Śródleśne mogiły, na pierwszy rzut oka zagubione, mają jednak swoich opiekunów. Jednym z nich jest Piotr Dzięgo z Nadleśnictwa Korpele. Nie tylko dba o nie, ale i zna ich historię.

OPIEKUN Z PRZEKONANIA
Od kilku dni na obszarze leśnym leżącym za starym, zamkniętym rozwidleniem szos wiodących do stolicy regionu oraz Nidzicy odbywa się wycinka starodrzewu. Znajduje się tam leśna mogiła z czasów I wojny światowej. Podczas wyrębu lasu drwale ścięli też okalające ją tuje. Zaniepokoiło to jedną z naszych Czytelniczek, która o fakcie poinformowała redakcję.
Na miejscu spotkaliśmy Piotra Dzięgo, leśnika nadzorującego pracę drwali. Pokazuje nam wspomniane tuje, które na szczęście nie zostały całkowicie usunięte, a tylko przycięte do wysokości około 1,2 metra.
– Rośliny te zwane też żywotnikami wkrótce odrosną – uspokaja nas leśniczy. Zostały przycięte dlatego, że są wiekowe i mocniejszy wiatr mógłby je przewrócić na mogiłę. Leśniczy chce też usunąć stary płot, który jest w opłakanym stanie. Zamiast niego zamierza jeszcze przed 1 listopada postawić wokół grobu dębowy płotek. Pan Piotr uważa, że mogiły z czasów I i II wojny światowej stanowią świadectwo dziejów naszej ziemi i należy o nie dbać. Choć nie miał tego w zakresie swoich obowiązków, sporządził wykaz grobów usytuowanych w jego rewirze i teraz w ramach programu opieki nad miejscami kulturowo-przyrodniczymi, dysponując niewielkimi funduszami, może się nimi opiekować.
Przy okazji opowiada nam ciekawą historię dotyczącą wspomnianego żołnierskiego grobu. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Otóż po wybuchu I wojny światowej, w sierpniu 1914 r. mały oddział zwiadowczy pruskiej armii przemieszczał się z kierunku Jedwabna w stronę Szczytna. Żołnierzy wypatrzył rosyjski snajper, który miał swoje stanowisko na pobliskiej górce, na tej, na której za czasów PRL-u stał okazały witacz. Gdy żołnierze zbliżyli się do snajpera na odległość strzału, ten śmiertelnie ranił ich dowódcę.
TRAGICZNE LOSY MAZURÓW
Jak wspomnieliśmy, Piotr Dzięgo opiekuje się także innymi grobami. Pomagają mu w tym miejscowi, m. in. mieszkańcy Janowa i Sawicy.
Tuż pod Janowem, w lesie w kierunku na Sędańsk, może 100, 150 m od szosy leśniczy pokazuje nam inną samotną mogiłę, zagubioną pośród choinek. Niedaleko niej widać też fragmenty fundamentów zabudowań gospodarczych. Napisy na nagrobku są już kompletnie nieczytelne, ale według przekazów okolicznych mieszkańców spoczywa tu gospodarz rozstrzelany przez żołnierzy radzieckich w styczniu 1945 r. Po wkroczeniu Armii Czerwonej na Mazury, ukrywał się on w leśnej ziemiance. Pewnego dnia postanowił jednak z niej wyjść, by popatrzeć na swoje gospodarstwo, czy zabudowania jeszcze stoją, czy też zostały spalone. Wtedy natknął się na radzieckich żołnierzy, którzy rozstrzelali go na miejscu. Kolejna mogiła z czasów II wojny znajduje się tuż nad Młyńskim Stawem w Janowie. Jest zadbana, widać na niej znicze, znak, że miejscowi pamiętają o tym miejscu i tragedii jaka się tu wydarzyła. W grobie spoczywają mieszkańcy, którzy w ostatniej chwili uciekali przed Armią Czerwoną w kierunku na Olsztyn. Na leśnej drodze natrafili na radziecki oddział i także zostali rozstrzelani na miejscu. Nazwiska, daty urodzenia i śmierci – 21 stycznia 1945 r. - są czytelne. Czwarty grób, bezimienny, usytuowany jest także przy gruntowej drodze wiodącej w kierunku Gromu. Według relacji miejscowych, leży tu rozstrzelany przez czerwonoarmistów pracownik rolny z Sawicy.
Marek J.Plitt{/akeebasubs}
