Orlen Reklama Top

 

Memento mori

Tuż przed dniem Wszystkich Świętych i Zaduszkami, przemieszczając się między miejscowościami Romany i Lemany, natknęliśmy się na oryginalną kapliczkę urządzoną w strawionym przez ogień pniu potężnego niegdyś drzewa. Dawniej była mniej widoczna, bo przesłaniały ją gęste chaszcze, ale obecnie, po remoncie drogi widać ją dobrze - fot. 1. Zwykle takie kapliczki stoją na skrzyżowaniach wiejskich traktów, ta jest usytuowana inaczej, tuż przy asfaltowej wstędze, przypominając pędzącym obok zmotoryzowanym o kruchości życia, zwłaszcza na drodze.

DWA OGNIKI

Choć do Zaduszek pozostało jeszcze kilka dobrych dni, tu i tam w miejscach mniej lub bardziej ukrytych widać palące się znicze. Na zapomnianych żołnierskich, czy całkiem anonimowych mogiłach, których wiele mamy w okolicy. Znicze palą się także pod pomnikiem przy ZS nr 2.

Jest to osobliwy zespół kilku mniejszych brył, poświęconych pamięci tych, którzy polegli w boju o władzę ludową, w trakcie „wyzwolenia” Szczytna i pamięci PKWN. Kilkanaście, może kilkadziesiąt metrów dalej, jakaś anonimowa ręka zapaliła ognik upamiętniający zgoła zupełnie inne wydarzenia – bohaterski zryw tych, którzy walczyli w powstaniu warszawskim 1944 r. - fot. 2. Daje to świadectwo pokręconej historii naszego kraju, która spowodowała, że nasi rodacy ginęli po obu stronach barykad.

AUTOSTRADA W KAMIONKU

Od jakiegoś już czasu w Kamionku trwają prace ziemne, w wyniku których powstała nowa droga. A ponieważ biegnie ona równolegle do już istniejącej, całość wygląda jak zaczątek dwupasmówki - fot. 3. Czyżby powstawała w tym miejscu pierwsza w powiecie, a pewnie i w kraju wiejska autostrada? Otóż nie. Co ciekawe, jak twierdzi gmina, wcale nie zbudowano nowej drogi, a po prostu zasypano w tym miejscu położony wcześniej odcinek sieci sanitarnej, która spina w jedną całość kanalizację Kamionka z Lipową Górą. Droga powstała przy okazji, jakby mimochodem... Rzecz wymaga jednak dokładniejszych wyjaśnień. Otóż szlak oznaczony na fot. 3 jako odcinek „A” jest nielegalny. W swoim czasie rozjechały go samochody i tak już zostało, choć wszystko to działo się na terenie prywatnym. Gmina przymykała na to oko, ale do czasu. Według planów geodezyjnych, właściwą drogą jest szlak „B” i tędy trzeba będzie jeździć do Lipowej Góry, gdyż wkrótce na terenach, przez które wiedzie stara droga, zostaną wybudowane nowe bloki.

Postawi je inwestor z Ostródy. Kamionek, jak widać, mimo kryzysu rozwija się i to dość intensywnie. Obok starej kotłowni, a obecnie eleganckiego przedszkola z równie eleganckim placem zabaw – fot. 4, powstanie jeszcze boisko „orlik” (po lewej stronie zdjęcia - fot. 4). Czego jeszcze chcieć więcej? Miasto wraz gminą zafundowało Kamionkowi nadjeziorną alejkę pieszo-rowerową, to może przydałoby się jeszcze molo i wiejska plaża np. ze zjeżdżalnią do wody, bo tego w Szczytnie nie ma...

