Rozmowa z nowym trenerem SKS Szczytno Pawłem Pietrzakiem
- Zajął pan miejsce Mirosława Zyśka. Czuje się pan wyróżniony?
- Biorąc pod uwagę historię tego klubu i to, że grałem w nim przez blisko 25 lat, z pewnością tak. To fajne wyzwanie, aczkolwiek nie staję przed czymś nowym.
- Da pan sobie radę?
- Tak naprawdę w zajęciach pierwszej drużyny uczestniczę już od pół roku. Po objęciu obowiązków trenera Mirek zaprosił mnie do sztabu szkoleniowego. Najpierw byłem odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne. Z czasem przejąłem pozostałe zadania, bo Mirek stwierdził, że dobrze daję sobie radę.
- Przed rozpoczęciem rundy rewanżowej wasza sytuacja wydawała się beznadziejna. Tymczasem staliście się rewelacją, zajmując w niej trzecie miejsce. To pozwoliło uratować się przed spadkiem. Co kryje się za tak nagłą przemianą drużyny?{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Wcześniej chłopaki mało biegali, słabo byli zorganizowani w defensywie, nie potrafili też wychodzić do kontrataku. Nie wiem, czy brakowało im sił, czy raczej problem leżał w psychice. To sprawiało, że mało mieli sytuacji bramkowych, a przeciwnik dużo miejsca na rozwinięcie gry. Nawet słabi rywale potrafili to wykorzystać. Usunięcie tych mankamentów pozwoliło nam awansować w tabeli.
- Wierzył pan, że uda się uchronić przed spadkiem?
- Tak, bo wiedziałem co należy poprawić i na co tę drużynę stać. Zakładałem tylko, że do utrzymania wystarczy zdobyć mniej punktów. Okazało się, że cały dół tabeli podniósł poziom gry i walka była dla nas mordercza, choć ostatecznie zakończona sukcesem.
- Jak ocenia pan dziś wartość drużyny?
- Kadrowo jest naprawdę nieźle. Zakończył karierę Daniel Kacprzak, ale pod koniec rundy powrócił z zagranicy Arek Wnuk. Bardzo nam pomógł. W drugim meczu barażowym najpierw strzelił bramkę, a potem wypracował karnego.
- Czy planuje pan wzmocnienie drużyny zawodnikami z zewnątrz?
- Prowadzimy rozmowy, ale szczegółów nie mogę zdradzić. Są ludzie, którzy są w kręgu naszych zainteresowań i są tacy, którzy chcieliby spróbować u nas swoich sił. Jesteśmy jednak w tak dobrej sytuacji, że każdy nowy zawodnik, który do nas przyjdzie, nie będzie miał pewności gry w pierwszym składzie. Zapowiada się mocna rywalizacja, bo już dziś mamy solidny zespół. Jesteśmy zgraną ekipą, fajnie nam się współpracuje.
- Niektóre kluby, ściągając dobrych zawodników, przyznają im stypendia. Nie myślicie pójść tą drogą?
- Praktykowane to jest co prawda także w naszym powiecie, ale my nikogo nie będziemy wyróżniali. Na tę chwilę klubu nie stać, aby kogokolwiek dodatkowo wynagradzać. Jedyne pieniądze są za zwycięstwo. I na tym musimy na razie poprzestać.
- Jakie to środki?
- Jest określona pula pieniędzy do podziału dla zawodników. To jedyne pieniądze, które otrzymują.
- Gdzie będziecie się przygotowywać się do nowego sezonu?
- Na miejscu, treningi wznawiamy 12 lipca, a rozgrywki ruszają miesiąc później.
- Jaki cel stawia pan sobie i drużynie? Czy jesteście w stanie walczyć o awans do IV ligi?
- Mówienie o tak ambitnych planach wywiera na zawodników niepotrzebną presję i trochę przeszkadza. Mogę natomiast zadeklarować, że będziemy walczyć o zwycięstwo w każdym meczu. Pierwszy w nowym sezonie rozegramy na wyjeździe z VĘGORIĄ.
- Wcześniej czeka was pojedynek w ramach Pucharu Polski.
- Puchar nie jest dla nas priorytetem. Nie zdobędziemy go, nawet na szczeblu wojewódzkim, ale czołowe miejsce w tabeli klasy okręgowej z pewnością jest w naszym zasięgu.
- Co jest największym mankamentem piłkarzy SKS-u?
- To, że piłka nie za bardzo chce po ich strzałach wpadać do siatki. Nad tym musimy popracować. Jeżeli poprawimy skuteczność i będziemy wykorzystywać wypracowane sytuacje, nasz bilans punktowy znacznie się poprawi.
- Może być trudno, bo w zespole jest dużo młodych zawodników.
- To nasz atut. Zdecydowana większość z nich bardzo sumiennie podchodzi do treningów. Dobrym przykładem jest Maciek Zyśk, który był rezerwowym w poprzedniej rundzie. Wiosną wszedł do pierwszego składu i potrafi już pociągnąć pozostałych do walki. Mamy bardzo dobre zaplecze i luksus polegający na tym, że możemy dobrze wyszkolonymi zawodnikami uzupełniać pierwszy zespół.
- Łatwo się chyba panu z nimi porozumieć. Pan zaczynał przygodę z piłką też w bardzo młodym wieku?
- Z naszym klubem związany jestem od 9. roku życia. Pierwszym moim trenerem był pan Zdzisław Moczydłowski. W drużynie seniorów debiutowałem w wieku 17 lat. Rok temu, mając 33 lata, skończyłem karierę.
- Dziś nie mieszka pan już w Szczytnie?
- Razem z narzeczoną i 6-letnim synem mieszkam w Olszytynie. Pracuję jednak w Szczytnie, prowadząc tu od 9 lat biuro ubezpieczeniowe.
Rozmawiał
Andrzej Olszewski{/akeebasubs}
