ROZBIEŻNE PROGRAMY
Mazurski Uniwersytet Ludowy (a we wcześniejszych założeniach ich cała sieć) w Pasymiu był pierwszym etapem, gdzie młodzież poddawana była repolonizacji, by w następnej kolejności podjąć pracę lub naukę w zwykłej szkole.
Program opracowany przez Karola Małłka różnił się w zasadniczy sposób od zasad wychowawczych obowiązujących w Warmińskim Uniwersytecie Ludowym w Jurkowym Młynie pod Morągiem prowadzonym przez Jana Boenigka. Różnice te wynikały z odmiennych tradycji, do jakich obydwie placówki się odwoływały. J. Boenigk oparł się na tradycji Związku Polaków w Niemczech, którego naczelnym hasłem było zdanie „Jesteśmy Polakami”, co oznaczało jak najszybszą i jak najściślejszą integrację z państwem polskim. Natomiast K. Małłek oparł się na programie Związku Mazurów w Działdowie, który zakładał stopniowe dochodzenie do polskości przez mazurskość. Jak się okazało, odwołanie się do tradycji organizacji, które jeszcze przed wojną były w nie najlepszych stosunkach, spowodowało, że również po wojnie obaj dyrektorzy nie byli w stanie podjąć zgodnej współpracy.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Program, szczególnie od kursu siódmego i ósmego, oprócz zadań repolonizacyjnych i przygotowywania do pracy społecznej, zawierał treści zawodowe związane z szeroko pojętym rolnictwem, omawiał też zagadnienie spółdzielczości, księgowości i kolektywizacji wsi.
WYSTĘPY WYCHOWANKÓW
By rozluźnić atmosferę, pierwszy dzień zajęć zaczął K. Małłek od śpiewu, który w jego koncepcji wobec przewidywanych, licznych występów artystycznych pełnił rolę niebagatelną. Tak samo jak przed wojną planował oddziaływać poprzez młodzież na społeczność pozaszkolną. Początki pracy, podobnie jak w innych szkołach, były bardzo trudne. Nie było podręczników, książek, przyborów szkolnych. Bardzo przydatne w nauce okazały się „Kalendarze dla Mazurów” z lat 1922-1939. Gdy słuchacze wrócili po przerwie do szkoły (zaraz po Godach), odbyło się pierwsze po wojnie wykonanie „Jutrzni”. Młodzież wystąpiła w wykonanych przez siebie strojach. „Jutrznię” powtarzano kilkakrotnie w Pasymiu, gdzie była pierwszą imprezą kulturalną po wojnie. Oprócz „Jutrzni” wystawiano: „Plon, czyli dożynki na Mazurach” i fragmenty „Wesela mazurskiego”. Widowiska te były odgrywane zarówno w Rudziskach, jak i w trakcie licznych gościnnych występów. Podczas wieczornic, akademii czy innych uroczystości okolicznościowych wychowankowie MUL-u prezentowali nie tylko program oparty na kulturze mazurskiej, odwoływali się również do literatury polskiej. Występowali też w związku z rocznicami związanymi z komunistycznymi przywódcami. Mieli w swoim repertuarze rewolucyjne pieśni, m. in. „Międzynarodówkę” .
WYKŁADOWCA Z AUTORYTETEM
Jak już pisałem, niełatwo było zdobyć K. Małłkowi zaufanie młodzieży. Przywracanie jej polskości wiązało się ze zrywaniem z kulturą niemiecką. Jej dzieciństwo przypadło na czasy narodowego socjalizmu i wojny, co spowodowało, że byli pierwszym pokoleniem mazurskim całkowicie zgermanizowanym. Nie ułatwiały repolonizacji stosunki panujące na Mazurach. Z czasem wszyscy wychowankowie opanowali język polski, którego większość z nich wcześniej nie znała. Kłopoty mieli tylko z wymową, co wynikało z tego, że między sobą rozmawiali zazwyczaj po niemiecku. Warunkiem istnienia MUL-u było wychowywanie młodzieży w duchu socjalistycznym. K. Małłek starał się połączyć konieczność adaptacji młodzieży do nowego ustroju, który nie odbiegał aż tak bardzo od poprzedniego, z budzeniem w niej mazurskości. Wychowankowie MUL-u zdawali sobie sprawę, że duża część wiadomości, które się im przekazuje, to zwykła propaganda. Domyślali się też, że K. Małłek musiał mówić wiele rzeczy, których sam nie akceptował. Takie postępowanie nie powodowało jednak utraty autorytetu, młodzież mu ufała, nie dawała wiary oskarżeniom, które na niego spadły po usunięciu go z Rudzisk. Rzecz w tym, że system wychowawczy stworzony przez K. Małłka był tak skonstruowany, że załamał się wraz z jego odejściem z MUL-u. Pierwszy kurs ukończyło trzydzieścioro słuchaczy, spośród których osiemnaścioro podjęło dalszą naukę w Państwowym Liceum Pedagogicznym w Mrągowie. K. Małłkowi udało się przełamać początkową nieufność młodzieży. Z czasem stał się dla nich oparciem, był osobą, której mogli zaufać. Dlatego pożegnanie zarówno dla niego, jak i dla nich nie było sprawą najłatwiejszą. K. Małłek oddał ich osobiście pod opiekę dyrektora liceum Bolesława Wytrążka. Z uwagą śledził ich dalsze losy i z zadowoleniem odnotowywał sukcesy w pracy. Jedna z uczennic MUL-u, Katarzyna Niszkówna, po ukończeniu liceum wróciła do Rudzisk jako nauczyciela. Przejęła od K. Małłka nauczanie śpiewu, przyrody, geografii i matematyki. Zajmowała się również wychowaniem w internacie, księgowością ośrodka rolnego oraz nadzorem prac gospodarczych.
Witold Olbryś{/akeebasubs}
