Kolejne felietony piszę zawsze w niedzielę. Tym razem także. W samo południe zasiadłem przy komputerze.

Marek Gaszyński
Marek Gaszyński często odwiedzał Szczytno, głównie przy okazji Dni i Nocy

Nowy temat miałem już przygotowany, zatem zacząłem pisać. I oto nagle dowiedziałem się (15 stycznia), że właśnie zmarł Marek Gaszyński. Przerwałem natychmiast rozpoczęty tekst. Zacznę od nowa, bowiem ta smutna wiadomość bardzo mnie poruszyła. Znaliśmy się z Markiem od wielu lat. Spotykaliśmy się w Warszawie, a także w Szczytnie. Wielokrotnie. Przed laty Marek współpracował z naszym szczycieńskim Muzeum Mazurskim, którego szefową była moja żona, Monika. W roku 2008, wspólnie z Markiem, zaprojektowaliśmy muzealną ekspozycję o początkach bigbitu w Polsce. Monika dostała wówczas od Marka Gaszyńskiego dwie książki jego autorstwa: „Fruwa twoja marynara” oraz „Mocne uderzenie – Czerwono Czarni”. Oba egzemplarze dedykowane. Z podziękowaniem za wspólną imprezę. Leżą teraz na moim biurku, a ja pozwolę sobie przypomnieć postać Marka. A także jego kontakty ze Szczytnem.

Otworzyłem drugą z wymienionych książek i już na pierwszej stronie natknąłem się na ślad zażyłości autora z artystami rodem ze Szczytna.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Gaszyński opisuje sopocki Monciak, czyli ulicę Monte Cassino. Zacytuję fragment jego opowieści: tuż za rogiem był sklep z płytami. Znalazłem tam dwa single Beatlesów z piosenką „I’m down”. Kupiłem oba egzemplarze. Jeden dla siebie, drugi dla Krzysztofa Klenczona. Było to w drugiej połowie lat sześćdziesiątych.

Marek Gaszyński urodził się w roku 1939. Jako dziewiętnastolatek, rozpoczął pracę dziennikarską w Rozgłośni Harcerskiej (rok 1958). Cztery lata później był już dziennikarzem muzycznym Polskiego Radia. Warto przypomnieć, czym odznaczała się Rozgłośnia Harcerska w tamtych latach. Polskie Radio z zasady nie nadawało modnych, zachodnich piosenek. Przeboje rodzime, jak „Cicha woda”, albo piosenki z krajów zaprzyjaźnionych - na przykład z Rumunii, czy Węgier („Marynika”, „Powoli człapał konik”) powinny wystarczyć lojalnemu radiosłuchaczowi. Ale Rozgłośnia Harcerska miała pewne przywileje i jedynie z jej audycji można było, od biedy, dowiedzieć się co jest modne na świecie. Kiedy kilka lat minęło i nastąpiło pewne rozluźnienie na falach eteru, to właśnie dziennikarze z Rozgłośni Harcerskiej przejęli radiową pałeczkę wolności. No, może początkowo trochę ograniczonej. Niezrównanym partnerem Marka Gaszyńskiego, na falach eteru, był wówczas Witold Pograniczny. Witold także już nie żyje.

Wróćmy do Marka Gaszyńskiego. Równolegle z pracą w radio zaczął pisać liczne teksty piosenek dla młodych wykonawców. Zwłaszcza tych bigbitowych. Jego pierwszym wokalnym tekstem był przebój Czesława Niemena „Czy wiesz”. Wiele lat później Marek napisał trzynastozgłoskowcem utwór poetycki „Pan Tadeusz Jazz”. Sześć ksiąg wierszem. Natomiast około 10 lat temu ukazała się jego debiutancka powieść „Teoria zbrodni uprawnionej”.

Jak już napisałem, Marek często bywał w Szczytnie, Przede wszystkim był jednym z jurorów konkursu klenczonowskiego podczas Dni i Nocy Szczytna. Wspólnie z Januszem Kondratowiczem. Za czasów burmistrza Bielinowicza. Także wciąż współpracował z naszym muzeum, wypożyczając, ze swoich zbiorów, atrakcyjne rekwizyty do niektórych ekspozycji. Pamiętam, że kilkakrotnie odwiedzaliśmy go, razem z żoną, w jego sympatycznym domku, na przedmieściu Warszawy. Niemal zawsze zastawaliśmy go przy komputerze. Marek namiętnie grał w szachy. Miał swoich stałych przeciwników i z nimi to, za pośrednictwem internetu, rozgrywał swoje mistrzowskie partie.

Bardzo mi szkoda, że już nie spotkamy się. Ani w Warszawie, ani w Szczytnie. Jak wspomniałem, Marek Gaszyński napisał całe mnóstwo piosenek. Pierwszą z nich wymieniłem. Natomiast tę ostatnią będę zawsze pamiętał. „Gdzie te prywatki”.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}