Z rozrzewnieniem wspominam czasy kiedy nie znano dyskotek, a w celach rozrywkowych chodziło się na dancingi do restauracji. Tych restauracji z „moich lat” mógłbym wymienić kilkadziesiąt. Głównie warszawskich choć także z Wrocławia, Krakowa, czy Gdańska. Szczytna wówczas nie znałem, ale opowiadano mi, że całkiem przyzwoite wieczorne imprezy odbywały się w „Zaciszu” i w „Leśnej”. Co do „Zacisza”, to poznałem nawet niegdysiejszą topografię, czyli gdzie stał bar, gdzie było podium dla orkiestry i gdzie parkiet. Wszystko całkiem inaczej niż dzisiaj. Także orkiestry były w tamtych latach inne, bo musiały umieć grać na żywo. Dzisiejsze zespoły, grające głównie na weselach, mają prawie wszystko nagrane na odpowiednich nośnikach i tylko udają, że ich instrumenty – podłączone do nagłośnienia – funkcjonują podczas imprezy. Często nawet wokaliści śpiewają do wyłączonych mikrofonów, a dźwięk na salę idzie z płyty. Dawniej nie dało się tego zrobić. Każdy z muzyków musiał naprawdę napracować się, żeby zarobić tych parę złotych.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Dancingi miały to do siebie, że orkiestra grała trzy kawałki i robiła dwadzieścia lub piętnaście minut przerwy. I wtedy można było pogadać sobie przy stosownym kielichu. Dzisiaj w dyskotekach muzyka leci non stop, toteż nikt z nikim nie gada. Dominuje rytmiczna gimnastyka do taktu - coś jakby aerobic. Po prostu sport zamiast międzyludzkich kontaktów. Jako wzorcowy starzec powinienem teraz westchnąć „ech… upadają obyczaje”.

Podobnie tradycje łowieckie. Wszystkie polujące koła głoszą, że tradycja to dla nich świętość, tymczasem w praktyce okazuje się, że to tylko taka poza. Ot, widowisko dla tych, którzy nie dostąpili zaszczytu przynależności do kół łowieckich. Tutaj od razu zaznaczę, że ja także polowałem przez kilka sezonów w jednym z warszawskich kół. Później dałem sobie spokój. Między innymi zraziła mnie ewidentna hipokryzja większości kolegów. Napisałem „większości”, no ale przecież – dzięki Bogu - nie wszystkich.

Dzisiaj mieszkam w regionie, który od niepamiętnych czasów słynął z terenów łowieckich. Za czasów niemieckich ten szczególny walor Mazur podkreślano w niezliczonych publikacjach promujących nasz region. Lokale publiczne - zarówno te związane z władzą jak i te powszechnej użyteczności - przyozdabiano trofeami łowieckimi, a podstawowym materiałem wykorzystywanym do aranżacji wnętrz bywało drewno pozyskiwane z miejscowej kniei. Także niedługo po wojnie Mazury słynęły w Europie z bogatych łowisk, przyciągając łowców z całego świata (biuro ORBIS), podobnie jak dzisiejsze afrykańskie safari.

Czy tak jest nadal? Chyba nie, co uświadomiłem sobie podczas niedawnego spotkania myśliwych w Muzeum Mazurskim. Pośród nich poznałem kilku doświadczonych, starych łowców. Okazją było spotkanie z prawie dziewięćdziesięcioletnim Józefem Balickim, którego ojciec, w roku 1929, założył „Nadniemeńskie Koło Łowieckie”. Natomiast Pan Józef przez dziesiątki lat polował w naszych mazurskich lasach. Ileż wspaniałych historii nasłuchałem się podczas owego spotkania! Kto jeszcze, z dzisiejszej myśliwskiej „młodzieży”, aż tak poważnie (a nie tylko widowiskowo) traktuje owe zamierzchłe tradycje? No a poza tym komu jeszcze chce się promować region i miasto Szczytno zwracając uwagę na walory okolicznych terenów łowieckich?

A jednak okazało się, że nasi – przepraszam za słowo – wiekowi myśliwscy pasjonaci wciąż imponują werwą i pomysłami. Obecnie pan Ludwik Narewski próbuje zainicjować stowarzyszenie, które zajmie się tą dawną, prawdziwą tradycją. W tym również takimi cymeliami jak myśliwska kuchnia, czy stosowna muzyka. Już tylko te dwa - osobiście bliskie mi tematy - zmieniają mój ogólny pogląd na sprawy łowieckie i podjęta próba propagowania tak ujętej tradycji powoduje, że chętnie sprzyjał będę podobnym działaniom.

W gruncie rzeczy zawsze uwielbiałem dziczyznę! A i pogadać także - oczywiście w sensownym gronie. I to jest to, co łączy temat dancingów z dobrze pojętą tradycją dawnych myśliwych.

Andrzej Symonowicz

{/akeebasubs}