gierka, kierowała Katedrą i Kliniką Okulistyczną Śląskiej Akademii Medycznej, cieszącej się bardzo dużą renomą. Pani Mirosławie udało się skontaktować z kliniką. Ustalono, że pacjentka może tam trafić, a transport na Śląsk zapewnił jej doktor Lewalski. - Dla nas był jak ojciec. Interesował się nami, martwił o nas, gdy np. chorowałyśmy – wspominają pielęgniarki. Jedną z naszych rozmówczyń jeszcze niedawno chciał odwiedzić w szpitalu covidowym. Trudno mu było to wyperswadować, tłumacząc, że przecież nie ma tam odwiedzin.

SUKCES TO PRACA I TROCHĘ TALENTU

Wenanty Lewalski miał dwóch synów. Jednemu z nich zaszczepił bakcyla okulistyki. W rozmowie z „Kurkiem” w 2010 r. odbytej przy okazji obchodzonych wraz z małżonką Złotych Godów doktor przyznawał, że praca daje mu dużo radości. - Wciąż lubię to, co robię – mówił, dodając, że na sukces w życiu składa się właśnie praca i trochę talentu.

Doktor zmarł 14 marca w Gdańsku. Jego pogrzeb odbył się w miniona sobotę. Lekarz spoczął na cmentarzu komunalnym w Szczytnie.

(ew){/akeebasubs}