Szanowna Redakcjo,
po kilkudniowej wizycie w Szczytnie – już po raz trzeci – czuję się zobowiązana zwrócić uwagę na problem, który, jak się wydaje, został przez miasto całkowicie zlekceważony.
Mam na myśli nadzwyczajną liczbę kawek, a nawet wrażenie inwazji, które dosłownie opanowały Szczytno. Ptactwo to obsiada drzewa, dachy, kominy i ulice w takich ilościach, że trudno mówić o komforcie życia mieszkańców czy spokoju turystów.
Hałas w godzinach wieczornych i o świcie (ok. 5 rano) jest nie do zniesienia, a zanieczyszczenia pozostawiane przez ptaki psują wygląd miasta i generują dodatkowe koszty utrzymania czystości.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Zastanawiam się, dlaczego władze miasta oraz radni nie podejmują zdecydowanych działań, które mogłyby ograniczyć zagnieżdżanie się tych ptaków. Istnieją sprawdzone, humanitarne metody ich odstraszania i zabezpieczania budynków – wystarczy determinacja i konsekwencja.
Szczytno to piękne miejsce z ogromnym potencjałem turystycznym. Tym bardziej dziwi brak reakcji na problem, który realnie szkodzi wizerunkowi miasta i jakości życia jego mieszkańców.
Dla porównania – w Krakowie władze kilkanaście lat temu skutecznie ograniczyły populację gołębi w rejonie Rynku Głównego, gdzie wcześniej sytuacja była równie uciążliwa. Da się to zrobić – trzeba tylko chcieć.
Mam nadzieję, że ktoś z Państwa pochyli się nad tą sprawą z należytą powagą. Problem jest poważny i wymaga systemowych działań, zanim szkody w wizerunku i infrastrukturze staną się trwałe.
Z wyrazami szacunku
Agnieszka Banasiewicz - zaniepokojona turystka z Krakowa{/akeebasubs}
