... to jedna z najjaśniejszych gwiazd polskiej piosenki. Jej blask i sławę podziwiam od 1973 r., gdy po raz pierwszy usłyszałam sztandarowy przebój „Małgośka”. Przez dekady jak wariatka darłam się na widok prania, „że białe koszule na sznurach schły”.
Oczywiście miałam też okazję z pojazdu zaprzężonego w dwa konie wyśpiewywać, „że jadą wozy kolorowe”. Przy utworach Maryli Rodowicz bawiłam się do białego rana i miałam „dwa światy i nas było dwoje”. Podziwiałam artystkę i jej sceniczny wizerunek, to przecież od jej szlagieru „Ale to już było” wziął się tytuł moich felietonów. Lubię wracać do tego co było „i nie wróci więcej”. Nic więc dziwnego, że z wielkim zaciekawieniem obejrzałam emitowany w telewizji film: „Maryla. Tak kochałam”. Za jego sprawą mogłam prześledzić biograficzno-muzyczną karierę podziwianej wokalistki. Przy okazji przypomniałam sobie różne epizody związane z życiem gwiazdy, a dotyczące Szczytna i jego okolic.
Maryla Rodowicz występowała kilka razy podczas koncertów z okazji Dni i Nocy Szczytna. Postanowiłam więc „nakręcić” swój film na temat słynnej i bardzo kontrowersyjnej artystki. W pamięci wielu z nas zapisała się nie tylko „złotymi zgłoskami”, więc podczas przepytywania dzielono się ze mną różnymi wspomnieniami. Jedna ze znajomych powiedziała: „A pamiętasz, jak pewnego razu tak w Nartach zabalowała, że na koncert nie przyjechała?” Oczywiście pamiętałam jak zgromadzona publiczność czekała na piosenkarkę, a ona nie dojechała. Potem krążyły plotki, że wysłano po nią radiowóz, a ona była tak niedysponowana, że występ odwołano. Pytałam, w którym to było roku, ja niestety nie pamiętam i moi rozmówcy też. Wszyscy za to mieli podobny pomysł, bym zadzwoniła do domu kultury, to tam podadzą konkretną datę. Oczywiście tak by było najprościej, ale ja „kręcę” film o Maryli Rodowicz utkany z naszej pamięci. O tym, że piosenkarka bywała w Nartach i tam wypoczywała wiedzieli wszyscy. Natomiast o tym, że zanim upodobała sobie Narty, to wypoczywała na Wałpuszu nie miałam pojęcia. Tę sensacyjną wiadomość przekazał mi jeden z rozmówców. Nie bardzo chciałam w to wierzyć, a tu z pomocą przyszła mi koleżanka, która czyta „Angorę” i przysłała fotkę artykułu z nr 48 z dnia 28.11.2021 r., w którym czytamy min. „Wczesne lata 80., ośrodek w Wałpuszu miejscowego kombinatu „Mazury”. Ładne jezioro, nad brzegiem kilkanaście domków. (...) Z domku wychodzi Maryla Rodowicz”...
W innym wywiadzie zaś przeczytałam, że Maryla Rodowicz uwielbiała wypoczywać w Nartach{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
O Maryli Rodowicz można nakręcić wiele filmów i kreślić wiele wspomnień. Ja zapamiętałam artystkę jak na deskach naszej szczycieńskiej sceny tańcowała i to w trampkach. Wówczas do mojego syna powiedziałam, że do sukienki nie bardzo pasują mi trampki. Wówczas syn spytał czy wiem ile takie trampki kosztują? Nie miałam pojęcia, ale głowa mnie dopiero rozbolała, gdy podobne buty musiałam sprawić synowi. Podczas prowadzenia śledztwa na temat Maryli Rodowicz i ja ze swoimi rozmówcami dzieliłam się wspomnieniami. Na informację o trampkach usłyszałam, że przecież Maryla występowała też u nas bez butów, a pewnego razu tak przy ognisku nad Dużym Domowym na bosaka wywijała, że aż gitara z ramion jej spadała. Maryla Rodowicz to moja idolka, to istna Madonna Polka. Od ponad 50 lat na scenie króluje i nas bawi oraz szokuje.
Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}