UTAJNIONY ZNAK

Z Kamionka do Szczytna wiedzie ul. Podgórna, a dalej ul. Bartna Strona. Od razu widać, że wjeżdża się do miasta, bo na obu tych traktach stoi mnóstwo znaków drogowych, w przeciwieństwie do drzew, których rośnie tam bardzo mało. Z niepojętych przyczyn służby drogowe ustawiły pewien znak dokładnie pod jednym z tych nielicznych drzewek, jakby nigdzie indziej nie było wolnego miejsca - fot. 5. Wskutek tego jest on kompletnie nieczytelny, a trzeba wiedzieć, że jest on dwustronny. Z jednej zakazuje urządzania postoju, zaś z odwrotnej oznajmia, że znajdujemy się na drodze z pierwszeństwem przejazdu (biało-żółta tarcza). Cóż, na szczęście akurat tak się składa, że mamy już końcówkę października, zaraz przyjdzie listopad, więc problem w naturalny sposób wkrótce zniknie - liście opadną z drzewka i znak, dotychczas utajniony, ukaże się w całej okazałości i to z obydwu stron!

POŻEGNANIE POCIĄGU

Jak już pisaliśmy, połączenie kolejowe z Olsztyna do Szczytna zostało zawieszone aż do odwołania. Dworzec opustoszał, bo teraz pojawiają się tutaj tylko dwa(!) składy z Ełku o godz. 6.10 oraz 11.38 (odjeżdżają o 9.17 i 17.45), co obwieszcza taka oto karteczka – fot. 6. Oto i cały ruch kolejowy na stacji Szczytno, niegdyś kolejowego węzła o dużym znaczeniu, skąd odchodziły nawet bezpośrednie pociągi do Warszawy, czy przejeżdżał słynny skład Gdynia - Lublin. Pociąg, choć o nie najdłuższej w kraju trasie, to przebywający najdłużej na szlaku! Obecnie zamiast składów widać pod dworcem zupełnie inne pojazdy. Jest godz. 11.43 i do odjazdu w kierunku Olsztyna szykują się dwa, ale niestety, wcale nie torowe - fot. 7.

Na zdjęciu widać kierownika „pociągu” i towarzyszącego mu pasażera. O wspomnianej porze ruszają dwa autobusy, ale np. o godz. 6.15 aż trzy. Miejsca przeważnie jest jednak dość, nie ma tłoku, a poza godzinami szczytu, wręcz pustki i drugi pojazd odjeżdża z reguły bez pasażerów, ale to już nie nasze zmartwienie. Przy okazji wycieczki do opustoszałego dworca natrafiliśmy na ciekawe ogłoszenie. Jakiś zapalony kolekcjoner poszukiwał kartonowych biletów wycofanych już z obiegu. Wówczas stanął nam przed oczyma obraz z wczesnej młodości, jak to zajmując miejsce w długim na ogół ogonku czekało się na niewielki kartonik uprawniający do jazdy pociągiem.

RÓŻNOKOLOROWE KARTONIKI

W kasach kolejowych stały specjalne szafy, w których poukładane były wydrukowane już kartoniki według tzw. systemu Edmondsona, wprowadzonego w Polsce w 1930 r. Kasjer tylko wybierał gotowy bilet i wkładał go potem do datownika, który z wielkim łoskotem wybijał datę i godziny ważności. Ostatecznie kartonowe bilety zostały wycofane przez PKP z dniem 1 stycznia 2005 r.

Kawał dziejów kolejnictwa, w opinii miłośników, wylądował wówczas na śmietniku historii. Oto przykładowe bilety z tamtych czasów - fot. 8. Na zdjęciu widzimy brązowe kartoniki, co oznaczało, że uprawniają one do jazdy wagonami 2 klasy. Najczęściej kupowało się brązowy, bo najtańszy. Do klasy komfortowej, czyli pierwszej uprawniał bilet zielony albo żółty. Były też jeszcze czerwone paski – pionowy oznaczał bilet na pociąg pospieszny, czerwony ukośny na przyspieszony. Był też jeszcze charakterystyczny kartonik biało-brązowy, czyli bilet powrotny. Poza tym na niewielkim kartoniku o wymiarach 3 x 5,7 cm zakodowana była cała masa informacji. Obecnie bilet kolejowy ma rozmiar 1/3 kartki formatu A4. Podobno rozwój informatyki i komputerów miał przynieść kolosalne oszczędności w zużyciu papieru. Gdy do tego dodamy jeszcze, że przedwojenne pociągi kursowały z taką samą jak dzisiaj prędkością, mamy obraz naszej kolei w XXI wieku(!).