„Letnie granie”, to nazwa przyjęta dla cyklu imprez odbywających się każdego roku w Szczytnie, w okresie od 1 maja do pierwszych dni września.
Tegoroczne „Letnie granie” rozpoczęło sympatyczne widowisko na miejskiej plaży, towarzyszące regatom żeglarskim. Nazwano je „Szanteczka dla dziecka”. Maluchy śpiewały żeglarskie szanty na ciekawie zaaranżowanej estradce, połączonej z pokładem zabawowego niby statku, stojącego od lat na plażowym piasku. Mam w rodzinie przedszkolną panienkę, która także występowała w dziecięcym koncercie, toteż nie mogłem tam nie być. Tym bardziej, że wcześniej obserwowałem i nasłuchiwałem w domu, jak mała Łucja uparcie ćwiczy przydzieloną jej żeglarską piosenkę. Swoją drogą podziwiam inwencję i wręcz niepojętą dla mnie, raptusa, cierpliwość szczycieńskich pań przedszkolanek, które naprawdę wiele serca i pracy wkładają w edukację maluchów.
Ogólnie biorąc tutejsze dzieciaki „zaopiekowane” są znakomicie. W letnim programie dziecięcych imprez pięciokrotnie przewidziano dwudniową imprezę (sobota, niedziela) pod nazwą „Wyspa twórczej zabawy i aktywnego wypoczynku”. W sobotę 13 lipca poszedłem na łąkę za restauracją „Zacisze”, aby popatrzeć jak to wygląda. Wspaniale. Od godziny 11.00 do 19.00 dzieciakom, w każdym wieku i o różnych zainteresowaniach, nie brakuje rozrywki. Oczywiście podstawą plenerowego założenia są nadmuchiwane, wielkie zabawowe konstrukcje dla rozbrykanych, ruchliwych malców, ale oprócz tego ustawiono cały szereg dużych namiotów, a każdy z inną propozycją rozrywki. Nawet dla tych małych „nałogowców” uzależnionych od komputerowych gier. W końcu zupełnie inaczej spędza się czas przed ekranem na świeżym powietrzu niż w domu. Mnie bardzo spodobał się pomysł zabawowego placyku, gdzie dzieci dostały do dyspozycji ogromną ilość klocków. Takich najzwyklejszych, czyli po prostu drewnianych, równo przyciętych listewek. I oto tuż obok skupionych komputerowców, nie mniej skupieni twórcy usiłowali stworzyć coś oryginalnego z prymitywnych kawałków drewna.
Tego dnia spędziłem nad Jeziorem Domowym Dużym nieco więcej czasu, albowiem tuż obok dziecięcej łąki, czyli na boisku piłkarskim przed budynkiem MOS, wręczano nagrody kolejnym zwycięzcom „Triathlonu Szczytno”. Tę sportową imprezę zainaugurowano przed rokiem. W tegorocznej edycji, czyli drugiej, wzięło udział około 300 osób. Triathlon polega na tym, że trzeba wykazać się umiejętnością szybkiego pływania, biegania oraz jazdy na rowerze. Na różnych dystansach. Podczas wręczania nagród tłumy ludzi siedziały przy stołach ustawionych na płaszczyźnie boiska. Pośród nich nie brakowało miejscowych luminarzy. Bardzo atrakcyjne widowisko. Potem poszedłem dalej. Plaża i molo pełne turystów. Jeszcze dalej amatorzy plażowej siatkówki walczą na dwóch boiskach. Wokół nich kibice. Przyznam, że poczułem się w Szczytnie jak w prawdziwym mazurskim kurorcie. Nareszcie. Piękna pogoda, tłumy turystów i cały czas coś się dzieje, o czym przez głośniki bez przerwy informują konferansjerzy licznych, nadjeziornych imprez.
Obserwuję pracę organizatorów tegorocznego programu „Letnie granie”.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Wkrótce czekają nas DNI I NOCE SZCZYTNA. Zakładam, że i tu także wszystko zagra. Później „Wieczór jazzowy”. To impreza, którą akurat ja organizuję już od ponad 10 lat. Tym razem koncert odbędzie się w Miejskim Domu Kultury, co oczywiście gwarantuje najwyższy poziom dźwięku, bowiem nikt nie potrafi nagłośnić tak profesjonalnie renomowanych artystów, jak emdekowscy muzycy Andrzej i Janusz Ałajowie. Tego lata zaprosiliśmy trzy znakomite zespoły. Dwa z Warszawy i jeden z Olsztyna.
Oczywiście warto także uczestniczyć w imprezach organizowanych poza zaplanowanym programem letniego grania. Na przykład niedawno, w Muzeum Mazurskim, otwarto dwie nowe wystawy. Przed tygodniem napisał o nich mój kurkowy sąsiad Witold Olbryś, zatem nie będę opisywał ekspozycji. Uważam, że jest zrobiona znakomicie. Natomiast nieco zaskoczony jestem samą procedurą powstania owych nowych wystaw. Wymyśliła je i zrealizowała olsztyńska centrala, czyli Muzeum Warmii i Mazur. Za własne pieniądze, bo przecież szczycieńskiego muzeum, które jest oddziałem muzeum olsztyńskiego, nigdy nie było i nie będzie stać na poniesienie aż takich kosztów. Od prawie dwudziestu lat związany jestem z naszym muzeum. Przepracowałem w nim kilkanaście lat. Nigdy w tym okresie Muzeum Mazurskie w Szczytnie nie miało prawie żadnego finansowego wsparcia z centrali. Po prostu nie było na to pieniędzy i już. I oto nagle taka dotacja! Fakt, że w tym czasie zmieniło się troje naczelnych dyrektorów, ale skąd ta forsa? Ponieważ w dzisiejszych czasach wszystko jest polityką, śmiem przypuszczać, że jest to przedwyborcza inicjatywa popierająca aktualnego dyrektora, o którym wiadomo, że ma ambicje polityczne. Na kampanię pieniądze znajdą się zawsze. Upewnia mnie o tym redakcja wernisażowego zaproszenia, na których olsztyński dyrektor jednoosobowo zaprasza gości do Szczytna. Pierwszy raz od dwudziestu lat widzę takie zaproszenie. Dawniej zawsze pisano: Dyrektor Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie oraz Kierownik Muzeum Mazurskiego w Szczytnie zapraszają... Jakoś tak się w Polsce grzecznościowo utarło, że to jednak bezpośredni gospodarz lokalu powinien zapraszać gości.
Letnie granie wciąż trwa. Bawmy się.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
