Michał Grzymysławski - artysta od zawsze tutejszy. Tak powinienem nazwać dzisiejszy felieton.
Pisałem o wielu twórcach pochodzących ze Szczytna. Niektórzy z nich opuścili rodzinne miasto. Pośród nich są tacy, którzy na stałe pracują za granicą. Także tacy, jak Andrzej Cisowski, którzy potrafią być wszędzie naraz. Natomiast Michał Grzymysławski to artysta rzeźbiarz wszechstronny, używający technik nowoczesnych, ale ceniący przede wszystkim rzemiosło tradycyjne. Grzymysławski jest gorącym wielbicielem sztuki ludowej. Tej autentycznej, opartej na wartościach humanistycznych, a nie dekoracyjnym zdobnictwie. Uważa się za regionalistę, czyli popularnie rzecz ujmując - lokalnego patriotę. Powiedział mi ostatnio, że za najważniejszą cechę swojej sztuki uważa „świadomość regionu”, a jego podstawowym źródłem historycznej wiedzy w tym zakresie są opracowania mojego sąsiada na łamach „Kurka Mazurskiego” - Witolda Olbrysia.
Michał Grzymysławski urodził się w Szczytnie, w roku 1968. Po ukończeniu Studium Nauczycielskiego rozpoczął pracę w Miejskim Domu Kultury, jako instruktor plastyki. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Michał nieprzerwanie pracuje w MDK. Jest instruktorem kształcącym dzieci. Kocha tę pracę. Jako rzeźbiarz zawodowo mierzy się, na co dzień, z materiałem twardym. Takim jak kamień, albo drewno. O swoich młodych uczniach mówi, że to jest także tworzywo do ukształtowania, ale o ileż delikatniejsze. Spośród jego dawnych, dziecięcych wychowanków niektórzy wybrali artystyczny zawód. Są tacy, którzy zdobyli już znaczącą pozycję. Na przykład komputerowy grafik Mateusz Macoch, albo ceramik Jan Szot.
A teraz trochę o twórczości Grzymysławskiego. Jest świetnym, perfekcyjnym rzeźbiarzem. Niegdyś rzeźbił także w kamieniu, ale od około dziesięciu lat specjalizuje się głównie w drewnie. Format nie ma dla niego znaczenia. W Szczytnie jest organizatorem corocznych artystycznych plenerów przy fosie, pod zamkowym murem. Pośród licznych, dużych, drewnianych posągów, które możemy podziwiać w okolicy szczycieńskich ruin, około 10 sztuk jest autorstwa Michała Grzymysławskiego. Zbliżone ilości prac Michała ozdabiają Ostródę i Lidzbark, bowiem tam odbywają się podobne do szczycieńskiego plenery, a Michał rokrocznie jest na nie zapraszany. Co do umiejętności Michała odnośnie rzeźby miniaturowej, to mam tu pewne osobiste wspomnienia. Otóż jedenaście lat temu ówczesną Panią Burmistrz Szczytna zaproszono, wraz z grupą towarzyszącą, do niemieckiego miasta Herten. Z uwagi na odbywające się tamże, w tym właśnie czasie, tradycyjne, niemieckie targi sztuki, pożądane było, aby w delegacji szczycieńskiej znalazło się przynajmniej dwóch artystów. Wytypowano Michała i mnie. Ja zabrałem ze sobą lekką teczkę rysunków i akwarelek architektury Szczytna. Michał natomiast przytaszczył sporą walizkę pełną pięknych, drobnych figurek. Ale także kawałków drewna oraz narzędzi do pracy. Podczas pokazów zademonstrował, jak on takie rzeczy robi, a jego umiejętności rzeźbiarskie zyskały powszechny aplauz. Co do rzeźb wielkości średniej, to przypomnę, że pierwsze figurki szczycieńskich pofajdoków są autorstwa Michała. Te na ławeczce na placu Juranda, nieco dalej taki jeden, który usiłuje zrąbać drzewo koło „Mazuriany” oraz jeszcze taki, co ucieka z więzienia. Późniejsze figurki projektował już ktoś inny, ale obecnie znów pojawiają się pofajdoki autorstwa Grzymysławskiego.
Na zakończenie pewne ciekawostki związane z rodziną Michała. Jego ojciec przywędrował do Szczytna z Wielkopolski. Był wojskowym. Mechanikiem wojsk pancernych. Kierowcą czołgu. Czyli nie miał nic wspólnego ze sztuką, a jednak... Mniej więcej w tym czasie, kiedy urodził się Michał, rozpoczęto kręcenie odcinków telewizyjnego serialu „Czterej pancerni i pies”. Ktoś musiał czołgiem RUDY „powozić” tak naprawdę. Przecież nie aktor. Prawdziwym kierowcą był tata Michała. Przy okazji wykorzystano także jego umiejętności na planie filmu „Jarzębina czerwona”. Z ekipą filmową pan Grzymysławski spędził ładnych kilka lat, bowiem „Pancernych” kręcono od roku 1966 do 1970. Jego syn, gdy dorósł, został artystą i jakoś nic go chyba specjalnie do wojska nie ciągnęło. Tymczasem okazało się, że jakiś militarny gen, po dziadku, tkwi w Michała dzieciach. Jego 22-letnia córka studiuje obecnie na Wydziale Lotnictwa i Automatyki na Politechnice Rzeszowskiej. Kształci się tam na pilota lotnictwa cywilnego. Ma już licencję szybowcową, a wkrótce ukończy uczelnię, jako zawodowy pilot wielkich, pasażerskich maszyn. Widziałem jej zdjęcie. Piękna, długowłosa blondyna. Naprawdę uroda gwiazdy filmowej. Wyobrażam sobie, jakie będą miały miny stewardessy, kiedy piękna pani kapitan przemaszeruje między nimi i pasażerami do kabiny pilota. Druga córka Michała ma lat 15. Kończy właśnie ósmą klasę. I gdzie się wybiera? Do szkoły o profilu wojskowym.
Jak już napisałem, Michał Grzymysławski jest artystą tutejszym od zawsze. I zapewne nadal będzie. Prywatnie - cywilnym tatą.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
