Trzydziestego października zmarł w Nowym Jorku Maciej Kossowski.

W wieku lat 85. Artysta niemal całkowicie zapomniany w swojej ojczyźnie. Mam jednak nadzieję, że większość moich czytelników, czyli ludzie z tego samego pokolenia co ja, jeszcze go pamiętają. Był instrumentalistą oraz piosenkarzem. Niekwestionowaną gwiazdą muzyki młodzieżowej (bigbitu) początku lat sześćdziesiątych. Jego nazwisko być może poszło w zapomnienie, ale na pewno nie piosenki, które śpiewał. Na przykład takie przeboje jak „Dwudziestolatki”, „Agatko pocałuj”, czy „Wakacje koloru blond”. Kossowski należał do najwcześniejszych piosenkarzy bigbitowych. Debiutował z „Czerwono Czarnymi” - zespołem założonym w roku 1961, do którego dołączył dwa lata później. Słynne „Czerwone Gitary” powstały w roku 1965. Uważam, że Kossowski zasłużył na wspomnieniowych kilka słów felietonisty, który około sześćdziesięciu lat temu należał do jego zagorzałych fanów. Zatem zaczynam.

Maciej Kossowski urodził się w roku 1937 w Grudziądzu.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  W powojennej Polsce studiował polonistykę, a także uczył się gry na trąbce w średniej szkole muzycznej. Mieszkał w Gdańsku. W wieku około 20 lat związał się ze słynnym teatrzykiem „Bim-Bom”. Była to grupa gdańskich studentów kierowana przez młodego aktora Zbyszka Cybulskiego. W tym teatrzyku debiutowali, między innymi, Bogumił Kobiela i Jacek Fedorowicz. Następcą „Bim-Bomu” (w klubie „Żak”) był „Cyrk Rodziny Afanasjew”, gdzie Maciej Kossowski kontynuował swoją działalność sceniczną. Jednocześnie grał na trąbce ze znakomitymi zespołami rozrywkowymi i jazzowymi (na przykład ze Zbigniewem Namysłowskim) w najlepszych nocnych lokalach Wybrzeża. I oto pewnego dnia, w knajpie, gdzie Kossowski grał, a także podśpiewywał, biesiadował słynny już zespół „Czerwono Czarni”. Młodzieżowej grupie bitowej tak spodobał się Maciej Kossowski, że liderzy zespołu zaproponowali mu stałą współpracę. I tak zaczął się zupełnie nowy etap w jego życiu.

Przez zespół „Czerwono Czarni” przewinęło się bardzo wielu wykonawców, a także wykonawczyń ówczesnej muzyki młodzieżowej. Pośród owych gwiazd szczególnie pokochałem interpretacje Michaja Burano oraz Karin Stanek. Oczywiście nic nie ujmując pozostałym członkom zespołu, takim jak Bogusław Wyrobek, czy Wojciech Gąssowski i inni. Ale kiedy do grupy dołączył Maciej Kossowski, to on stał się moim idolem nr 1. Prawdopodobnie dlatego, że Kossowski, jako muzyk, grywał jazz i potrafił wiele elementów interpretacji tego rodzaju muzyki wykorzystać w repertuarze bigbitowym. A do tego śpiewał nieco ochrypłym głosem, co także kojarzyło się z muzyką nowoorleańską. Pamiętam jeden z jego utworów „Szkolny bal”. Pierwszy raz usłyszałem tę piosenkę na wczasach w Kościelisku koło Zakopanego. W dużym domu wypoczynkowym. Byłem wówczas maturzystą, a w owym pensjonacie spędzało wakacje wielu moich rówieśników. Wszystkich nas zachwycił ten całkiem nowy przebój i nasza młodzieżowa delegacja wymogła na pracowniku wczasowego radiowęzła, żeby każdego ranka, w porze śniadaniowej, budził nas, poprzez głośniki, piosenką „Szkolny bal”. Naprawdę jest to piękny muzycznie utwór. Lekko swingujący. Autorami piosenek Kossowskiego byli Włodzimierz Patuszyński - teksty i muzyk Józef Krzeczek. W owych latach bardzo popularni twórcy. Krzeczek był przez jakiś czas kierownikiem muzycznym zespołu „Czerwono Czarni”.

W roku 1967 Maciej Kossowski przeniósł się do zespołu „Tajfuny”. Warszawskiej grupy związanej z klubem „Stodoła”. Tutaj powstał wielki przebój, którego autorami byli Jonasz Kofta - tekst i Juliusz Loranz - muzyka. Mam na myśli piosenkę „Wakacje z blondynką”. O tym, że utwór ten stał się wielkim przebojem Kossowski dowiedział się dopiero wtedy, gdy był już w Ameryce. Od Kaliny Jędrusik. A dlaczego w Ameryce? Maciej Kossowski opuścił ojczyznę na początku roku 1970. W roku 1967 ożenił się w Polsce z Amerykanką, którą poznał podczas tournèe po USA. Po ślubie żona artysty wróciła do Ameryki, a Kossowski aż dwa lata czekał na paszport. W końcu go dostał i poleciał do żony. Ale nie chciał wracać. Został na stałe. Założył własny zespół muzyczny. Występował jako Mike Cossi. Tylko jeden raz przyleciał do Polski. W roku 2012. W wieku 75 lat. Wystąpił wówczas w Grudziądzu, podczas święta swojego miasta.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}