Wciąż nie wiadomo, jak zakończą się sądowe spory między miastem a dyrektorkami trzech przedszkoli niepublicznych, które domagają się wyrównania, ich zdaniem, źle naliczonych dotacji na prowadzenie tych placówek. Obecnie sprawy wciąż są w toku. Radczyni prawna Urzędu Miejskiego liczy, że zakończą się one pomyślnie dla samorządu, bo ostatnio zmieniła się linia orzecznicza. Z kolei radną Annę Rybińską bulwersuje, że w razie przegranej miasta, publiczne pieniądze trafią do prywatnych kieszeni dyrektorek.

Miasto broni się przed zwrotem milionowych dotacji
O wyrównanie dotacji wystąpiły dyrektorki trzech przedszkoli niepublicznych, w tym „Pod Topolą”, które dziś funkcjonuje jako publiczne

TRZY SPRAWY W TOKU

Nie ma końca sądowa batalia między miastem a dyrektorkami trzech przedszkoli niepublicznych. Domagają się one od samorządu wyrównania źle, ich zdaniem, naliczonych dotacji na prowadzenie placówek. Spór ciągnie się już od poprzedniej kadencji i nie wiadomo, kiedy znajdzie swój finał. Obecnie trzy sprawy sądowe są w toku i w żadnej z nich nie zapadło prawomocne orzeczenie. Chodzi o trzy przedszkola niepubliczne: „Kinderland”, „Pod Topolą” i „Smyk”. W dwóch sprawach sąd I instancji wydał wyroki niekorzystne dla miasta, zasądzając w przypadku jednego z przedszkoli wypłatę 100 tys. zł, a drugiego – ok. 2 mln złotych. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Od obu złożone zostały apelacje do Sądu Apelacyjnego w Białymstoku.

Podczas grudniowej sesji Rady Miejskiej do tematu wróciła radna Teresa Moczydłowska, pytając, czy miasto rozważa zawarcie ugody i jakie poniosło do tej pory koszty związane z prowadzeniem spraw sądowych. Okazuje się, że w przypadku przedszkola „Kinderland” było to nieco ponad 5 tys. zł za apelację i 1,5 tys. zł na koszty biegłego. Znacznie więcej, bo 93,3 tys. zł pochłonęła opłata za złożenie apelacji w sporze z przedszkolem „Pod Topolą”.

NIE MA PODSTAW DO UGODY

Radczyni prawna urzędu Justyna Skowrońska, odpowiadając na pytania radnej, wykluczyła możliwość zawarcia ugody. - Nie widzimy podstaw, by asygnować z budżetu gminy jakiekolwiek środki finansowe, skoro przedstawiliśmy dowody, argumenty i opinie RIO oraz ministerstwa finansów świadczące o tym, że wypłaty dotacji były prawidłowe – tłumaczyła. W razie niekorzystnego dla miasta rozstrzygnięcia w apelacji, pieniądze, jak wyjaśniała, trafiłyby do prywatnych kieszeni dyrektorek, a nie na potrzeby przedszkolaków, bo tych, których sprawa dotyczy, już dawno w placówkach nie ma. - Te środki stanowiłyby prywatny przychód osób prowadzących działalność w postaci przedszkoli niepublicznych – mówiła Justyna Skowrońska. Z kolei skarbnik miasta Alina Gajkowska dodawała, że w okresie, w którym dotacje miały być rzekomo niewłaściwie naliczane, dyrektorki nie zgłaszały żadnych uwag dotyczących ich wysokości. Fakt, że samorządowe środki miałyby trafić do prywatnych kieszeni, bulwersuje radną Annę Rybińską. - To karygodne. Przecież dotacja powinna iść za uczniem. Skoro te przedszkola dobrze sobie radziły i nie zgłaszały uwag, to znaczy, że dotacje były wypłacane prawidłowo – przekonywała.

WIERZĄ W SZCZĘŚLIWY FINAŁ

Pełnomocnicy miasta wierzą jednak, że w apelacji rozstrzygnięcie będzie pomyślne dla samorządu. Nadzieje na to widzą w zmianie linii orzeczniczej. Jakiś czas temu Sąd Najwyższy, w sprawie wytoczonej miastu Olsztyn przez jedno z niepublicznych przedszkoli, zmienił niekorzystny dla tego ostatniego wyrok zasądzający na rzecz placówki ok. 2,5 mln złotych. Obecnie postępowanie toczy się ponownie. Sąd Najwyższy zobowiązał też właścicieli niepublicznych placówek do tego, aby wykazywali, jakie wymierne szkody ponieśli w związku z rzekomo źle naliczonymi dotacjami. - Teraz wskazują oni, że jako właściciele przedszkoli pobierali za małe wynagrodzenia – tłumaczy Justyna Skowrońska.

Skontaktowaliśmy się z jedną z dyrektorek przedszkola niepublicznego, które pozostaje w sporze z miastem, aby odniosła się do podnoszonych na sesji zarzutów. Odmówiła nam jednak komentarza, tłumacząc, że na tym etapie nie może się o sprawie wypowiadać.

(ew){/akeebasubs}