Przeżycie 60 lat w małżeństwie to dziś, w dobie częstych rozwodów, prawdziwa rzadkość. Sztuka ta udała się państwu Bolesławie i Zygmuntowi Kosakowskim ze Szczytna. Małżonkowie wspólnie wychowali sześcioro dzieci, doczekali się piętnaściorga wnucząt i dziesięciorga prawnucząt.

Państwo Kosakowscy pobrali się 21 sierpnia 1955 roku w kościółku Św. Trójcy niedaleko Różana na Mazowszu. Z tych stron pochodziła pani Bolesława. Korzenie rodzinne jej męża sięgają z kolei Podlasia. Los połączył ich na terenie powiatu szczycieńskiego, w Starych Czajkach. Do tej miejscowości pani Bolesława została skierowana z misją zorganizowania szkoły. Po dwóch latach pracy dołączył do niej pan Zygmunt, który po odbyciu służby wojskowej otrzymał tam nakaz pracy jako nauczyciel. - Ledwo przekroczył próg i spojrzał na mnie, od razu powiedział: - „To moja dziewczyna” - wspomina z uśmiechem jubilatka. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W kolejnych latach pani Bolesława pracowała w szkołach w Baranowie niedaleko Chorzel i w Szymankach, gdzie organizowała placówkę od podstaw. Kolejnym jej miejscem zatrudnienia była szkoła w Szymanach. Przez pewien czas z Szymanek chodziła tam pieszo, albo dojeżdżała rowerem. Z kolei jej mąż pracował na lotnisku w Szymanach i Banku Spółdzielczym, zajmując się ochroną. Pod koniec lat 60. zamieszkali w Szczytnie.
Małżonkowie wychowali wspólnie sześcioro dzieci. Obecnie dwie córki mieszkają w Kanadzie, a syn – w Stanach Zjednoczonych. Mimo tak znacznych odległości, utrzymują bliski kontakt z rodzicami, często do nich dzwoniąc i pomagając w razie potrzeby. Jubilaci doczekali także piętnaściorga wnucząt i dziesięciorga prawnucząt. W drodze jest już jedenasty prawnuk. Kilkanaście lat temu pan Zygmunt poważnie zachorował, doznając paraliżu. Teraz, na szczęście, czuje się już lepiej i częściowo odzyskał nawet sprawność.
Jaka jest recepta małżonków na tak długi i udany związek? - Musi być zgoda, wzajemne zrozumienie i miłość, która w naszym przypadku trwa do dziś – odpowiada pani Bolesława. Podkreśla też, że przez wszystkie spędzone wspólnie lata, równo dzielili się obowiązkami domowymi. - Mąż zawsze mi dużo pomagał, nawet w przygotowaniu dzieciom śniadań.
(ew){/akeebasubs}
