...dla ochłody to smakołyk pożądany i temat adekwatny do aktualnej pory roku. Gdy lato króluje, wiele osób ten produkt kupuje.
Niedawno rozmawiałam ze znajomymi i każdy miał różne doświadczenia związane z chłodzącym kubki smakowe produktem. We wszystkich przywołujących przeszłość opowieściach jedna sytuacja była niezmienna – stanie w kolejce do budki lub kiosku gdzie sprzedawano ten pyszny, zimny smakołyk. Od razu podczas rozmowy wykreśliliśmy plan rozmieszczenia takich punktów w Szczytnie z naszego dzieciństwa. Wyszło nam, że najstarsza lodziarnia zlokalizowana była koło „Gastołka” (tak nazywano kiosk ruchu, w którym sprzedawał pan o nazwisku Gastołek). Uściślając, budka zlokalizowana była na ulicy Żwirki i Wigury po prawej stronie, kierując się z ulicy Odrodzenia w stronę Jeziora Małego Domowego. Lody sprzedawała tam rodzina państwa Jakuszewskich, a potem... tu doszło do kłótni, jedna z dyskutantek uparcie wmawiała nam, że po Jakuszewskich budkę przejęli państwo Bogaccy. Natomiast pozostałe rozmówczynie z uporem i stanowczością twierdziły, że rodzina Bogackich lody sprzedawała w budce na ulicy Warszawskiej naprzeciwko kościoła ewangelickiego. Takim sposobem namierzyłyśmy dwa z pierwszych, w naszej ocenie, punktów sprzedaży lodów w Szczytnie, trzeci był przed kawiarnią Mokka, kolejny przy kawiarni „Muszelka” przy obecnej „Mazurianie”, następny przy browarze, wreszcie najważniejszy i kultowy przy Domu Kultury. Być może były jeszcze inne, ale taki plan wykreśliło pokolenie moich równolatków, a wiadomo, że skleroza nie boli, ale trzeba się czasem nachodzić. Więc my chodziliśmy do tych wymienionych punktów i zawsze staliśmy w ogonku oczekujących.
Pierwotna zasada sprzedaży lodów była prosta, sprzedawane były na gałki. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W moim dzieciństwie powiedzenie: „masz na lody”, było wyróżnieniem najsmakowitszym i nagrodą pieniężną o znaczeniu najwyższym. Równolegle z lodami „nakładanymi” można było też czasem nabyć lody na patyku, takie lody bambino ja kupowałam na odpuście, gdy wypoczywałam u drugiej babci na wakacjach, bywały też w sklepach mleczarskich. Jednak największy lodowy hit nad hitami wprowadził pan Mączka, uruchamiając sprzedaż i produkcję lodów kręconych wprost do wafla-rożka. Ależ po te lody włoskie tłumy się kręciły, a stojąc w kolejce z uwagą lustrowaliśmy reklamę „ORBISU” umieszczoną na zderzaku lokomotywy. Gdybym była malarzem, to nawet dziś mogłabym namalować ówczesny pociąg marzeń, który w moim wyobrażeniu wiózł turystów w siną dal i promował: turystykę, podróże i wypoczynek. Malowidło przez lata zdobiło front budynku, do którego przylega Miejska Biblioteka Publiczna w Szczytnie. A skoro jestem przy bibliotece, to je dyrektor Jadwiga Pijanowska na potrzeby tego tekstu pozwoliła zamieścić fotkę, na której w 1986 roku została sfotografowana z córką Olą i niechcący, przypadkiem została też uwieczniona budka z lodami zlokalizowana przy kawiarni „Mokka”, a należąca do „Społem”. Moja firma lody sprzedawała i takie budki w ajencje różnym ajentom przekazywała, oni lody kręcili i całe miasto mrozili. Jednak kolejny lodowy hit wydarzył się dzięki innowacji państwa Medźwiedzkich, którzy pod koniec lat dziewięćdziesiątych uruchomili sprzedaż lodów w plastikowych, kolorowych, jednorazowych kubeczkach. Pamiętam, że te kubeczki zbierałam, bo tuż przed wyjazdem na urlopowy pobyt w Ośrodku Wypoczynkowym „Kobylocha” kosztowaliśmy niezapomnianych smaków w oryginalnych naczyniach i ja zamiast wyrzucić, kubeczki umyłam i przeznaczyłam na pucharki do poziomek, jagód, deserów... Ale lodową mapę wspomnień Szczytna wytyczyłam i się ochłodziłam.
Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}
